Jacy mają być rodzice w 2024? Opublikowano listę trendów. Jeden jako matkę martwi mnie i cieszy

"Nowy Rok, nowa ja"? Nawet jeśli z dystansem podchodzimy do noworocznych metamorfoz, koniec grudnia to okres, który skłania do refleksji i pewnych życiowych ewaluacji. Czy byłam/em dobrym rodzicem? Być może to pytanie zadajesz sobie właśnie teraz. Jeśli tak, przeczytaj, jaka/jaki masz być według ekspertów z Pinteresta. Ich zdaniem w rodzicielstwie szykują się zmiany.

Co roku pod koniec grudnia serwis Pinterest przygotowuje zestawienie trendów na nadchodzący rok. Nie inaczej jest i w 2023. Eksperci portalu umożliwiającego dzielenie się wizualnymi inspiracjami oszacowali, o jakich tendencjach będzie głośno w 2024. Mowa tu nie tylko o wnętrzach, modzie, makijażu czy architekturze, lecz także na przykład o rodzicielstwie, co mnie jako mamę dwójki dzieci zainteresowało z oczywistych względów najbardziej. Jacy mają być rodzice w nadchodzącym roku? Prognozy specjalistów w tym temacie mnie tyleż samo cieszą, co niepokoją. 

Zobacz wideo Jak rozpoznać u dziecka ADHD? Ekspertka wymienia kluczowe objawy

Rodzice 2024. Ma być "DUŻO"

Analitycy serwisu podsumowują rodzicielskie trendy jednym słowem - BIG, czyli ma być dużo. Dużo czego? Przede wszystkim dużo celebracji. Mamy cieszyć się z najmniejszych sukcesów dzieci, urządzać z tej okazji domowe mniejsze i większe imprezy. "W 2024 rodzice będą cieszyć się z sukcesów dzieci, których do tej pory nie świętowali, a powinni. Pierwszy ząb? Pierwsze udane skorzystanie z nocniczka? To dobry pretekst do imprezy" - czytamy w zestawieniu trendów. Czy to dobry kierunek? 

Konsumpcjonizm? Więcej poproszę

"Świętujmy to, czego do tej pory nie świętowano" - zachęcają eksperci, a rodzice już szykują portfele i wnioski o pożyczkę. Podczas gdy ekolodzy biją na alarm ws. katastrofy klimatycznej, która nie jest odległą hipotezą, lecz pewnikiem, my mamy bawić się, jakby jutro miało nie być. "Dodajmy życiu trochę blasku i dodatkowej posypki" - zachęcają analitycy Pintresta.

Z ekologicznego i zdroworozsądkowego punktu widzenia takie podejście to jak otwieranie puszki z napalmem w środku szalejącego pożaru. Dlaczego? Bo dziś rozpasany konsumpcjonizm zaczął jawić się jako wyraz troski o dziecko. "Pozwól mu poczuć się wyjątkowo" - zachęcają sklepy. Sama nie jestem bez winy i ze wstydem przyznaję, że takie hasła to woda także na mój młyn. Przed urodzinami czy Halloween obowiązkowo wynoszę z sieciówek z chińskim badziewiem naręcza pomponów z bibuły, plastikowe girlandy, serpentyny, balony, talerzyki i kubeczki. Wszystko po 5 złotych? "Żal nie brać" - kołacze mi się z tyłu głowy, "przecież dziecku będzie miło, że będzie tak pięknie", usprawiedliwiam sama przed sobą tak naprawdę niepotrzebne zakupy. 

Instarodzice sprawili, że przyjęcia dla dzieci przybrały wręcz karykaturalną formę, a na ich organizacje wydawane są ogromne pięniądzeInstarodzice sprawili, że przyjęcia dla dzieci przybrały wręcz karykaturalną formę, a na ich organizacje wydawane są ogromne pięniądze Shutterstock/Yan Milani

Bądźmy jednak szczerzy. Piękne dekoracje są nie tylko dla dziecka. W wirtualnym świecie, dziś niestety równie ważnym, co realny, przepychem i splendorem zachwycą się głównie inni rodzice. Posypią się lajki, poszybują zasięgi. Sławne Instamatki i znani instaojcowie już dziś zawstydzają tzw. normalsów tym, jak wyglądają ich imprezy. Chwalą się girlandami z balonów, bukietami kwiatów, wymyślnymi tortami. Strach się bać, jak baby shower czy kinderbale będą w takim razie wyglądały w przyszłym roku. Jeszcze więcej plastiku, jeszcze więcej śmieci i jeszcze częściej.

Zasłanianie się w tym wypadku dobrem i szczęściem dziecka jest moralnie wątpliwe. Nie dość, że takie działanie jest skrajnie nieodpowiedzialne z ekologicznego i społecznego punktu widzenia, to jeszcze takiego sposobu celebracji uczymy nasze dzieci. Nie kupisz - znaczy nie dość kochasz. 

A przecież nadmierny konsumpcjonizm nie dotyczy tylko dekoracji na imprezy. Mowa także o prezentach, strojach, jedzeniu. Już teraz rodzice milenialsi określają się "nieszczęśliwymi", będąc przytłoczonymi właśnie przez konsumpcjonizm (Zobacz: Zabawki są tańsze niż kiedyś? "Ciężko nad tym zapanować"). Ceny zabawek są ponad sześciokrotnie niższe niż w ich dzieciństwie. Mają wyrzuty sumienia zarówno odmawiając niedrogiego plastikowego g*wienka, jak i je kupując. Dziecko przez 5 minut będzie zadowolone i nie urządzi awantury, z drugiej strony równie szybko zabawka albo się popsuje i wyląduje w koszu na śmieci, albo dziecko się nią znudzi i wyląduje w koszu na dary (lub śmieci).

Niech będzie dużo niedużo

Paradoksalnie jednak w tym trendzie widzę też dla nas rodziców nadzieję. Pod jednym warunkiem, jeśli nie potraktujemy go jako pretekstu do kolejnych zakupów i kolejnej licytacji na piękne obrazki w social mediach. Nie żyjemy już w XX wieku, wiemy, że dziecka nie da się rozpieścić miłością. Nie wychowamy "nieznośnego bębna", jeśli przytulamy malucha (zobacz: Złote rady z poradnika z 1930 roku. "Traktuj dziecko jak roślinę. Nie całuj, nie ściskaj"). Tak, tak. Jeszcze w 1930 roku podręczniki dla rodziców zalecały, by malucha "traktować jak roślinę", a potrzebę bliskości określano jako "kaprys".

Najcenniejsze dla rozwoju dziecka, jego wspomnień i psychiki są te rzeczy, których kupić nie można, jednak nam rodzicom często brakuje siły lub czasu.Najcenniejsze dla rozwoju dziecka, jego wspomnień i psychiki są te rzeczy, których kupić nie można, jednak nam rodzicom często brakuje siły lub czasu. Shutterstock/fizkes

Na szczęście dziś jesteśmy mądrzejsi i zróbmy z tej wiedzy użytek. Nie ma nic złego w celebrowaniu małych sukcesów. Wręcz przeciwnie, zgodnie z praktyką mindfulness powinniśmy być jak najbardziej uważni i jak najskrupulatniej odnotowywać nasze życiowe sukcesy. A takim jest właśnie pierwszy wyrżnięty ząbek czy pierwsze siku do nocnika. Tak, celebrujmy nie tylko te duże święta, lecz także "małe świąteczka".

Nie róbmy jednak tego na chińskim serwisie aukcyjnym czy w supermarkecie. Przytulasy, wspólne tańce, zabawy i gry na podwórku - na to nie ma limitów. Niech w 2024 roku to będzie w wersji BIG albo nawet GRAND. Na to nie potrzeba pieniędzy, nie potrzeba przygotowań czy zakupów. Wystarczą czas i miłość. I tego sobie, jak i innym rodzicom w nadchodzącym 2024 życzę. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.