Te słowa padają z ust każdego rodzica. Szkodzą bardziej niż możemy sobie wyobrazić

Zostając rodzicami, staramy się bardzo, by nasze dzieci były szczęśliwe i rozwijały się w sposób harmonijny. Czasami jednak starania nie wystarczą, warto pochylić się głębiej nad znaczeniem słów, które kierujemy w ich stronę.

Słowa mają siłę

Są takie słowa, które lepiej wykreślić z rodzicielskiego słownika. Wiemy już, po latach badań nad psychiką dziecięcą, że słowa mają znaczenie. Potrafią skrzywdzić, doprowadzić do nawyków, zmian, które mogą rzutować na całą przyszłość młodego człowieka.

Nie ryzykujmy, świadomie dobierajmy słowa, które kierujemy do naszych dzieci. Pewnie, nie zawsze się da. My też jesteśmy tylko ludźmi. Zawsze jednak możemy się starać i codziennie sięgać po większe zasoby wiedzy i rodzicielskiej świadomości.

Czego nie mówić?

Nie płacz, nic się nie stało

- to słowa, które wypowiadamy, jakby automatycznie, kiedy dziecko płacze. Dzieje się tak pewnie dlatego, że całe nasze dzieciństwo słyszeliśmy je skierowane w naszym kierunku. Czas o nich zapomnieć.

Istnieje fundamentalna różnica między dorosłym a dzieckiem - to umiejętność regulacji emocjonalnej. Co to oznacza? Mniej więcej tyle, że dorosły zna techniki i narzędzia, którymi może regulować, to co czuje. Dziecko - nie. Jego absolutnie normalną reakcją na przytłaczające emocje, trudne wydarzenia, jest płacz. I tylko ono decyduje o tym, które wydarzenie jest dla niego trudne. Tylko ono wiem, co czuje i czy uczucia te są tak intensywne, że jedynym ich ujściem może być płacz.

Jeżeli trywializujesz płacz dziecka słowami -

Nic się nie stało

- dziecko słyszy: Twoje uczucia nie są ważne. Nie warto się nad nimi pochylać, nie warto ich zauważyć. Komunikat, jaki dajemy dziecku, jest dla niego bolesny, zakłada bowiem, że jego uczucia, jakkolwiek dla niego ważne, nie są właściwe.

Krzyk rozpaczy dla dziecka jest ważny. Nie sprowadzajmy go do błahostki.Krzyk rozpaczy dla dziecka jest ważny. Nie sprowadzajmy go do błahostki. Fot. Unsplash.com

Wyrzućmy zużyte slogany

Nie chodzi o to, żeby teraz zanurzyć się w rodzicielskich wyrzutach sumienia. Z tamtego miejsca nie wniesiemy niczego dobrego do życia naszych dzieci. Chodzi o to, by świadomie odrzucić to, co przez lata funkcjonowało, ale nie służyło i zastanowić się, jak można to zmienić.

Zamiast wyświechtanych i krzywdzących - nie płacz, nic się nie stało - spróbujmy wyjaśnić dziecku co czuje, skąd wzięły się jego emocje, zapewnić, że wszystko, co czuje, jest ok i pokazać, jak może sobie z nimi poradzić.

Brzmi wymagająco? Cóż, nikt nigdy nie powiedział, że rodzicielstwo jest łatwe. To jednak proces, który jak żaden inny, jest wart wysiłku. Na szali jest bowiem zdrowie psychiczne naszych dzieci i kolejnych pokoleń. Niech płaczą, niech czują, niech regulują, nazywają. Nie wypierają, nie umniejszają swoim uczuciom, a tym samym swojemu człowieczeństwu.

Więcej o: