1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Poród na wesoło [WASZE HISTORIE]

02.02.2015 13:38
Poród to wzniosłe wydarzenie w życiu każdego rodzica. Często jest też przeżyciem bardzo stresującym. Historie użytkowników forum 'Ciąża i poród', opisane w wątku 'Poród na wesoło' udowadniają jednak, że potrafi być także źródłem sytuacji zabawnych.
Oto kilka z nich!
1 Ksiądz potrzebny od zaraz... Ksiądz potrzebny od zaraz... fot. Shutterstock

Ksiądz potrzebny od zaraz

Rodziłam synka 13.01.2005, godziny wieczorne. Jak już wody odeszły, znalazłam się na porodówce, z przekonaniem, że urodzę bez znieczulenia. A co, nie dam rady?!
Położna wzięła mnie na salę, położyła na łóżko i wypełnia papierki...

W pewnym momencie zbladła.

Ja na to: Co się stało?
A ona do mnie: Pani jest opętana!
Ja: CO TAKIEGO?
A ona znów: Pani jest opętana, bo ma pani liczby 666 w numerze pesel!
I uciekła z porodówki jak pershing, a ja zwijam się z bólu...
Jak mój mąż się zjawił, pyta się położnej, gdzie leży ta i ta pacjentka, a na porodówce mówią, że tam i tam, ale radzą by tej kobiety unikać, bo ona coś ma nie tak z duszą.
No i plota poszła. Że szalona, że opętana, że rozmawia z demonami, bo przy skurczach modli się po łacinie (miałam łacinę na studiach) i że wezwali do niej księdza z kaplicy szpitalnej...
Na to mój mąż mówi, że to jego żona i że z nią wszystko jest OK, a oni mu na to, że ona jest INNA...
Po 3 godzinach urodziłam synka, a lekarz anestezjolog stwierdził, że zrobi wszystko, co w jego mocy, by mnie nie bolało po porodzie, gdyż chce szczęśliwie dojechać na wczasy w Alpy (na narty).
Potem przez kilka dni na oddziale odwiedzał mnie ksiądz, bo pielęgniarki go wzywały. Podobno się mnie bały...

Autorka: dariamama

2 Telefon do przyjaciela Telefon do przyjaciela fot. Shutterstock

Telefon do przyjaciela

W moim przypadku był moment, że myślałam, że mojemu szanownemu małżonkowi przegryzę grdykę. Miałam podłączoną oksytocynę, w celu wywołania skurczów. Jak ich nie było - tak ich nie było, ale jak się zaczęły, to mi oczy prawie z orbit wychodziły.
Wtedy przyszła położna i powiedziała, że zaczyna się akcja! Super! W końcu! (Bo po terminie było prawie 2 tygodnie). No i ta położna oświadczyła nam, że istnieje możliwość znieczulenia zewnątrzoponowego (czyt. 350zł).
Na co ja: Piotrek, leć do bankomatu!
On: Poczekaj, zaraz przejdzie.
Ja (ton wyżej): Zasuwaj, bo sama pójdę!
I w tym momencie przyszły tatuś co robi?
Wyjmuje z kieszeni telefon i dzwoni do kolegi: Cześć Rafał, słuchaj, Aga rodzi... (tu gratulacje od kolegi)... i tak się właśnie zastanawiamy, czy warto brać to znieczulenie zewnątrzoponowe. Hm... Tak... Bo ona się tak dziwnie wije... Chyba zaczyna ją boleć...
Nie wytrzymam! TEN CYMBAŁ dzwoni do kolegi i pyta o znieczulenie dla rodzącej. Faceta się pyta! Żeby jeszcze zadzwonił do jakiejś babki, co rodziła. Boże Święty, grdykę mu przegryzę. Albo zejdę z tego fotela i go skopię! A potem mu się wgryzę w gardło!
I tu go uratowała położna...
Ona (wchodząc): No jak tam?
Ja (w myślach) "smirkrak tam!" (potulnym głosem): Dobrze. Poproszę znieczulenie dla mnie i dla męża podwójną porcję arszeniku.
Ona: Oj...
Ja: Co oj??!!?? To ja tu jestem od wzdychania i robienia oj!!!
Ona: Główkę widać! Pan odłoży telefon, bo żona rodzi.
Ja: Ale chwileczkę... Ja znieczulenie poproszę! Auuu!!!

I za 5-7 minut na piersi leżał mój okazały synek 4600g i 60 cm.

Autorka: agusia0611

3 Czy to wody, czy...? Czy to wody, czy...? fot. Shutterstock

Czy to wody, czy...?

Pierwszy poród: jest 1,5 tyg przed terminem, nic się nie dzieje.
Położyłam się spać późno, jak zwykle i ledwo oko przymknęłam, budzę się w mokrym łóżku (mąż śpi obok jak zabity). Ja - panika, bo poprzedniego wieczora czytałam sobie właśnie o nietrzymaniu moczu w 9 miesiącu - myślę sobie: O matko, zasugerowałam się i zsikałam w łóżko! Ukryć ten fakt czym prędzej! A może to wody?
Hm, wstałam, uklękłam i wącham w skupieniu prześcieradło (jak wody - jedziemy, jak siuśki - trzeba ten fakt jakoś zatuszować.
Wącham, wącham, nie mogę się zdecydować (no bo skąd mam do licha wiedzieć, jak pachną wody?). Budzę w końcu męża i mówię - klękaj i wąchaj! Posłusznie to zrobił i oznajmia radośnie - rodzisz!
To ja sobie myślę, ok, ale nic się nie dzieje, nic mnie nie boli, to niech ja się chociaż wyśpię przed tym porodem - i wracam do łóżka. On na to, żadne takie, jedziemy! Wyelegantował się, prysznic, golenie itd, co najmniej jakby szedł na bal i pojechaliśmy. Oczywiście to później on pierwszy wymiękł i kimał na fotelu. Ale co za ulga, że to jednak wody były;)...

Autorka: szampanna

4 Kłopotliwe wody Kłopotliwe wody fot. Shutterstock

Kłopotliwe wody

O 1:00 w nocy, w trakcie snu, odeszły mi wody. Wstaję, biegnę do męża, który w drugim pokoju usnął przed TV i krzyczę: Wstawaj, odeszły mi wody, jedziemy do szpitala!

A mój zaspany małżonek, nie otwierając oczu, wymamrotał: Kochanie to tylko sen, śpij dalej. Ja mu na to, że to nie sen, tylko rzeczywistość i stoję dalej okrakiem, leje się ze mnie jak z kranu.

Mąż wstał, popatrzył na podłogę, na mnie i rzekł: Może byś mopa wzięła i wytarła te wody, nie mam jak przejść.

Autorka: damap

5 Amerykańskie filmy kontra rzeczywistość Amerykańskie filmy kontra rzeczywistość fot. EAST NEWS/BURGER/PHANIE

Amerykańskie filmy kontra rzeczywistość

Budzę się o 4:00 rano. Mokro między nogami (położna zadawała później podchwytliwe pytania, czy to był czop, czy wody).
Po godzinie budzę męża: Rodzę, jedźmy do szpitala.
Zerwał się, miota po całym domu, po minucie stoi ubrany przy drzwiach.
Stwierdziłam, że: Ja to się jeszcze wykąpię. Spojrzał jak na wariatkę, ale nic nie mówi.
W samochodzie raz po raz zerka. I nagle słyszę: Ty, to chyba filmów amerykańskich nie oglądałaś. Tam kobieta, jak rodzi, to sapie, wzdycha, jęczy i krzyczy w aucie. A ty co? Siedzisz cicho.
Do szpitala już był przekonany, że zaraz wracamy.
Zdziwił się.

Autorka: j.h.c3

6 Męska solidarność Męska solidarność fot. Shutterstock

Męska solidarność

U mnie było tak. Trafiliśmy na elegancką salę porodów rodzinnych z tzw. kołem porodowym, skórzaną sofą i takimi tam bajerami. Jest noc. Mijają godziny.
Mój szanowny mąż mówi: To ja się na chwilę położę.
Po chwili już chrapie i to dość głośno. Ja czuję nieznośnie bolesne skurcze.
Wchodzi lekarz - zdaje się Pakistańczyk.
Ja do niego: Panie doktorze, proszę o znieczulenie i głośno oddycham.
Na to lekarz: Cicho, co Pani tak głośno? Nie widzi Pani, że tu pan śpi? Pewnie
zmęczony.

Autorka: matysia20050521

7 Zjednoczenie z Życiem Zjednoczenie z Życiem fot. Shutterstock

Zjednoczenie z Życiem

Przed porodem oglądałam film przyrodniczy o łosiach, czy innych zwierzętach, które udają się na północ, aby rodzić. Całe stado ciężarnych samic rusza i zaczyna rodzić razem swoje cielęta...
Jak zaczęły mi się bóle, 7 cm i kryzys, czułam się właśnie jak zwierzę. Nie rozumiałam za specjalnie słów i jak mąż mówił do mnie wdech i wydech to ni cholery nie kleiłam, o co mu chodzi. Dopiero, jak zaczął ze mną sapać, to zrozumiałam.
Jak zaczęły mi się bóle parte, dostałam energii i zrozumiałam, jak czują się te samice z filmu przyrodniczego, zrozumiałam całą naturę - po prostu odlot, bo poczułam zjednoczenie z całym Życiem.
Bardzo chciałam się tymi głębokimi przemyśleniami podzielić z innymi i podzieliłam.
Powiedziałam: Jestem CIELAKIEM!
He he! Spanikowali, że zwariowałam z bólu.

Autorka: wuania

Komentarze (9)
Poród na wesoło [WASZE HISTORIE]
Zaloguj się
  • legs

    Oceniono 104 razy 88

    to samo miałam napisać - te historie nei są śmieszne (oprócz ostatniej), tylko żałosne. Przykre, że w momencie kiedy kobieta powinna być najważniejsza, ciągle na pierwszy plan się wysuwa facet i jego potrzeby i widzimisię

  • pierredoute

    Oceniono 89 razy 85

    Ja wiem, czy tak na wesoło? Sam jestem facetem, ale faceci z tych opowiadań - jak jeden mąż - są po prostu żałośni. Z pakistańskim lekarzem na czele. A te pielęgniarki? Wierzyć się nie chce, jednak z drugiej strony... Jak człowiek poczyta sobie fora internetowe..
    Aha, tak, mam dziecko i byłem przy porodzie; nie mam mizoandrii ;))

  • Beata Warszakowska

    Oceniono 10 razy 10

    Mnie też nie rozśmieszyło zachowanie facetów, bo tu głównie o nich. Numer 666 niezły, ale jakoś nie bardzo w to wierzę co prawda. Niedługo rodzę 3 dzieciaczka. Z drugim wykłóciłam się z mężem, że idę na piechotę, bo chcę się dotlenić (szpital 5 min od domu). Jak dotarliśmy, położna chciała mnie błyskawicznie zawieźć na salę na wózku (nawet nie pytała o golenie i lewatywę), ale uparłam się, że dojdę, bo nie chciałam się unieruchamiać (intuicja). Za chyba 15-25 min mała wystrzeliła ponoć ze mnie tak, że musieli ją łapać, no i wszyscy dokoła "ochrzczeni" wodami płodowymi, a ja zasmarkana, bo miałam nieżyt na tle hormonalnym. Małżonek kompletnie nie wpisuje się w prezentowany w zasadzie stereotyp pierdoły przejętej tylko sobą - naprawdę macie takich mężów i nic z tym nie robicie? Smutne. Mamy: polecam ruch na świeżym powietrzu przed porodem. Dotlenicie dziecko i przyspieszycie tą przyjemność.

  • ania1990333

    Oceniono 31 razy 5

    Rzygać mi się chce jak to czytam... Opowiadać o tym jak wody odeszły, gdzie odeszły itp... Co w tym k***a śmiesznego? Rodziłam już i nic nie widzę zabawnego w porodzie i w cierpieniach kobiety, jakie sama przeszłam. Bez przesady...

  • marcin5050

    0

    u mojej żony pierwszy porod nie był zbyt udany.Niby ze znajomą lekarką, ale żona nie miala skurczów.No to podali jej oksytocynę, w końcu skurcze przyszły, ale takie wymuszone farmakologiocznie.W międzyczasie weszło na salę 2-ch panów elektryków z misją wymiany świetlówki, i nic ich nie przekonało, że to nienajlepszy moment.Potem znajoma lekarka zaczęła naciskać (dosłownie) na żonę, ona krzyczy, dzieciak nie bardzo chce wychodzić.Podjąłem negocjacje: mówię do lekarki- przestań ją cisnąć, a do żony weź się spręż i przyj.NIe sądzę,żeby od mojego gadania, ale w końcu się udało, tyle, że mała miała na dzień dobry 3 pkty Agpar (po 10 minutach - chyba już 8).Dwa następne porody już były lepsze.

  • magdaly

    Oceniono 22 razy 0

    Ja żeby rozładować stres udawałam "maszynę, która robi PING" oczywiście do czasu :)))

    Zapraszam nazakupyzdzieckiem.wordpress.com/

  • skrzacia_logika1

    Oceniono 4 razy -4

    dawniej mężowie prawie nie mieli dostęp do mistycznego wydarzenia jakim jest poród
    ciekawostkihistoryczne.pl/2014/10/26/historyczna-szkola-rodzenia-osobliwe-porady-sprzed-czterystu-lat/

  • 250110vk

    Oceniono 21 razy -7

    Mezowie tez sa potrzebni, kto by rozdawal cygara i gral pierwsza role dumnego tatusia?.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX