Zamówiła dziecku wodę w parku. Widząc paragon, zaniemówiła. "W tym kraju nigdy nie będzie normalnie"

Ile może kosztować woda w parku rozrywki? Nasza czytelniczka nie spodziewała się, że właściciele barku zażądają tak wygórowanej kwoty. "W tym kraju nigdy nie będzie normalnie, jeśli za podstawowe produkty, trzeba będzie tyle płacić" - pisze oburzona matka.

Rodzice z dziećmi są hojnymi klientami w barach czy restauracjach. Aby zaspokoić potrzeby dziecka, (a nierzadko uniknąć też awantury generalnej w miejscu publicznym) wydadzą krocie na coś do picia czy jedzenia. Niestety, większość dzieci, gdy jest spragnione lub głodne, nie jest w stanie poczekać. Pić i jeść ma być teraz i kropka. Rodzic zapomniał bidonu lub przekąski? Będzie musiał zapłacić  i to niestety niemało. Przekonała się o tym nasza czytelniczka, która pokazała nam rachunek za wodę w parku rozrywki pod Warszawą. Więcej wiadomości z kraju i ze świata znajdziesz na stronie Gazeta.pl >>>

Zobacz wideo Co ma większą objętość? Lód czy woda?

"Zdzierstwo" i "wykorzystywanie rodziców"

Pani Milena pojechała z synem do dużego parku rozrywki w okolicach Warszawy. Można było mieć swój prowiant, jednak aktywna zabawa wzmogła pragnienie pięciolatka. Szybko w bidonie zabrakło wody, więc matka udała się z dzieckiem do tamtejszego baru. Do wyboru była masa kolorowych napojów, w tym także tych alkoholowych. "Oczywiście wszystko, co kolorowe i niezdrowe poustawiane było poniżej lady, tak aby dziecko mogło się napatrzeć i sięgnąć rączką. Wiadomo, że rodzic nie będzie wchodził dyskusję o głupiego batonika, kiedy jest zmęczony a za nim kolejka. Pieniądze wydane, cukry i tłuszcze trans dostarczone - nie rozumiem, czemu prawo nie zakazuje takich praktyk. To zwyczajne wykorzystywanie rodziców" - pisze do nas oburzona pani Milena. 

Mamie udało się uniknąć kupna batonika czy czekoladowych dropsów. Przyszli tylko po wodę i ten cel o dziwo osiągnęła. Gdy jednak na terminalu pojawiła się kwota 6,90 zł, matka zamarła. "Nie urodziłam się wczoraj, wiem, że w takich miejscach jest wysoka marża, ale litości prawie 7 zł za 500 mililitrów kiepskiej jakości wody? Normalne zdzierstwo. Wiadomo, rodzic zapłaci, dziecko musi coś pić. Dietetycy i stomatolodzy trąbią, aby unikać cukrów i pojenia soczkami, tymczasem sok w butelce był złotówkę droższy. Mały w kartoniku, 2 złote tańszy. Wszyscy sięgali po soczki, byłam jedyna w kolejce, która kupiła wodę". 

Woda droga, soki niezdrowe

Niska cena soku w kartonie sprawi, że rodzic liczący każdy grosz z pewnością wybierze tańszą opcję, a niekoniecznie zdrowszą. Tymczasem soki w kartonikach nierzadko mają z prawdziwymi sokami niewiele wspólnego (to często koncentrat rozwodniony wodą z cukrem). Poza tym, jak zwracają uwagę specjaliści, soki znacząco przyczyniają się do epidemii próchnicy w Polsce.

Trudno dziwić się dziecku, że będzie woli sok zamiast wody. Sok jest słodki i smaczny, a organizm dziecka potrzebuje ogromnych pokładów energii. Ten z soku dostarczy mu jej szybko, a poza tym cukier jest substancją, która pobudza układ nagrody. Za jego sprawą wydzielana jest dopamina i rośnie poczucie szczęścia. Dziecko szybko uczy się, że słodkie to nie tylko smaczne, lecz także przyjemne. Tu powinien wkroczyć rodzic, którego rolą jest kształtowanie lepszych nawyków żywieniowych. Z pewnością jednak 7 zł za butelkę wody go do budowania dobrych praktyk dietetycznych nie zmotywuje.

Kranówka za darmo? Nie w Polsce

Nasza czytelniczka zwraca uwagę, że istnieje łatwe rozwiązanie tego problemu. "Wystarczyłoby postawić kran z wodą pitną w parku. To jednak się żerującym na rodzicach właścicielom podobnych przybytków nie opłaci". Takie rozwiązania nie byłby niczym nowym w skali światowej. Nie trzeba daleko szukać.

We Francji darmowa karafka z kranówką pojawia się na stoliku w każdej restauracji. Nikogo nie zdziwiłoby też, gdyby ktoś z ulicy poprosiłby o szklankę wody z kranu. Podobnie jest w Holandii czy Norwegii. Nawet luksusowe hotele zachęcają do picia kranówki i nie stawiają na stolikach buteleczek mineralnej. Zamiast tego można wziąć szklankę i nalać sobie wody z kranu. Woda butelkowana jest oczywiście dostępna, jednak w cenach, które zniechęcają do kupna. Podobne rozwiązania spokojnie można byłoby wdrożyć także w Polsce. Polska kranówka we wszystkich miastach spełnia wyśrubowane normy bezpieczeństwa wyznaczone przez Ministerstwo Zdrowia, a także Światową Organizację Zdrowia (WHO).

Dziecko pije kranówkę

Choć opowieści o zawartych w kranówce bakteriach czy chlorze należy włożyć między bajki, to jednak Polacy nadal nie ufają wodzie z kranu. Według TNS Polska tylko 28 proc. Polaków pije kranówkę. Jestem w tych niewielu procentach. Piję wodę z kranu i podaję ją swoim dzieciom. Przyznam się jednak, że nie raz spotykałam przerażone spojrzenia innych rodziców, gdy nalewałam ją dzieciom. Często słyszę sugestie, że może lepiej przegotować lub przefiltrować. Kiedyś jeszcze tłumaczyłam swoje racje, dziś tylko uśmiecham się i dziękuję za propozycję, po czym piję kolejną szklankę. W pełni zgadzam się dlatego z panią Mileną. Uważam, że nie tylko rodzice skorzystaliby, gdyby w parkach, centrach handlowych, lunaparkach były dostępne poidełka. Ostatnio widziałam takie w nowo otwartym parku w Warszawie u stóp góry PW. Pomysł trafiony w dziesiątkę. I mali i duzi napełniali bidony i butelki. To naprawdę duży komfort, zarówno dla portfela jak i pleców obładowanej jak wielbłąd matki. 

Jeżeli i was spotkała sytuacja, która wywołała u was emocje, jak u pani Mileny, podzielcie się z nami swoją historią. Na maile czekamy pod adresem  ---> edziecko@agora.pl

Więcej o:
Copyright © Agora SA