Zwiedziła z 5-letnią córką 66 państw. "Gdy jechaliśmy do Syrii, wszyscy mówili, że oszaleliśmy"

Lea w grudniu tego roku skończy pięć lat, a już zwiedziła z rodzicami 66 państw na czterech kontynentach. Na tym jednak nie koniec - w planach ma odwiedzenie wszystkich krajów na Ziemi. Marzeniem rodziców Lei jest, by stała się najmłodszą osobą na świecie, której udało się tego dokonać. Jak wyglądają podróże z małym dzieckiem po egzotycznych i powszechnie uznawanych za niebezpieczne krajach? Jak można przygotować się do takich wyjazdów?

Dagmara Dąbek: Ile krajów zwiedziłaś sama, a ile ze swoją córką?

Marta (@wheretravelmarta): Wspólnie z Leą odwiedziliśmy do tej pory 66 państw na czterech kontynentach. Naszym wielkim marzeniem jest odwiedzić wszystkie kraje na świecie i aby Lea stała się najmłodszą osobą, której udało się tego dokonać. Nie ukrywam, że bez wsparcia sponsorów jest to spore wyzwanie, ale wierzę w to głęboko, że uda się je zrealizować. Zwłaszcza, że widzę to, jak Lea złapała bakcyla podróżniczego i sprawia jej to równie wielką frajdę, jak nam. Ja do tej pory odwiedziłam 87 państw, ale kolejne już są w planach. Na przełomie października i listopada odwiedzimy Jemen, Irak, Kuwejt, Bahrajn i Katar, a w styczniu czeka nas kolejna wyprawa życia - płyniemy na... Antarktydę, odwiedzając Argentynę, Urugwaj, Chile i Falklandy.

Zobacz wideo Czym jest szczęście? Przedszkolaki odpowiadają

W jakim wieku była twoja córka, gdy udaliście się w pierwszą dalszą podróż?

W naszą pierwszą podróż z Lelcią wybraliśmy się na Kubę, gdy miała dwa miesiące. Na przygotowania nie miałam zbyt wiele czasu, bo z wyrobieniem paszportu był to zaledwie tydzień, jak zawsze w naszym wypadku wszystko na totalnym spontanie. Przy zakupie wycieczki - zdecydowaliśmy się na wyjazd z biurem w opcji all inclusive - tatuś stwierdził, że pierwsze wakacje jego córeczki mają być na bogato…(śmiech) I to był jeden z dwóch wyjazdów, gdy zdecydowaliśmy się na podróż z biurem. Drugi raz z takiej opcji skorzystaliśmy w czasie pandemii, aby pojechać do Tunezji, bo była to wówczas jedyna opcja na wjazd do tego kraju i przemieszczanie się po nim.

Miałaś jakieś obawy przed pierwszą zagraniczną podróżą z dzieckiem?

Tak naprawdę nie miałam większych obaw, bo wiele podróżowaliśmy przed narodzinami córki i było dla mnie oczywiste, że jak się urodzi, to będzie z nami podróżować. Bardziej nie mogłam się doczekać tego pierwszego wyjazdu, byłam ciekawa, jak to będzie (śmiech).

A przygotowania do takiej podróży? Miałaś swój niezbędnik na drogę?

Część gadżetów ułatwiających podróże miałam przygotowanych już znacznie wcześniej, bo wiedziałam, że prędzej czy później nadejdzie ten dzień i wyruszymy w świat. Bardzo pomogła nam też nasza pani pediatra, która podpowiedziała, jak przygotować apteczkę podróżną, upewniła się, że jedziemy do kraju bezpiecznego, bez większych zagrożeń epidemiologicznych, do hotelu o dobrym standardzie, w którym lekarza mieliśmy na miejscu. W końcu na Kubie też rodzą się dzieci, żyją i nic złego im się nie dzieje.

Czyli dobre przygotowanie i organizacja ma duże znaczenie.

Tak, ale moim zdaniem najważniejsze jest pozytywne nastawienie i to, co siedzi nam w głowie. Ja nie należę do ludzi panikujących, czasem może do wielu rzeczy podchodzę na zbyt dużym luzie, ale może i dzięki temu Lea podróże znosi fantastycznie. Maluszki wyczuwają nasze negatywne nastawienie i stres, które im też się z czasem udziela.

Lea od razu polubiła podróże, czy na początku były jakieś trudności? Może nie lubiła jeździć autem, bała się latać samolotem, źle znosiła zmiany klimatu, otoczenia?

Śmiejemy się, że Lea bakcyla podróży wyssała z mlekiem mamy i od razu świetnie się w tym odnalazła. Zresztą ona już w brzuszku z podróżami była oswajana. Nigdy nie mieliśmy trudności w trakcie podróży. Wiadomo, jak każdy, czasem miewa lepsze i gorsze momenty, ale ogólnie od zawsze jest wesołym dzieckiem, ciekawym świata.

 

Szczepicie się przed podróżami do egzotycznych krajów?

Każdy, kto planuje egzotyczne podróże, po wybraniu kierunku powinien sprawdzić, jakie są zalecane i obowiązkowe szczepienia w danym kraju. Należy również pamiętać, że część szczepionek można przyjąć po ukończeniu określonego wieku, więc nie zawsze mamy możliwość zrobienia ich naszym maluchom.

Robiliście Lei dodatkowe szczepienia?

Nie, poza podstawowymi szczepieniami nie mamy żadnych dodatkowych. Lea jest szczepiona zgodnie z kalendarzem szczepień obowiązkowych w Polsce (tężec, błonica, polio - które często pojawiają się jako zalecane w podróżach do innych krajów) oraz zalecanymi (rotawirus i pneumokoki), dodatkowo zaszczepiłam ją na meningokoki ze względu na nasze częste podróże (można szczepić dzieci od pierwszego roku życia) i wirusowe zapalenie wątroby typu A , które nie jest w obowiązkowym kalendarzu, ale jest to choroba tak zwanych brudnych rąk. Ponieważ "dziecko brudne to dziecko szczęśliwe", dla własnego i jej bezpieczeństwa po konsultacji z pediatrą zdecydowaliśmy się na tę szczepionkę.

Dopadały was kiedyś jakieś egzotyczne choroby?

Na szczęście nie. W czasie podróży mieliśmy tylko jedną wizytę lekarza, kiedy Lelcię na Gili w nocy pogryzły komary i wyglądała jakby miała ospę. Dla świętego spokoju poszliśmy to skonsultować.

Wykupujecie dodatkowe ubezpieczenie na podróże?

Nigdy nie ruszamy w podróż bez ważnego ubezpieczenia. Ubezpieczenie to nie tylko możliwość bezpłatnego pójścia do lekarza czy pokrycia kosztów leczenia szpitalnego. Mimo tego, że na szczęście nigdy nie było ono nam potrzebne, to wychodzimy z założenia, że przezorny zawsze ubezpieczony i lepiej nie kusić losu, zwłaszcza podróżując z dzieckiem. Fakt, że do tej pory nic się nie działo, wcale nie oznacza, że za jakiś czas nie będziemy musieli z niego skorzystać. Wolimy zaoszczędzić sobie kłopotów i często wysokich dodatkowych kosztów, a swoim bliskim problemów i stresów. Dodatkowo sama świadomość, że posiadamy takie ubezpieczenie, daje nam większe poczucie bezpieczeństwa i zmniejszy choć minimalnie stres, gdy będziemy zmuszeni z niego skorzystać.

A jaka jest wasza największa przygoda podczas wyjazdu? Taka pozytywna.

Wycieczka do Mekki, miasta do którego wstęp mają wyłącznie muzułmanie. Odwiedzenie Mekki i zobaczenie na własne oczy Kaaby oraz Wielkiego Meczetu było jednym z naszych największych podróżniczych marzeń. Pewnie po części dlatego, że wszystko, co dotyczy tego miasta, jest owiane pewną tajemnicą. Jak wiadomo coś, co jest niedostępne, kusi jeszcze bardziej. Do miasta wjechaliśmy bez problemu mimo tego, że po drodze minęliśmy cztery checkpointy, ale przy żadnym z nich o nic nas nie pytali. Nawet nie byliśmy zatrzymywani, tylko pokazywali żebyśmy jechali dalej. Problem dopiero pojawił się podczas meldunku w hotelu.

Co się stało?

Ja czekałam z Lelcią w samochodzie, Janusz nas meldował. Podczas meldunku poproszono o "numer umra". My go nie mieliśmy i nawet nie wiedzieliśmy, że coś takiego istnieje. Jak się później okazało, to taki numer, który mają pielgrzymi do Mekki. Recepcjonista widząc, że chyba jest coś nie tak, ściszył głos i półszeptem zapytał, czy jesteśmy muzułmanami, zgodnie z prawdą Janusz zaprzeczył. Od samego początku wiedzieliśmy, że nie zamierzamy nikogo oszukiwać i udawać, że jesteśmy muzułmanami. Wyszliśmy z założenia, że jak Allah pozwoli to się uda, a jak nie, to trudno.

Pan z recepcji zaprosił Janusza do restauracji, proponując coś do picia, tak by nikt inny tego nie słyszał i wytłumaczył, że do Mekki mogą wjechać tylko muzułmanie, w związku z czym nie możemy tutaj przebywać i nasza rezerwacja w hotelu zostanie anulowana. Po dłuższej rozmowie wyjaśniającej dlaczego chcieliśmy zobaczyć Mekkę, stwierdził, że skoro udało nam się dotrzeć tak daleko, zrobi nam niespodziankę i pozwoli zobaczyć Wielki Meczet i Kaabę! Czyli właściwie to, po co przyjechaliśmy do Mekki! Zadysponował, by dostarczono mu klucze od jakiegoś apartamentu i wjechał z Januszem na górę, jak się okazało do Apartamentu Prezydenckiego. Tam Janusz zapytał, czy ja również mogę zobaczyć Kaabę i meczet.

 

I jak? Udało się?

Kiedy z Lelcią czekałyśmy w samochodzie na Janusza, a chwilę to już trwało, podszedł jakiś pan, zastukał w okno i zapytał, czy mąż właśnie melduje się w hotelu i czy jesteśmy z Polski. Powiedział, żebyśmy poszły za nim. Przyznam szczerze, że byłam trochę przerażona, co ten Janusz tam narobił. Przeszliśmy obok recepcji… Pan się nie zatrzymał, tylko dalej nas prowadził… Bez żadnych wyjaśnień zaprowadził nas do jakiejś prywatnej windy, jechaliśmy nią dość wysoko, cały czas w obstawie… Nie ukrywam, przerażenie rosło. Myślę sobie: "Co ten Janusz znowu odwalił?". Wysiedliśmy w jakimś penthousie. Tam już czekał Janusz w towarzystwie Arabów. Strach zaczął się zamieniać w zdziwienie. Jednakże euforia szybko opadła, bo okazało się, że nie możemy zostać zameldowani w hotelu. Ale mogliśmy wszyscy zobaczyć z okien apartamentu to, po co tak naprawdę tam pojechaliśmy. Niezależnie od tego, że panowie byli bardzo mili, hotel był zobowiązany do poinformowania o naszej wizycie mutawy, czyli policji religijnej zajmującej się egzekwowaniem przestrzegania zasad szariatu. Musiał zgłosić, że dostaliśmy się do miasta, do którego teoretycznie nie mogliśmy wjechać.

Nie mieliście z tego powodu problemów?

Czytałam wcześniej o działaniach mutawy, więc trochę bałam się, jak to dalej się potoczy. Na ich przyjazd czekaliśmy dobre dwie godziny, choć w bardzo sympatycznej atmosferze. Zostaliśmy poczęstowani herbatą, wodą i sokiem. Lea dostała mały prezent w postaci puzzli. Kiedy policja (w cywilnych ubraniach) przyjechała, oficer nam się wylegitymował i zadał nam kilka pytań podobnych do tych, które wcześniej zadawali panowie z hotelu -  jak udało nam się wjechać, dlaczego chcieliśmy zobaczyć Kaabę. Następnie zostaliśmy doprowadzeni do samochodu i w eskorcie policji wywiezieni do granic miasta. Także można powiedzieć, że nasza wycieczka udała się 50/50, bo nie weszliśmy do Wielkiego Meczetu, ale zobaczyliśmy go i Kaabę na własne oczy. I tak bardzo fajnie się to wszystko skończyło. Ale lekka adrenalinka była, czytałam wiele książek o kulturze arabskiej i jak usłyszałam "policja obyczajowa", to pomyślałam: "Będziemy mieć troszkę przerąbane". Po tej niezwykłej przygodzie zaczynam rozumieć fenomen tego miejsca… Naprawdę czuć tam wyjątkową aurę. Coś, co ciężko mi nawet opisać. Zobaczenie tak ogromnej liczby ludzi zmierzających do Wielkiego Meczetu, w tym ubranych w specjalne stroje pielgrzymów odbywających umrę, było jednym z najbardziej niezwykłych przeżyć w moim życiu. A liczby robią ogromne wrażenie - Wielki Meczet w Mekkce jest w stanie pomieścić do 300 tysięcy wiernych! Jest on największym meczetem i ósmym co do wielkości budynkiem na świecie.

Rzeczywiście, prawdziwa przygoda. A przydarzyła wam się jakaś niebezpieczna sytuacja?

Raz w Indonezji, w Sorong, chodził za mną mężczyzna zachowujący się dość dziwnie, więc musiał zainterweniować Janusz i ochrona sklepu, do którego weszliśmy. Poza tą jedną sytuacją raczej nie mieliśmy niebezpiecznych przygód. My też nie kusimy losu i tam, gdzie wiemy, że jest niebezpiecznie, po prostu się nie wybieramy.

Jaki jest najbardziej niebezpieczny kraj, w którym byliście?

Syria uznawana jest za jeden z 10 najniebezpieczniejszych krajów na świecie. My spędziliśmy w niej sześć dni w kwietniu tego roku. Zdaję sobie sprawę, że Syria obecnie nie jest popularnym kierunkiem turystycznym. Jak tylko wspominaliśmy, że planujemy podróż do Syrii, wszyscy dookoła mówili, że "OSZALELIŚMY", że chcemy jechać do kraju, w którym w dalszym ciągu oficjalnie trwa wojna. Poczytaliśmy, popytaliśmy i okazało się że sytuacja jest tam na tyle stabilna, że można w miarę bezpiecznie zwiedzać niemal cały kraj. Od dawna marzyliśmy, by odwiedzić to niezwykłe państwo, z bogatą historią, starożytnymi miastami i pięknymi zabytkami, które niestety zostało bardzo doświadczone przez wojnę. Od 2011 roku, kiedy wybuchła wojna w Syrii, kraj ten pozostawał zamknięty na wiele lat. Dopiero jakiś czas temu pojawiła się możliwość wjazdu do Syrii.

Trudno było się dostać do Syrii? Nie jest to chyba kraj, który chętnie wita turystów…

Zgadza się - nie jest to takie proste. Samodzielnie nie byliśmy w stanie zorganizować takiego wyjazdu. Potrzebna była pomoc lokalnej agencji turystycznej, która pomogła nam uzyskać wizę i niezbędne pozwolenia. Przemieszczanie się po kraju również nie jest proste. Nie ma możliwości wynajmu samochodu, autobusy kursują jedynie na kilku trasach, a do tego potrzebny był nam przewodnik (opiekun), w którego towarzystwie mogliśmy podróżować po kraju. Biuro podróży, z którego usług skorzystaliśmy, zorganizowało tak naprawdę cały wyjazd, łącznie z transferem z Bejrutu (Liban), a także pomogło w przekroczeniu granicy. Nasz plan podróży skrupulatnie z nimi uzgodniliśmy. Nie do wszystkich miejsc udało nam się dotrzeć. Tu niezastąpiona okazała się pomoc naszej przewodniczki, która odradziła nam niektóre miejsca, takie jak np. Aleppo, ale za to poleciła inne, do których bezpiecznie można było się udać. Część zabytków Syrii została zachowana, część udaje się stopniowo odrestaurowywać. Niestety są jednak miejsca w Syrii, które uległy tak poważnym zniszczeniom, że nie wiadomo, czy kiedykolwiek uda się je odbudować. Stopniowy rozwój turystyki, która od kilku lat pomału odradza się w Syrii, to bardzo ważna pomoc skierowana bezpośrednio do mieszkańców tego zniszczonego wojną domową kraju.

Jaki jest według ciebie najlepszy i najgorszy kraj na podróże z dziećmi?

Nie da się wybrać jednego kraju, który byłby najgorszy lub najlepszy na takie podróże. Planując podróż z dzieckiem, trzeba wziąć wiele czynników pod uwagę - bezpieczeństwo, bogata oferta atrakcji dla dzieci, dogodne położenie, a także to, by warunki klimatyczne były dopasowane do potrzeb małych dzieci. To najważniejsze kwestie, które należy wziąć pod uwagę, planując wakacje z dziećmi. Z bliższych kierunków na lato, ale także wiosenne i jesienne wakacje, polecam Hiszpanię, Grecję, Chorwację, Czarnogórę, Włochy, Turcję, Portugalię, Wyspy Kanaryjskie. Mogłabym tak wymieniać bez końca, bo tak naprawdę to praktycznie cała Europa jest super na podróże z małymi dziećmi. Jeśli chodzi o dalsze podróże to Tajlandia, Meksyk, Bali, Oman czy Zjednoczone Emiraty Arabskie. Jeśli chodzi o najgorsze kierunki na podróż z dzieckiem, to wymieniłabym kraje ogarnięte wojną lub konfliktami, z niestabilną sytuacją polityczną. Ale również te, gdzie występują choroby zakaźne.

 

Masz jakieś rady dla matek, które boją się wybrać w zagraniczną podróż z dzieckiem?

Sama nie lubię być pouczana i dostawać złotych rad. Za to lubię słuchać opinii bardziej doświadczonych osób w danym temacie. Najważniejsze to wrzucić na luz i się nie bać. Bo dziecko to też czuje i te emocje również jemu się udzielają. Najważniejsze - nie pozwól, by strach ograniczał Twoje marzenia o odkrywaniu świata.

Jak radzicie sobie podczas długich podróży samolotem? Książki, bajki? Czym zająć dziecko?

Najlepiej w trakcie podróży sprawdzają się zabawki, które zajmują mało miejsca, a przy okazji są angażujące. Wiadomo: odpadają klocki, duże gry planszowe czy ciężkie zestawy, a także to, co może ubrudzić. Zabawki pakujemy tak, by dziecko nie widziało, co pakujemy i dopiero w podróży stopniowo je wyjmujemy. Nigdy nie wyciągajcie wszystkich naraz, bo po godzinie mały podróżnik będzie znudzony. Lepiej co jakiś czas zaskakiwać dziecko nowym zajęciem. Warto również mieć przy sobie jakieś przekąski, no i coś do picia. Obecnie Lea sama już wybiera zabawki, ale zawsze mam coś schowanego, co stanie się atrakcją, gdy wyczerpiemy już większość pomysłów.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.