Przepuść kobietę w ciąży, nie każ jej stać w kolejce. Uprzejmość nie boli! [AKCJA "KOLEJKOWA REWOLUCJA"]

"Rozłożyła nogi, to teraz niech nie narzeka" - takie komentarze wcale nie należą do rzadkości. Ale o co chodzi? O kobiety w ciąży i stanie w kolejkach. O to, że dobre wychowanie nakazywałoby je przepuścić lub obsłużyć w pierwszej kolejności. I żeby uświadomić to społeczeństwu - choć dziw bierze, że trzeba to komuś tłumaczyć - powstała akcja "Kolejkowa rewolucja".

- Najbardziej frustrowały mnie kasy w supermarketach oznaczone jako te z pierwszeństwem dla ciężarnych - opowiada Justyna, mama dwójki dzieci. - Dotaczam się do takiej kasy, przed mną trzy wózki wypchane po brzegi i stojący obok nich rodacy w  średnim wieku, wyraźnie nie w ciąży i wyraźnie niedowidzący, bo nigdy nie zdarzyło się, żeby mnie przepuścili, mimo że moja ciąża była całkiem widoczna: ten duży okrągły brzuch, który przed sobą toczyłam, ten wyraz zmęczenia na twarzy i ręka podtrzymująca kręgosłup w odcinku lędźwiowym to były wyraźne oznaki ciąży, a nie otyłości i zaniedbania... - wspomina.

Powiecie, że mogła poprosić o przepuszczenie? Mogła, ale nie zrobiła tego, bo jak wiele kobiet w jej sytuacji, bała się nieprzyjemnych komentarzy. Problem z proszeniem o przepuszczenie w kolejce miała też Marta Tabert,  pomysłodawczyni akcji "Kolejkowa rewolucja", mama dwójki dzieci i autorka bloga piwnooka.pl: -  Po pierwsze jest duma, którą nie zawsze tak łatwo schować do kieszeni. Po drugie potencjalne reakcje innych klientów/pacjentów - mówi. W ramach prowadzonej przez nią akcji sklepy mogą wydrukować i zawiesić plakat z informacją "U nas przyszła mama nie stoi w kolejce".

Kolejkowa rewolucjaKolejkowa rewolucja fot. kolejkowarewolucja.pl fot. kolejkowarewolucja.pl

Brzmi znajomo?

- Z pierwszeństwa w kolejce miałam okazję skorzystać raz , kiedy to w sklepie pani ekspedientka postanowiła obsłużyć mnie jako pierwszą - opowiada Tabert. - Nigdzie indziej się to nie powtórzyło. Zawsze musiałam stać w kolejkach: w aptekach czy w przychodni, a w tych miejscach miałam też styczność z ludźmi chorymi.

- Mnie nigdy nie zdarzyło się, żeby któraś z kasjerek zareagowała i poinformowała klientów, że stoją w kasie z pierwszeństwem dla ciężarnych. Tak jakby dołączały do chóru oburzonych faktem, że zdarzyło mi się uprawiać seks, a teraz się z tym obnoszę - uzupełnia swoją opowieść Justyna.

Na decyzję o rozpoczęciu akcji wpłynęły doświadczenia innych przyszłych mam, o których Marta Tabert czytała na portalach społecznościowych. O wielu z nich możecie przeczytać na stronie akcji , tam można też podzielić się własną historią. Akcję, która wystartowała 27 października, wsparły blogerki, dołączyła już sieć sklepów Decathlon Easy, Kukutu Cafe z Jeleniej Góry oraz sieć sklepów "U Kubusia".

"Przecież ciąża to nie choroba"

"Ciąża to nie choroba, chwilę można postać" - słyszymy, nawet od głównych zainteresowanych, czyli kobiet w ciąży. - Owszem i stoją te biedne kobiety, nawet jeśli serce pracuje teraz podwójnie mocno, a skoki poziomu cukru powodują słabość i mroczki przed oczami - mówi Tabert. - Nie mówiąc już o bólu pleców lub częstszej niż zwykle potrzebie korzystania z toalety. Nie potrafię zrozumieć, że niektórzy ludzie muszą za wszelką cenę kwestionować złe samopoczucie i uciążliwe dolegliwości kobiet w ciąży.

- Główny argument przeciwko akcji to przekonanie, że kwestię przepuszczania kobiet w ciąży w kolejkach należałoby pozostawić w gestii społeczeństwa - dodaje pomysłodawczyni "Kolejkowej rewolucji". - Przyrównano to do gestów grzecznościowych, które są dobrowolne. Ja z kolei podchodzę do wspomnianej dobrowolności z perspektywy rodzica i zadaję sobie pytanie: Czego chciałabym nauczyć swoje dzieci? Oprócz tego, że należy mówić "Dzień dobry", "Dziękuję" czy "Przepraszam", również zasady, że ustępuje się miejsca ludziom starszym, niepełnosprawnym i kobietom w ciąży - wszystkim tym, którzy tego w danym momencie potrzebują. W ramach zwykłego szacunku do drugiego człowieka. Myślę, że jeśli przestaniemy zwracać uwagę na pewne zasady, w końcu stracą one zupełnie na znaczeniu - podsumowuje.

Sklep sklepowi nierówny

O swoich doświadczeniach z ciąży Marta Tabert mówi: - Zastanawiające było nie tylko zachowanie innych klientów czy pacjentów, ale też obsługi w sklepach. Nie spodziewałam się, że będzie bardziej ludzka i zadziała sama z siebie. Dziwił mnie natomiast fakt, że podczas gdy pewne sklepy wprowadzają kasy dla kobiet w ciąży lub matek z dziećmi (Tesco, Ikea), innym kompletnie nie zależy, aby stosować podobną politykę (np. Biedronka). W sieci Rossmann, jak poinformował mnie jej pracownik, kobiety w ciąży są traktowane szczególnie, jednak nie potwierdza tego moje doświadczenie, a poza tym, w żadnym sklepie nie widnieje stosowna informacja na ten temat. Z kolei nawet jeśli sklep posiada kasę dla kobiet w ciąży, często jest ona nieczynna, w związku z wprowadzanymi oszczędnościami - podsumowuje.

Do akcji może dołączyć każdy sklep czy punkt usługowy. - Już teraz każdy może wydrukować plakat oraz pismo przewodnie i udać się do wybranego sklepu, punktu usługowego, apteki czy przychodni, a nawet urzędu - podpowiada Tabert. - Każdy nowy plakat wywieszony w miejscu publicznym, to już spory sukces. Staram się cieszyć małymi krokami. Zwłaszcza, że akcję prowadzę samodzielnie z dużą pomocą męża. Jestem niemal pewna, że mały plakat z informacją o pierwszeństwie dla kobiet w ciąży, da przyszłym mamom dobrą motywację, ośmieli je. Jeśli więc nadal nikt nie będzie wykazywał zwyczajnej kultury i empatii, kobiety same będą mogły coś dla siebie zrobić - przekonuje.

Ciekawi jesteśmy waszych opinii na temat akcji. Czy jest potrzebna? Podzielcie się z nami waszymi "kolejkowymi" historiami z okresu ciąży.