Poród na wesoło [WASZE HISTORIE]

Poród to wzniosłe wydarzenie w życiu każdego rodzica. Często jest też przeżyciem bardzo stresującym. Historie użytkowników forum "Ciąża i poród", opisane w wątku "Poród na wesoło" udowadniają jednak, że potrafi być także źródłem sytuacji zabawnych.
Oto kilka z nich!
Ksiądz potrzebny od zaraz... Ksiądz potrzebny od zaraz... fot. Shutterstock

Ksiądz potrzebny od zaraz

Rodziłam synka 13.01.2005, godziny wieczorne. Jak już wody odeszły, znalazłam się na porodówce, z przekonaniem, że urodzę bez znieczulenia. A co, nie dam rady?!
Położna wzięła mnie na salę, położyła na łóżko i wypełnia papierki...

W pewnym momencie zbladła.

Ja na to: Co się stało?
A ona do mnie: Pani jest opętana!
Ja: CO TAKIEGO?
A ona znów: Pani jest opętana, bo ma pani liczby 666 w numerze pesel!
I uciekła z porodówki jak pershing, a ja zwijam się z bólu...
Jak mój mąż się zjawił, pyta się położnej, gdzie leży ta i ta pacjentka, a na porodówce mówią, że tam i tam, ale radzą by tej kobiety unikać, bo ona coś ma nie tak z duszą.
No i plota poszła. Że szalona, że opętana, że rozmawia z demonami, bo przy skurczach modli się po łacinie (miałam łacinę na studiach) i że wezwali do niej księdza z kaplicy szpitalnej...
Na to mój mąż mówi, że to jego żona i że z nią wszystko jest OK, a oni mu na to, że ona jest INNA...
Po 3 godzinach urodziłam synka, a lekarz anestezjolog stwierdził, że zrobi wszystko, co w jego mocy, by mnie nie bolało po porodzie, gdyż chce szczęśliwie dojechać na wczasy w Alpy (na narty).
Potem przez kilka dni na oddziale odwiedzał mnie ksiądz, bo pielęgniarki go wzywały. Podobno się mnie bały...

Autorka: dariamama

Telefon do przyjaciela Telefon do przyjaciela fot. Shutterstock

Telefon do przyjaciela

W moim przypadku był moment, że myślałam, że mojemu szanownemu małżonkowi przegryzę grdykę. Miałam podłączoną oksytocynę, w celu wywołania skurczów. Jak ich nie było - tak ich nie było, ale jak się zaczęły, to mi oczy prawie z orbit wychodziły.
Wtedy przyszła położna i powiedziała, że zaczyna się akcja! Super! W końcu! (Bo po terminie było prawie 2 tygodnie). No i ta położna oświadczyła nam, że istnieje możliwość znieczulenia zewnątrzoponowego (czyt. 350zł).
Na co ja: Piotrek, leć do bankomatu!
On: Poczekaj, zaraz przejdzie.
Ja (ton wyżej): Zasuwaj, bo sama pójdę!
I w tym momencie przyszły tatuś co robi?
Wyjmuje z kieszeni telefon i dzwoni do kolegi: Cześć Rafał, słuchaj, Aga rodzi... (tu gratulacje od kolegi)... i tak się właśnie zastanawiamy, czy warto brać to znieczulenie zewnątrzoponowe. Hm... Tak... Bo ona się tak dziwnie wije... Chyba zaczyna ją boleć...
Nie wytrzymam! TEN CYMBAŁ dzwoni do kolegi i pyta o znieczulenie dla rodzącej. Faceta się pyta! Żeby jeszcze zadzwonił do jakiejś babki, co rodziła. Boże Święty, grdykę mu przegryzę. Albo zejdę z tego fotela i go skopię! A potem mu się wgryzę w gardło!
I tu go uratowała położna...
Ona (wchodząc): No jak tam?
Ja (w myślach) "smirkrak tam!" (potulnym głosem): Dobrze. Poproszę znieczulenie dla mnie i dla męża podwójną porcję arszeniku.
Ona: Oj...
Ja: Co oj??!!?? To ja tu jestem od wzdychania i robienia oj!!!
Ona: Główkę widać! Pan odłoży telefon, bo żona rodzi.
Ja: Ale chwileczkę... Ja znieczulenie poproszę! Auuu!!!

I za 5-7 minut na piersi leżał mój okazały synek 4600g i 60 cm.

Autorka: agusia0611

Czy to wody, czy...? Czy to wody, czy...? fot. Shutterstock

Czy to wody, czy...?

Pierwszy poród: jest 1,5 tyg przed terminem, nic się nie dzieje.
Położyłam się spać późno, jak zwykle i ledwo oko przymknęłam, budzę się w mokrym łóżku (mąż śpi obok jak zabity). Ja - panika, bo poprzedniego wieczora czytałam sobie właśnie o nietrzymaniu moczu w 9 miesiącu - myślę sobie: O matko, zasugerowałam się i zsikałam w łóżko! Ukryć ten fakt czym prędzej! A może to wody?
Hm, wstałam, uklękłam i wącham w skupieniu prześcieradło (jak wody - jedziemy, jak siuśki - trzeba ten fakt jakoś zatuszować.
Wącham, wącham, nie mogę się zdecydować (no bo skąd mam do licha wiedzieć, jak pachną wody?). Budzę w końcu męża i mówię - klękaj i wąchaj! Posłusznie to zrobił i oznajmia radośnie - rodzisz!
To ja sobie myślę, ok, ale nic się nie dzieje, nic mnie nie boli, to niech ja się chociaż wyśpię przed tym porodem - i wracam do łóżka. On na to, żadne takie, jedziemy! Wyelegantował się, prysznic, golenie itd, co najmniej jakby szedł na bal i pojechaliśmy. Oczywiście to później on pierwszy wymiękł i kimał na fotelu. Ale co za ulga, że to jednak wody były;)...

Autorka: szampanna

Kłopotliwe wody Kłopotliwe wody fot. Shutterstock

Kłopotliwe wody

O 1:00 w nocy, w trakcie snu, odeszły mi wody. Wstaję, biegnę do męża, który w drugim pokoju usnął przed TV i krzyczę: Wstawaj, odeszły mi wody, jedziemy do szpitala!

A mój zaspany małżonek, nie otwierając oczu, wymamrotał: Kochanie to tylko sen, śpij dalej. Ja mu na to, że to nie sen, tylko rzeczywistość i stoję dalej okrakiem, leje się ze mnie jak z kranu.

Mąż wstał, popatrzył na podłogę, na mnie i rzekł: Może byś mopa wzięła i wytarła te wody, nie mam jak przejść.

Autorka: damap

Amerykańskie filmy kontra rzeczywistość Amerykańskie filmy kontra rzeczywistość fot. EAST NEWS/BURGER/PHANIE

Amerykańskie filmy kontra rzeczywistość

Budzę się o 4:00 rano. Mokro między nogami (położna zadawała później podchwytliwe pytania, czy to był czop, czy wody).
Po godzinie budzę męża: Rodzę, jedźmy do szpitala.
Zerwał się, miota po całym domu, po minucie stoi ubrany przy drzwiach.
Stwierdziłam, że: Ja to się jeszcze wykąpię. Spojrzał jak na wariatkę, ale nic nie mówi.
W samochodzie raz po raz zerka. I nagle słyszę: Ty, to chyba filmów amerykańskich nie oglądałaś. Tam kobieta, jak rodzi, to sapie, wzdycha, jęczy i krzyczy w aucie. A ty co? Siedzisz cicho.
Do szpitala już był przekonany, że zaraz wracamy.
Zdziwił się.

Autorka: j.h.c3

Męska solidarność Męska solidarność fot. Shutterstock

Męska solidarność

U mnie było tak. Trafiliśmy na elegancką salę porodów rodzinnych z tzw. kołem porodowym, skórzaną sofą i takimi tam bajerami. Jest noc. Mijają godziny.
Mój szanowny mąż mówi: To ja się na chwilę położę.
Po chwili już chrapie i to dość głośno. Ja czuję nieznośnie bolesne skurcze.
Wchodzi lekarz - zdaje się Pakistańczyk.
Ja do niego: Panie doktorze, proszę o znieczulenie i głośno oddycham.
Na to lekarz: Cicho, co Pani tak głośno? Nie widzi Pani, że tu pan śpi? Pewnie
zmęczony.

Autorka: matysia20050521

Zjednoczenie z Życiem Zjednoczenie z Życiem fot. Shutterstock

Zjednoczenie z Życiem

Przed porodem oglądałam film przyrodniczy o łosiach, czy innych zwierzętach, które udają się na północ, aby rodzić. Całe stado ciężarnych samic rusza i zaczyna rodzić razem swoje cielęta...
Jak zaczęły mi się bóle, 7 cm i kryzys, czułam się właśnie jak zwierzę. Nie rozumiałam za specjalnie słów i jak mąż mówił do mnie wdech i wydech to ni cholery nie kleiłam, o co mu chodzi. Dopiero, jak zaczął ze mną sapać, to zrozumiałam.
Jak zaczęły mi się bóle parte, dostałam energii i zrozumiałam, jak czują się te samice z filmu przyrodniczego, zrozumiałam całą naturę - po prostu odlot, bo poczułam zjednoczenie z całym Życiem.
Bardzo chciałam się tymi głębokimi przemyśleniami podzielić z innymi i podzieliłam.
Powiedziałam: Jestem CIELAKIEM!
He he! Spanikowali, że zwariowałam z bólu.

Autorka: wuania

Więcej o: