BLW w praktyce

Latem i jesienią na straganach pełno jest kolorowych owoców i warzyw. Aż żal te piękności wrzucać do blendera i przerabiać na papkę dla malucha... I - jak podpowiada nam metoda BLW, czyli Bobas Lubi Wybór - wcale nie trzeba tego robić!

Kiedy przychodzi czas rozszerzania jadłospisu dziecka - zwykle około 6. miesiąca jego życia - wielu rodziców automatycznie sięga po przeciery, zakładając, że maluch nie poradzi sobie ze stałymi pokarmami. Ale wystarczy raz położyć przed dzieckiem ugotowane różyczki brokułu lub pokrojoną w słupki gotowaną cukinię, by zmienić zdanie. Okazuje się, że dziecko nie tylko świetnie sobie radzi z chwytaniem jedzenia i przenoszeniem go do buzi, ale też w skupieniu testuje różne pokarmy i wybiera to, co mu najbardziej odpowiada. I jest jedzeniem tak pochłonięte, że zapomina o całym świecie. Rodzice, zamiast kombinować, jak wepchnąć w malucha pożądaną ilość przecieru, mogą się odprężyć i w spokoju zjeść ciepły posiłek.

Co oprócz mleka?

Metoda rozszerzania diety polegająca na podawaniu dziecku od początku odpowiednio przygotowanych stałych pokarmów do samodzielnego jedzenia nazywana jest BLW. W Polsce ukuto takie rozwinięcie tego skrótu: Bobas Lubi Wybór. Angielska nazwa Baby-Led Weaning oznacza odstawianie od piersi sterowane przez dziecko. Chodzi o przechodzenie na pokarmy inne niż mleczne w tempie dostosowanym do potrzeb i możliwości dziecka. Rodzic asystuje malcowi w przygodzie poznawania smaków i uroków jedzenia, zapewniając mu wybór zdrowych, różnorodnych pokarmów, a nie narzuca mu, ile, czego i jak szybko ma zjeść (co zdarza się przy karmieniu łyżeczką).

Dziecko ma wybór

Zaufanie instynktowi dziecka, oddanie mu kontroli nad jedzeniem jest dla wielu rodziców trudne. Ale - jak twierdzą ci, którzy spróbowali - opłaca się. Jeśli od początku damy maluchowi pełnoprawne miejsce przy stole, uszanujemy jego wybory, pozwolimy mu bawić się jedzeniem - zaszczepimy w nim przekonanie, że jedzenie to przyjemność. Nauczymy go także słuchać sygnałów własnego organizmu, m.in. rozpoznawać uczucie sytości - zjadać tylko tyle, ile naprawdę potrzebuje.

Zalety BLW

Metody BLW warto spróbować, jeśli dziecko uparcie odmawia jedzenia przecierów. Sama przechodziłam to ze swoją córką. Przyszedł czas (miała wówczas około 8 miesięcy), gdy słoiczki znalazły się w niełasce. Jednocześnie dziecko śliniło się na widok kawałka jabłka (dla bezpieczeństwa dostawała je w siateczkowym gryzaku uniemożliwiającym odgryzienie kawałka, którym można się zadławić). Zaczęliśmy próbować z ugotowanymi warzywami i okazało się, że mała rwie się do jedzenia. Można właściwie powiedzieć, że to ona wybrała BLW, a my, jej rodzice, podążyliśmy za tym wyborem. Unikając wojny nerwów przy posiłkach. Do zalet BLW dodać trzeba jeszcze doskonalenie koordynacji ruchów. Dzieci, które jedzą w ten sposób, zwykle szybko opanowują posługiwanie się sztućcami (tym bardziej że obserwując rodziców przy stole i naśladując ich, same garną się do tego). Warto także pamiętać, że nawet jeśli dziecko jest karmione tradycyjnie i akceptuje papki, można urozmaicać jego posiłki, dając mu szansę poeksperymentowania z jedzeniem do łapki. Będzie to dla niego frajda i bardzo rozwijające zajęcie.

Zasady BLW

Rozszerzanie diety rozpoczynamy, gdy dziecko jest gotowe. Samo zasygnalizuje to - np. sięgając po jedzenie z naszego talerza.

Dbamy o to, by dziecko siedziało wyprostowane (na naszych kolanach lub w krzesełku do karmienia) - zmniejsza to ryzyko niekontrolowanego przesuwania się jedzenia głęboko do gardła i zadławienia.

Kładziemy przed maluchem po dwa-trzy kawałki kilku różnych pokarmów i pozwalamy mu z nimi eksperymentować. Niech zjada tylko to, co chce, i tyle, ile chce.

Nie przejmujemy się tym, że początkowo jedzenie nie jest efektywne. Dla niemowlęcia nadal najbardziej wartościowym pokarmem jest mleko (mamy lub modyfikowane). Na początku rozszerzania diety chodzi nie tyle o jedzenie, ile o poznawanie smaków, doskonalenie koordynacji ręka-oko, uczenie się żucia i badania pokarmów językiem.

Godzimy się z tym, że bez bałaganu nie ma nauki... i zabawy. Zresztą z czasem zorientujemy się, że coraz mniej jedzenia leży na podłodze, a coraz więcej znika w brzuchu.

Stopniowo wprowadzamy nowe pokarmy. Możemy się trzymać ogólnych wytycznych dotyczących rozszerzania diety. Gdy chcemy podać gluten, możemy np. ugotować dziecku kaszę mannę na półtwardo, żółtko jajka możemy zaserwować w postaci pasty na minikanapce z bułki, etc.

Warzywa gotujemy na parze, w wodzie lub pieczemy w piekarniku - muszą być dość miękkie, by dało się je zmiażdżyć dziąsłami, ale nie za miękkie, żeby nie rozpadały się przy próbie wzięcia w rączkę.

Krojąc, pamiętamy, że dziecko będzie sięgało po jedzenie całą dłonią, a do buzi trafi tylko to, co wystaje poza zaciśniętą pięść. Najodpowiedniejszym kształtem jest więc dość gruby i długi słupek. Mięso serwujemy pokrojone w długie paski lub w formie podłużnych pulpetów. Gdy dziecko nabierze wprawy, będzie z jubilerską precyzją wybierać z talerza ziarenka ryżu.

Unikamy małych, twardych składników typu orzechy (mogą utknąć w tchawicy). Winogrona i pomidorki koktajlowe (dla bardziej wprawionych konsumentów) przed podaniem kroimy na mniejsze części, borówki amerykańskie rozgniatamy trochę widelcem.

Zwracamy uwagę, by dziecko nie siadało do posiłków bardzo głodne - może być wtedy rozdrażnione i zniecierpliwione.

Dzieciaki to lubią

mieszanka warzyw pieczonych z odrobiną oliwy (cukinia, bakłażan, papryka, pomidor, ziemniak);

gotowane różyczki brokułu lub kalafiora, szparagi i fasolka szparagowa;

świeży ogórek pokrojony w słupki;

banan przecięty na pół, z rozchyloną skórką;

miękkie owoce sezonowe (maliny, truskawki...);

płatki kukurydziane na sekundę zanurzone w mleku, kulki z rozgotowanego ryżu, makaron (świderki, rurki) - najpierw sam, potem z dodatkiem sosu do maczania;

jajecznica (mocno ścięta).

Więcej o: