Ojciec dwójki dzieci: Gdy przychodzi weekend, chce mi się płakać

Niektórzy czują się przytłoczeni codziennością i życiem rodzinnym. Dla nich weekend z bliskimi nie jest żadnym powodem do radości. Nasz czytelnik przyznał, że chce mu się płakać, gdy zbliża się piątkowe popołudnie.

Więcej ciekawych treści znajdziesz na Gazeta.pl
Wydawałoby się, że każdy z utęsknieniem czeka, aż nadejdzie weekend. Okazuje się, że dla niektórych wizja spędzenia dwóch dni w domu, z rodziną, wcale nie jest kusząca, a wręcz przeciwnie.

Zobacz wideo Co znaczy być dobrym ojcem?

Czas z bliskimi może być wspaniały, ale i męczący. Szczególnie przy małych dzieciach, które są absorbujące i wymagają ciągłej uwagi oraz wymyślania co raz nowych atrakcji oraz zabaw. To może niektórych przerastać.

Ojciec płacze na myśl o weekendzie

Jeden z naszych czytelników przyznał, że wcale nie wyczekuje weekendów, czy urlopów, a wręcz przeciwnie. Nie ukrywa, że wcale wtedy nie odpoczywa.

Mam wspaniałą rodzinę, ale przyznaję otwarcie, że dwa dni w domu z żoną i dwójką małych dzieciaków rozwala mnie na łopatki. Czuję się, jakbym przebiegł półmaraton, albo przekopał cały ogród teściowej i wszystkich jej sąsiadek. Dzieciaki wstają przed 6.00 rano, więc o spaniu można zapomnieć. Do tego mają tyle energii, że moja kończy się już po trzech godzinach. W południe najchętniej położyłbym się na drzemkę, tę samą, na którą nijak nie mogę położyć swoich maluchów

- opowiada nasz czytelnik Marek, ojciec Zosi i Tymona.

Mężczyzna przyznaje, że kocha swoją rodzinę, ale przebywanie z nią przez cały weekend jest dla niego bardzo męczące. I ma z tego powodu wyrzuty sumienia.

Głupio mi, jak w sobotnie popołudnie zaczynam myśleć o porannej kawie w pracy, kiedy będę mógł z kolegami z biura pogadać o piłce nożnej, czy polityce. Wiem, że nie powinno tak być, ale tak właśnie jest. Nie mam siły ciągle bawić się w berka, ciuciubabki, łapki itp. Do tego żona zawsze zagania mnie to pomocy przy sprzątaniu, bo przecież kiedyś trzeba ogarnąć jakoś ten dom, który przy dwójce maluchów często wygląda, jakby przeszedł przez niego prawdziwy armagedon

- pisze mężczyzna.

MężczyznaMężczyzna Shutterstock, autor: Chanintorn.v

"W niedzielę wieczorem padam na twarz"

Nasz czytelnik przyznaje, że w niedzielny wieczór, zamiast obejrzeć z żoną film, czy porozmawiać, zasypia ze zmęczenia na kanapie "i to często przed dzieciakami".

Podziwiam moją żonę, bo ma zdecydowanie więcej siły i cierpliwości, by to wszystko jakoś ogarnąć. Zauważyłem, że ostatnio irytuje ją, jak widzi moje weekendowe niezadowolenie, w ostatniej kłótni zarzuciła mi nawet, że nie zależy mi na niej i na dzieciach. A to nie prawda, nie moja wina, że to mnie męczy. Może jak maluchy będą większe i nie będą ganiać się jak szalone od świtu do nocy, a ja za nimi, to będzie inaczej.

- opowiada nasz czytelnik.

Aczkolwiek nie ukrywa, że być może ma jakiś poważniejszy problem i "wizyta u jakiegoś specjalisty byłaby niegłupim pomysłem". Podejrzewa jednak, że wiele osób może mieć takie same odczucia jak on, ale po prostu wstydzą się do tego przyznać, "bo głupio powiedzieć, że nie lubi się weekendów, przez żonę i dzieci".

Więcej o:
Copyright © Agora SA