Gehenna w PKP. Mama dała dziecku grającą zabawkę. "Ija, ija-o! non stop przez trzy godziny"

Kobieta siedziała w pociągu w sąsiedztwie pasażerki podróżującej z dwójką małych dzieci. W którymś momencie zmęczona mama dała jednemu z nich zabawkę, która owszem - uspokoiła pociechę, ale zakłócała spokój innych.

Więcej tematów związanych z życiem rodzinnym na stronie Gazeta.pl

Podróż z małym dzieckiem, zarówno samolotem, pociągiem, jak i autokarem bywa sporym wyzwaniem. Nie tylko dla rodziców, którzy muszą zapanować nad swoją znudzoną lub zmęczoną pociechą, ale i współpasażerów, którzy powinni się uzbroić w cierpliwość, bo nie zawsze dziecko będzie się zachowywało cicho i spokojnie. Czasem, mimo najlepszych chęci rodziców i ich świadomości, że dziecko nie powinno uprzykrzać podróży innym, sytuacja wymyka się spod kontroli. Niektórzy rodzice jednak kompletnie nie zwracają uwagi na to, co ich pociecha robi w środku komunikacji, pozwalają jej na wszystko wychodząc z założenia, że "to przecież tylko dziecko".

Wrzesień 2021 r. Dzieciaki w drodze do szkoły. Jak poruszamy się po drodze, o czym pamiętamy jadąc rowerem czy hulajnogą?Kiedy dziecko może wracać samo ze szkoły? Co na to prawo?

Pociągiem jechała mama dwojga dzieci

Do redakcji eDziecka napisała pani Izabela (nazwisko do wiadomości redkacji), która opisała swoją niedawną podróż pociągiem: 

Z tygodniowym wyprzedzeniem kupiłam bilet na pociąg PKP. Mimo to o miejsce było niełatwo i ledwo udało mi się znaleźć jakieś przy stoliku. Gdy tylko weszłam do wagonu, zrozumiałam, że nie będzie łatwo. Jakaś kobieta podnosiła głos, próbując uspokoić dziecko, które stanęło na sąsiednim siedzeniu i zaczęło podskakiwać. Drugie było zajęte zbieraniem rozsypanych landrynek z podłogi. Mimo prośby mamy wkładało. W końcu pociąg ruszył. Było mi bardzo szkoda tej kobiety, szczególnie że co chwila słyszałam złowrogie pochrząkiwanie innych pasażerów, gdy maluchy krzyczały

- napisała nasza czytelniczka. 

Nagle kobieta wyjęła z torebki plastikowy ciągnik i wręczyła go synowi. Wtedy zaczęła się nasza gehenna. Kilku latek od razu włączył przycisk, a zabawka zaczęła grać piosenkę: "Stary Donald farmę miał ija, ija-o!". Po piątym razie wyciągnęłam z plecaka słuchawki, ale nawet głośna muzyka nie była w stanie zagłuszyć tej piosenki. "Ija, ijao!" było katowane przez okrągłe trzy godziny, a wszyscy pasażerowie ewidentnie mieli dosyć. Chociaż komentowali to pod nosem, nikt nie miał odwagi zwrócić tej kobiecie uwagi. Słusznie?

- spytała.

Zobacz wideo Czy każde dziecko może być dobre z matematyki?

Nie zwracamy uwagi, a prosimy

Dr Irena Kamińska-Radomska, ekspertka z zakresu międzynarodowego protokołu i etykiety biznesu oraz wystąpień publicznych, uważa, że taka sytuacja jest nie do zaakceptowania i współpasażerowie mają prawo zwrócić się do wspomnianej mamy z prośbą, żeby dała dziecku inną zabawkę:

Nie zwracamy uwagi, ale mamy prawo zwrócić się z prośbą o zamianę zabawki. Wiadomo, że rozzłoszczone tym faktem dziecko będzie początkowo krzyczało, ale w końcu jego wrzask się skończy

- twierdzi ekspertka. 

Trzeba uświadomić rodzicom, że nie należy zakłócać spokoju innych pasażerów. Wiadomo, że dzieci czasem płaczą, to jest wybaczalne i niezależne od sposobu wychowania, ale hałasowanie dźwiękowymi zabawkami już nie. Jeśli rodzic w takim miejscu jak pociąg daje swojemu synkowi lub córeczce taką zabawkę, to jest to nie do zaakceptowania. 

- dodaje.

Jedzenie po porodach w polskich szpitalach przeraża. 'Chleb podali spleśniały'Jedzenie na polskich porodówkach przeraża. "Chleb podali spleśniały"

Więcej o: