1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Nauczycielka: "Mój dzień pracy trwa obecnie 12 godzin". Polskie szkoły zalała biurokracja

"Zdalne nauczanie nie oznacza przeniesienia tradycyjnych lekcji na platformę internetową, ale wymusza cały szereg zmian organizacyjnych na każdym poziomie, na które polski system edukacji nie był przygotowany. Wszyscy dają z siebie, ile mogą" - opowiada nam nauczucielka języka polskiego z warszawskiej podstawówki.

Szkoła zdalna ugina się pod ciężarem biurokracji

Szkoła zdalna, czyli jaka? Gdy 25 marca w Polsce oficjalnie rozpoczęto zdalne nauczanie, nikt nie umiał odpowiedzieć na to pytanie. Mimo to każdy z dyrektorów musiał to przecież zrobić, bo w końcu dzieci muszą się uczyć, a szkoła musi realizować program. Wszystko po to, by móc wrócić do normalności po zakończeniu epidemii. Do tablicy zostali więc wywołani nauczyciele, dyrektorzy i urzędnicy. Wszyscy w ekspresowym tempie musieli zdefiniować edukację na nowo. Duże zmiany w szybkim tempie rzadko kiedy się jednak udają. 

Skutkiem nagłych działań i błądzenia po omacku w całkowicie nowej dla wszystkich sytuacji jest dramatyczny wzrost biurokracji. Nauczyciele muszą spisywać wszystkie swoje działania dyrekcji, a szkoły zobligowane są raportować do urzędników i odpowiadać na kolejne obszerne ankiety. 

Szkoły wspierają urzędników informacjami i wypełnianiem ankiet, które do niczego nie służą i nikomu nie pomagają – zbieranie różnego rodzaju danych w tej sytuacji jedynie przeszkadza, a jeszcze w odpowiedzi nikt nie usłyszał ani jednego dobrego słowa. Ze strony ministerstwa płyną tylko pretensje. To nauczycieli i dyrektorów nie tylko irytuje, ale i demotywuje

mówi TVN Marek Pleśniar z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty.

Nauczycielka: Pracuję po 12 godzin dziennie

Nowa sytuacja jest dla wszystkich problematyczna. Potrzeba zdawania ciągłych raportów najmocniej uderza w nauczycieli, którzy i tak są obłożeni pracą wynikającą ze zdalnego nauczania. Jak powiedziała nam nauczycielka polskiego z warszawskiej podstawówki, każdą swoją lekcję musi opisać w dzienniku elektronicznym, a także co tydzień wysyłać plan pracy - mimo że to samo można znaleźć w opisie podstawy programowej. 

Obecnie pracuję po 12 godzin dziennie. W tym czasie tworzę raport dla dyrekcji, opisuję zrealizowane lekcje, ale przede wszystkim poświęcam długie godziny na pracę z uczniami, która ma teraz zupełnie inny charakter niż do tej pory. Zdalne nauczanie nie oznacza przeniesienia tradycyjnych lekcji na platformę internetową, ale wymusza cały szereg zmian organizacyjnych na każdym poziomie, na które polski system edukacji nie był przygotowany. Wszyscy dają z siebie, ile mogą

- mówi nasza rozmówczyni. 

Jak podkreśla w cytowanym już artykule Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego, w całej Polsce nie wypracowano jeszcze spójnych mechanizmów działania, przez co papierologia zdominowała polskie szkoły. 

Nie ma jednolitego modelu zbierania informacji, dyrektorzy są przeładowani działaniami, bo cała odpowiedzialność za proces edukacji zdalnej spadła na nich. Niestety, w efekcie wielu z nich terroryzuje rady pedagogiczne zadaniami, które zlecili kuratorzy.

Zdalne nauczanie w praktyce

Jak wygląda zdalne nauczanie w praktyce? Dlaczego zajmuje ono tyle czasu? Częściowo wynika to ze wspomnianej biurokracji, z drugiej strony lekcje online całkowicie zmieniły charakter pracy nauczyciela. 

Dużo czasu zajmuje mi przygotowanie lekcji. Wybranie i spisanie materiałów. Lekcje online, kiedy to ja mówię do uczniów, mam dwa razy w tygodniu, trwają 30 min i nie są obowiązkowe. To bardzo niewiele, większość muszę więc spisać. Potem prace od uczniów trzeba jeszcze sprawdzić, umieścić informacje w Librusie, wysłać informację zwrotną do rodziców. Poza tym zobligowana jestem do bycia dyspozycyjną, kiedy nie prowadzę lekcji online. Oznacza, że muszę odpisać na każdego maila. Od "nie mogę się zalogować, co robić", po "jak uporać się z pracą domową". Maile wysyłają rodzice, uczniowie i dyrekcja. Acha, dodam, że uczę w pięciu klasach i pod opieką mam 120 uczniów

- mówi nam polonistka.

Zobacz wideo Szef MEN apeluje o opracowywanie w domach zadanego przez nauczycieli materiału

Zdalne nauczanie stawia też przed nauczycielami wyzwania natury pedagogicznej. Jak sobie poradzić ze sprawdzaniem wiedzy? I jak uniknąć oszukiwania i ściągania?

Zawsze sprawdzam, czy zagadnień, które zadaję, nie opracowanych już gdzieś w internecie. Poza tym kładę nacisk na wyrażanie swojej opinii, to pozwala mi uniknąć kopiowania odpowiedzi. Czasem jednak widzę, że coś jest przeklejone z innego tekstów. Oczywiście zdarzało się to też przy tradycyjnych, pisanych odręcznie wypracowaniach. Polonista zawsze to wie, ale teraz widać to gołym okiem. Niektórzy zapominają zmieniać formatowanie...

Nauczyciele innych przedmiotów mają jednak utrudnione zadanie. Biolog czy fizyk nie może poprosić ucznia o wyrażenie swojej opinii o mitozie czy zasadach dynamiki. 

Cała klasa w zadanych zadaniach z matematyki zrobiła dokładnie ten sam błąd. Przypadek? Nie sądzę. Co więcej, nagle nawet nawet ci najsłabsi uczniowie zaczęli rozwiązywać poprawnie wszystkie zadane zadania

- mówi matematyk z jednej z warszawskich szkół. 

Nauczanie zdalne. Czy są jakieś plusy?

Urzędnicy, dyrektorzy, nauczyciele, uczniowie i rodzicie - nikt nie był przygotowany na wdrożenie całkowicie nowego sposobu nauczania z dnia na dzień. Pytania bez odpowiedzi pojawiają się praktycznie na każdym polu, jednak - jak podkreśla polonistka, którą poprosiliśmy o komentarz - jej zdaniem widać, że wszyscy bardzo się starają. "Nie zawsze wychodzi dobrze, jednak nie mamy obecnie innego wyboru, jak dać z siebie wszystko" - dodaje. 

Choć zdalne nauczanie wymusza na nauczycielach jeszcze więcej pracy niż dotychczas, to są pewne plusy. 

W końcu moje wymęczone gardło może odpocząć. Gdy ja mówię, uczniowie mają wyłączone mikrofony, nie muszę nikogo przekrzykiwać i wdychać oparów kredy. Wszystkie dzieci słuchają mnie uważnie, a także siebie nawzajem. Zadaję pytanie konkretnej osobie, wtedy ma ona włączony mikrofon i wypowiada się przed wszystkimi. Widzę, że to dla uczniów nowe doświadczenie i bardziej dbają o całokształt swojej wypowiedzi 

- dodaje z uśmiechem polonistka. 

Więcej o:
Komentarze (96)
Szkołę zalała biurokracja. Nauczycielka: Mój dzień pracy trwa obecnie 12 godz
Zaloguj się
  • niktwazny126

    Oceniono 51 razy 47

    W e-nauczaniu w obecnej chwili nie tyle chodzi o wyedukowanie, ile o zajęcie uczniów czymś, co choćby w części odsunie ich myślenie o epidemii, o zamknięciu w domu, o nienormalności, jaką mamy wszyscy. Wiele dzieciaków nie ma warunków domowych do nauki zdalnej, ale nawet jeżeli siadają przed kompem i widzą twarz nauczyciela nie czują się zupełnie opuszczeni. Przecież jakże wielu rodziców zmaga się teraz z problemami- utrata pracy, utrudnione zakupy, ktoś bliski zakażony.... i dzieci ze swoimi problemami odsuwane są na bok.
    A nauczyciele? Robią, na ile to możliwe, a pewnie robiliby więcej, gdyby gros czasu nie poświęcali na raporty. Dyrektorzy lubują się w tabelkach, słupkach, na wyścigi wysyłają je do urzędów oświatowych, a wszystko po to, żeby władza mogła się wykazać, jak wiele robi. Robi- rękami innych. Tak jak w przypadku służby zdrowia czy handlu.

  • jakapral

    Oceniono 39 razy 35

    Rząd zrzucił wszystko na dyrektorów a ci na nauczycieli. Rodzice są agresywni w stosunku do nauczycieli. Rząd zadowolony bo lud ma zajęcie i nie myśli o epidemii. Brawo rząd.

  • karrampa

    Oceniono 37 razy 33

    No a czego spodziewać się po biurwach i obibokach z kuratoriów ?!?
    Mam nadzieję, że ten szkodliwym bezproduktywny twór - takie NKWD zatruwające polską edukację zniknie w wyniku oszczędności po kryzysie, a setki miilionów złotych wyrzucane w błoto na tę biurorkrację zostana skierowane na dofinansowanie szkół i nauczycieli zajmujących się realną pracą i edukacją.

  • expert

    Oceniono 34 razy 30

    Znajoma uczy w 5 klasach maturalnych. Młodzież panikuje, nadrabia na tempo zaległości, walczy o oceny. Nauczycielka siedzi z nimi i nad zadaniami dla nich od 7 rano do 22-23. I zaraz usłyszy, że "ma wymagania". A uczniowie proszą o wsparcie.

  • azjael

    Oceniono 13 razy 13

    Niech nagrywają stream z lekcji i wysyłają zamiast raportu - a biurokraci niech sobie to oglądają i sami raportują.

  • guru133

    Oceniono 15 razy 11

    Dyktatura ciemniaków sięgnęła zenitu i przepraszam wyborców, ale to ciemniacy wybrali tych ciemniaków powierzając im tak wielką władzę.

  • aagaj

    Oceniono 17 razy 11

    Ktoś już napisał, że warszawka wymyśla czyli rząd i MEN, a wy na dol e się martwcie i jeszcze was !!
    rozliczymy i to solidnie !

  • tajemniczy_don_pedro

    Oceniono 8 razy 8

    Proszę Państwa, to nie jest brak systemu. To są paroksyzmy przeregulowanego systemu. Rano (USA) włączyłem komputer, idę na LinkedIn, a tam doniesienie, że administracje w szpitalach zabraniają lekarzom nosić sprzęt ochronny. Bo tak, bo biurokracja musi mieć coś do roboty, zarządzać, wydawać dyrektywy, tworzyć procedury i ogólnie być upierdliwa wobec ludzi, którzy po prostu chcą robić, co trzeba.

    Przez dziesiątki lat względnej normalności i pokoju powoli to ewoluowało, nie w stronę braku systemu, tylko w stronę właśnie tworzenia zbiurokratyzowanego systemu, który w nietypowych warunkach próbuje teraz gonić własny ogon.

    W społeczeństwie są ludzie, którzy po prostu robią co trzeba. Ale (pamiętamy regułę Pareto?) jest i większość takich, którzy do niczego się nie nadają, daje więc im się "stempelek, pióro i stalówki" i zajmują się mieszaniem herbaty, wierząc, że od tego robi się słodka (warto też przeczytać wykład Feynmana z Caltech, ten o "cargo cult science" - mechanizm podobny). W normalnych warunkach można tę bezproduktywną, pasywną masę ścierpieć (a raczej, dla świętego spokoju, lepiej ścierpieć). W warunkach nadzwyczajnych należy ich kopnąć w rzyć, niech się usuną i nie przeszkadzają.

  • kurza_twarza

    Oceniono 9 razy 7

    System jest ogólnie represyjny i zbiurokratyzowany. Trzeba wszystkim wszystko udowadniać, aby nie wyglądać na zbędnego - od ministra poprzez dyrektora po szeregowego nauczyciela. To system, który z założenia nie ufa nikomu, tylko grafikom, statystykom itp. Wszystko to zabiera czas i energię, które można by spożytkować na pracę z uczniem. Nawiasem mówiąc, ciekawe czy temat epidemii jest jakoś wykorzystywany na lekcjach. Uczniowie doświadczają czegoś, co kapitalnie nadaje się na temat wielu lekcji, jest aktualne i pozwala rozwijać różne umiejętności. Podejrzewam jednak, że pierwszeństwo ma opętańcze realizowanie podstawy programowej, ruchów górotwórczych, układu pokarmowego dżdżownicy itp.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX