Został nauczycielem, choć nie umiał czytać i pisać. "Jak mówią, że jesteś głupi, to wierzysz im"

Ta historia idealnie nadaje się na książkę. John Corcoran jako dziecko miał ogromne problemy z czytaniem i pisaniem. Choć sprytnemu nastolatkowi nie udało mu się przezwyciężyć trudności, to skończył szkołę i poszedł na studia. W końcu został nauczycielem. "Kiedy byłem dzieckiem, rodzice mówili mi, że jestem zwycięzcą" - wspomina, opowiadając swoją historię, którą teraz wspomina portal joemonster.org.

Choć na nauczycieli wciąż spada sporo krytyki, to są jeszcze pedagodzy z powołania, którzy dla oświaty zrobią naprawdę dużo. Najczęściej to nauczyciele z doświadczeniem pracujący w szkole już kilkanaście lat. Przykładem takiej osoby jest John Corcoran, który urodził się w 1939 roku w Santa Fe w Nowym Meksyku. Jego dzieciństwo nie było łatwe i choć miał aż pięcioro rodzeństwa, to żadne z nich nie było pozbawione rodzicielskiej uwagi. Rodzice poświęcali dzieciom swój wolny czas i uczyli je, że wykształcenie to rzecz święta.

Kiedy byłem dzieckiem, rodzice mówili mi, że jestem zwycięzcą. I przez pierwsze sześć lat mojego życia naprawdę w to wierzyłem

- mówił kiedyś w jednym z wywiadów, który dziś cytuje portal joemonster.org. 

Zobacz wideo Marcin Józefaciuk: Nauczyciele nie tylko chcą pieniędzy, oni chcą godnych warunków pracy

Kiedy John poszedł do szkoły, jego rodzice przeżyli szok

I choć w gruncie rzeczy wydawać się może, że chłopak prowadził spokojne życie, to niestety, kiedy poszedł do szkoły zaczęły się pewne problemy. Chłopiec nie rozróżniał liter i nie potrafił ich przekształcić w słowa. Nie lepiej było z liczbami, które wydawały się zupełnie bez znaczenia i nie do odróżnienia. Kiedy rówieśnicy umieli czytać i pisać, to on nie był w stanie, choć na krok przybliżyć się do kolegów i koleżanek. Jego rodzice byli zrozpaczeni i nie mogli zrozumieć, dlaczego tak aktywne i inteligentne dziecko nie jest w stanie nauczyć się z pozoru tak prostych i niezbędnych czynności życiowych. 

John nie wiedział, dlaczego tak się dzieje. Jego rówieśnicy zaczęli mu dokuczać, bo uważali, że chłopak jest upośledzony. 

Kiedy codziennie mówią ci, że jesteś głupi, z czasem zaczynasz w to wierzyć

- mówił ze smutkiem, przyznając, że codziennie modlił się do Boga i prosił, aby ten mu pomógł. 

Szkolny okres był dla niego prawdziwym koszmarem

John miał jednak duże wsparcie w nauczycielach, bo ci widzieli jego codzienne zaangażowanie i chęci do pracy. Dokuczanie kolegów jednak nie ustępowało. Nie pomogła nawet zmiana szkoły, czy klasy. "Każdego dnia wstawałem, ubierałem się, szedłem do szkoły, szykując się jak do wojny. Nienawidziłem mojej klasy. To było wrogie środowisko i musiałem znaleźć sposób, aby tam przetrwać" - przyznał. 

Mijały dni, a chłopak nic się nie zmieniał. Rodzice pogodzili się z tym, że mają niezrównoważonego syna, jednak niespodziewanie stało się coś, co na zawsze zmieniło życie Johna. Jako uczeń szkoły średniej zaczął uprawiać koszykówkę, a zaledwie po roku został najlepszych sportowcem w szkole. Jego sukcesy doceniali niemal wszyscy, a nauczyciele w końcu zaczęli przymykać oko na jego braki. Sytuacja sprawiła, że nauczył się kombinowania i zaczął ukrywać swój analfabetyzm. W ten sam sposób Corcoran zdał egzaminy końcowe i otrzymał certyfikat.

Sprytny nastolatek nie spoczął na laurach i postanowił iść na studia. Tam również kombinował i umiejętnie ukrywał swoje braki. Choć nie było mu łatwo, skończył kierunek humanistyczny i pokazał, że sprytem i zaradnością da się zrobić niemal wszystko. To jednak nie koniec. 

Niespodziewanie zaczął uczyć w szkole, choć sam nie umiał czytać i pisać

Los tak chciał, że na początku lat 60., kiedy w Stanach Zjednoczonych panował katastrofalny niedobór nauczycieli, to dyrektorzy jednej ze szkół skontaktowali się z Corcoranem i zaproponowali mu pracę. John przyjął ofertę i już kilka tygodni później zaczął pracę na stanowisku nauczyciela nauk społecznych. Na zajęciach często prosił dzieci, aby powtarzały na głos swoje nazwiska i imiona, rzekomo po to, by je lepiej zapamiętać. Nikt nie podejrzewał, że nauczyciel po prostu nie potrafił ich przeczytać w dzienniku. Sprytny nauczyciel mianował najlepszych uczniów swoimi asystentami, a ci wykonywali za niego wszystkie czynności. 

Choć czasami wydawało mu się, że ma dobry kontakt z młodzieżą i jest dobrym nauczycielem, to jednocześnie wiedział, że do szkoły trafił zwyczajnie nielegalnie. 

Ciężko pracowałem i naprawdę dbałem o to, co robię. Z drugiej strony tak nie było. Czułem, że to wszystko jest nie tak, że nie ma dla mnie miejsca w klasie. Że trafiłem tu nielegalnie, to znaczy, że nie powinno mnie tu być. Czasami moje działania sprawiały mi fizyczny ból. Byłem w pułapce i nie mogłem nikomu o tym powiedzieć

- mówił i dodał, że najbardziej bał się rad pedagogicznych i ewentualnych nieścisłości, które mogłyby wówczas wyniknąć. Ale i na to miał plan. Dyrektor czasami przywoływał nauczycieli do tablicy i zmuszał ich do napisania czegoś. Ale nawet w tym przypadku John miał plan. Postanowił, że jeśli zostanie wezwany, będzie symulował atak serca. Na szczęście dla Corcorana, w ciągu 17 lat pracy w szkole nigdy nie został wezwany do odpowiedzi. 

Dziś inni mu zazdroszczą

John pracował w szkole prawie 17 lat, jednak w końcu zmienił branżę i otworzył własną firmę budowlaną, która remontowała stare domy. Miał własnego księgowego i asystenta, a więc ci pisali i czytali za niego. Firma prosperowała dobrze i Corcoran wkrótce został milionerem. Nie przeszkadzał mu już analfabetyzm, bo jego niechęć do zajmowania się papierami wszyscy przypisywali kaprysom bogacza.

Kiedy nagle przyszedł kryzys gospodarczy, to  firma Johna zbankrutowała. W skutek problemów mężczyzna stracił dom i popadł w depresję. To właśnie wtedy postanowił opanować czytanie i zapisał się do centrum alfabetyzacji dla dorosłych. John w wieku 48 lat nauczył się czytać. Niełatwy los skłoniło go do założenia organizacji charytatywnej, która miałaby pomagać dorosłym czytać i pisać. Jego życie diametralnie się zmieniło, a co najważniejsze mężczyzna pokochał czytanie i pisanie. Dziś nie wyobraża sobie bez tego życia. 

Czy bez czytania i pisania da się osiągnąć sukces?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.