Polski nauczyciel uczy dzieci z Dubaju. "12 tys. zł za odrobienie lekcji"

Młody mężczyzna po studiach pedagogicznych wyjechał do Dubaju, aby pracować jako prywatny nauczyciel w domach miliarderów. To, co tam przeżył, wydaje się wprost niemożliwe. Choć jego historia nadaje się na książkę, to jak podaje portal Bussines Insider, pedagog dla swojego dobra chce pozostać anonimowy.

Amerykański portal Bussines Insider opisał na swoim portalu historię 25-letniego prywatnego nauczyciela pracującego w Dubaju. Mężczyzna w 2020 roku przeprowadził do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, aby podjąć pracę w międzynarodowej agencji tutoringowej, gdzie uczył dzieci z najbardziej elitarnych rodzin Dubaju - milionerów i miliarderów, którzy zarobili pieniądze na inwestycjach w ropę naftową, startupach technologicznych i innych przedsięwzięciach biznesowych. O jego życiu można byłoby napisać książkę, jednak sam rozmówca na razie chce pozostać anonimowy.

Zobacz wideo Marcin Józefaciuk: Nauczyciele nie tylko chcą pieniędzy, oni chcą godnych warunków pracy

Domy miliarderów są jak mini szkoły. Dzieci mają niemal wszystko

Praca nauczyciela nie jest łatwa, jednak kiedy jest ciekawa i przynosi satysfakcję i radość, to jednocześnie lepiej się w niej pracuje. Ten młody pedagog wyjeżdżając do Dubaju, chciał zmian. Kiedy zaczął uczyć w jednym z najdroższych apartamentowców w kraju, nie spodziewał się, że każdy lokal będzie wyposażony w salę artystyczną, gabinet masażu, siłownię czy kino. Do tego każdy miał prywatną windę i pięć pięter, a przy każdym z nich stały psy stróżujące. 

"Rodzice często byli nieobecni, ale ci, których spotkałem, prawie zawsze byli dla mnie mili. Najwięcej kontaktu miałem z nianiami, które były na każde zawołanie dzieci. Gotowały mi obiady i przynosiły napoje, a ja czułem się prawie jak część rodziny, trochę jak starszy brat. Jeden z moich młodszych uczniów miał w domu własną klasę. Była wyposażona lepiej niż w jakiejkolwiek zwykłej szkole. Gdy pewnego razu skończyłem z nim zajęcia z plastyki i rękodzieła, powiedziałem, że musimy posprzątać bałagan, to ten nie kazał tego robić. Powiedział, że nie płaci mi za sprzątanie i wskazał nianię, dodając, że to ona jest za to odpowiedzialna" - mówił 25-latek, któremu wtedy wydawało się to bardzo dziwne. Z czasem jednak przywyknął do luksusu. 

Uczeń chciał uczyć się biologii na prawdziwych zwierzętach. Dla rodziców to nie był problem

Kiedy podczas nauki z 8-letnim dzieckiem, nauczyciel opowiadał o ptakach, to chłopiec zażądał żywej sowy, aby mógł lepiej poznać zwierzę. Na następnej lekcji jego prośba została spełniona, a na kuchennym blacie siedziała sowa. Jeszcze innego razu pewien uczeń dostał radę od swojego brata, który nie kazał mu się przemęczać, bo i tak ojciec spełni każde jego marzenie. W efekcie chłopiec zapłacił nauczycielowi 12 tys. zł. za odrobienie pracy domowej.

W Dubaju to było normalne. Dzieci są przyzwyczajone do ekstremalnego bogactwa

- przyznał mężczyzna. 

Praca nauczyciela w Dubaju. Rodzice wynagradzali zainteresowanie ich dzieckiem

Młody nauczyciel wspomina, że ciągłe "zachęty" w postaci korzyści finansowe nie były rzadkością, a rodzice często potrafili rozpętać między sobą "wojnę licytacyjną", co pokazuje, że nie przykuwają aż tak dużej wagi do pieniądza i uważają, że mogą kupić za niego praktycznie wszystko. 

"Jeśli wiedzieli, że będę w domu jednego klienta w wybranym przez nich czasie, oferowali podwójną, potrójną, a nawet jeszcze wyższą zapłatę, aby przekonać mnie do przyjścia do nich. Za każdym razem, gdy myślałem, że widziałem już wszystko, praca znajdowała nowe sposoby, by mnie zaskoczyć. Pewnego razu zepsuł mi się samochód i spóźniłem się na lekcję z jednym z moich stałych uczniów. Powiedziałem matce, dlaczego się spóźniłem, a kiedy następnym razem miałem zajęcia z tym dzieckiem, dała mi 7 tys. dol. w gotówce na pokrycie kosztów naprawy" - mówił pedagog. 

Rodzina wynajęła go nawet do pracy na jachcie. "Pochodzili z Rosji"

Najlepsze w tej pracy była jednak spontaniczność. Nauczyciel nie wiedział, co przyniesie jutro i czy przypadkiem rodzina nie stwierdzi, że zabiera go w podróż dookoła świata, podczas której jego dzieci wciąż mają zdobywać wiedzę. Tak było w przypadku tej rodziny, która zaplanowała wycieczkę prywatnym jachtem, aby przez dwa miesiące żeglować wzdłuż włoskiego wybrzeża. Już zaledwie kilka dni po podpisaniu umowy, mężczyzna znalazł się w motorówce płynącej przez Morze Śródziemne w kierunku luksusowego jachtu. "Gdy dołączyłem do moich nowych pracodawców na pokładzie, umundurowany personel zaoferował szampana (chociaż nie wolno mi było pić podczas pracy) i spędziłem kilka następnych miesięcy na nartach wodnych, paddleboardingu, zwiedzaniu winnic i jedzeniu drogich potraw. Ta rodzina pochodziła z Rosji i zauważyłem wyraźną różnicę w sposobie, w jaki mnie traktowali, często starając się trzymać mnie poza zasięgiem wzroku. Podczas gdy oni imprezowali na górnych poziomach, mnie kazano zostawać pod pokładem. Wynajęli mnie, bym był czymś w rodzaju luksusowej opiekunki dla ich dzieci. Miałem się z nimi bawić i zapewniać im rozrywkę, jednocześnie mówiąc do nich po angielsku. Dla rosyjskiej elity posiadanie kogoś, kto mówi po angielsku z naturalnym akcentem, jest powodem do dumy" - wspomina. 

I choć wydaje się, że nauczyciel ma idealne życie, to praca z tak bogatymi ludźmi wymaga nie tylko cierpliwości, ale i ogromnego zaangażowania, które rzecz jasna premiowane jest bardzo wysokimi zarobkami. Nie ulega wątpliwości także możliwość obcowania z obcą kulturą i zwiedzania miejsc, które dla zwykłego człowieka wydają się wprost niedostępne. Nie jeden marzy o takiej pracy. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.