1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Poród na wesoło [WASZE HISTORIE]

Poród to wzniosłe wydarzenie w życiu każdego rodzica. Często jest też przeżyciem bardzo stresującym. Historie użytkowników forum "Ciąża i poród", opisane w wątku "Poród na wesoło" udowadniają jednak, że potrafi być także źródłem sytuacji zabawnych.
Oto kilka z nich!
Ksiądz potrzebny od zaraz... Ksiądz potrzebny od zaraz... fot. Shutterstock

Ksiądz potrzebny od zaraz

Rodziłam synka 13.01.2005, godziny wieczorne. Jak już wody odeszły, znalazłam się na porodówce, z przekonaniem, że urodzę bez znieczulenia. A co, nie dam rady?!
Położna wzięła mnie na salę, położyła na łóżko i wypełnia papierki...

W pewnym momencie zbladła.

Ja na to: Co się stało?
A ona do mnie: Pani jest opętana!
Ja: CO TAKIEGO?
A ona znów: Pani jest opętana, bo ma pani liczby 666 w numerze pesel!
I uciekła z porodówki jak pershing, a ja zwijam się z bólu...
Jak mój mąż się zjawił, pyta się położnej, gdzie leży ta i ta pacjentka, a na porodówce mówią, że tam i tam, ale radzą by tej kobiety unikać, bo ona coś ma nie tak z duszą.
No i plota poszła. Że szalona, że opętana, że rozmawia z demonami, bo przy skurczach modli się po łacinie (miałam łacinę na studiach) i że wezwali do niej księdza z kaplicy szpitalnej...
Na to mój mąż mówi, że to jego żona i że z nią wszystko jest OK, a oni mu na to, że ona jest INNA...
Po 3 godzinach urodziłam synka, a lekarz anestezjolog stwierdził, że zrobi wszystko, co w jego mocy, by mnie nie bolało po porodzie, gdyż chce szczęśliwie dojechać na wczasy w Alpy (na narty).
Potem przez kilka dni na oddziale odwiedzał mnie ksiądz, bo pielęgniarki go wzywały. Podobno się mnie bały...

Autorka: dariamama

Telefon do przyjaciela Telefon do przyjaciela fot. Shutterstock

Telefon do przyjaciela

W moim przypadku był moment, że myślałam, że mojemu szanownemu małżonkowi przegryzę grdykę. Miałam podłączoną oksytocynę, w celu wywołania skurczów. Jak ich nie było - tak ich nie było, ale jak się zaczęły, to mi oczy prawie z orbit wychodziły.
Wtedy przyszła położna i powiedziała, że zaczyna się akcja! Super! W końcu! (Bo po terminie było prawie 2 tygodnie). No i ta położna oświadczyła nam, że istnieje możliwość znieczulenia zewnątrzoponowego (czyt. 350zł).
Na co ja: Piotrek, leć do bankomatu!
On: Poczekaj, zaraz przejdzie.
Ja (ton wyżej): Zasuwaj, bo sama pójdę!
I w tym momencie przyszły tatuś co robi?
Wyjmuje z kieszeni telefon i dzwoni do kolegi: Cześć Rafał, słuchaj, Aga rodzi... (tu gratulacje od kolegi)... i tak się właśnie zastanawiamy, czy warto brać to znieczulenie zewnątrzoponowe. Hm... Tak... Bo ona się tak dziwnie wije... Chyba zaczyna ją boleć...
Nie wytrzymam! TEN CYMBAŁ dzwoni do kolegi i pyta o znieczulenie dla rodzącej. Faceta się pyta! Żeby jeszcze zadzwonił do jakiejś babki, co rodziła. Boże Święty, grdykę mu przegryzę. Albo zejdę z tego fotela i go skopię! A potem mu się wgryzę w gardło!
I tu go uratowała położna...
Ona (wchodząc): No jak tam?
Ja (w myślach) "smirkrak tam!" (potulnym głosem): Dobrze. Poproszę znieczulenie dla mnie i dla męża podwójną porcję arszeniku.
Ona: Oj...
Ja: Co oj??!!?? To ja tu jestem od wzdychania i robienia oj!!!
Ona: Główkę widać! Pan odłoży telefon, bo żona rodzi.
Ja: Ale chwileczkę... Ja znieczulenie poproszę! Auuu!!!

I za 5-7 minut na piersi leżał mój okazały synek 4600g i 60 cm.

Autorka: agusia0611

Czy to wody, czy...? Czy to wody, czy...? fot. Shutterstock

Czy to wody, czy...?

Pierwszy poród: jest 1,5 tyg przed terminem, nic się nie dzieje.
Położyłam się spać późno, jak zwykle i ledwo oko przymknęłam, budzę się w mokrym łóżku (mąż śpi obok jak zabity). Ja - panika, bo poprzedniego wieczora czytałam sobie właśnie o nietrzymaniu moczu w 9 miesiącu - myślę sobie: O matko, zasugerowałam się i zsikałam w łóżko! Ukryć ten fakt czym prędzej! A może to wody?
Hm, wstałam, uklękłam i wącham w skupieniu prześcieradło (jak wody - jedziemy, jak siuśki - trzeba ten fakt jakoś zatuszować.
Wącham, wącham, nie mogę się zdecydować (no bo skąd mam do licha wiedzieć, jak pachną wody?). Budzę w końcu męża i mówię - klękaj i wąchaj! Posłusznie to zrobił i oznajmia radośnie - rodzisz!
To ja sobie myślę, ok, ale nic się nie dzieje, nic mnie nie boli, to niech ja się chociaż wyśpię przed tym porodem - i wracam do łóżka. On na to, żadne takie, jedziemy! Wyelegantował się, prysznic, golenie itd, co najmniej jakby szedł na bal i pojechaliśmy. Oczywiście to później on pierwszy wymiękł i kimał na fotelu. Ale co za ulga, że to jednak wody były;)...

Autorka: szampanna

Kłopotliwe wody Kłopotliwe wody fot. Shutterstock

Kłopotliwe wody

O 1:00 w nocy, w trakcie snu, odeszły mi wody. Wstaję, biegnę do męża, który w drugim pokoju usnął przed TV i krzyczę: Wstawaj, odeszły mi wody, jedziemy do szpitala!

A mój zaspany małżonek, nie otwierając oczu, wymamrotał: Kochanie to tylko sen, śpij dalej. Ja mu na to, że to nie sen, tylko rzeczywistość i stoję dalej okrakiem, leje się ze mnie jak z kranu.

Mąż wstał, popatrzył na podłogę, na mnie i rzekł: Może byś mopa wzięła i wytarła te wody, nie mam jak przejść.

Autorka: damap

Amerykańskie filmy kontra rzeczywistość Amerykańskie filmy kontra rzeczywistość fot. EAST NEWS/BURGER/PHANIE

Amerykańskie filmy kontra rzeczywistość

Budzę się o 4:00 rano. Mokro między nogami (położna zadawała później podchwytliwe pytania, czy to był czop, czy wody).
Po godzinie budzę męża: Rodzę, jedźmy do szpitala.
Zerwał się, miota po całym domu, po minucie stoi ubrany przy drzwiach.
Stwierdziłam, że: Ja to się jeszcze wykąpię. Spojrzał jak na wariatkę, ale nic nie mówi.
W samochodzie raz po raz zerka. I nagle słyszę: Ty, to chyba filmów amerykańskich nie oglądałaś. Tam kobieta, jak rodzi, to sapie, wzdycha, jęczy i krzyczy w aucie. A ty co? Siedzisz cicho.
Do szpitala już był przekonany, że zaraz wracamy.
Zdziwił się.

Autorka: j.h.c3

Męska solidarność Męska solidarność fot. Shutterstock

Męska solidarność

U mnie było tak. Trafiliśmy na elegancką salę porodów rodzinnych z tzw. kołem porodowym, skórzaną sofą i takimi tam bajerami. Jest noc. Mijają godziny.
Mój szanowny mąż mówi: To ja się na chwilę położę.
Po chwili już chrapie i to dość głośno. Ja czuję nieznośnie bolesne skurcze.
Wchodzi lekarz - zdaje się Pakistańczyk.
Ja do niego: Panie doktorze, proszę o znieczulenie i głośno oddycham.
Na to lekarz: Cicho, co Pani tak głośno? Nie widzi Pani, że tu pan śpi? Pewnie
zmęczony.

Autorka: matysia20050521

Zjednoczenie z Życiem Zjednoczenie z Życiem fot. Shutterstock

Zjednoczenie z Życiem

Przed porodem oglądałam film przyrodniczy o łosiach, czy innych zwierzętach, które udają się na północ, aby rodzić. Całe stado ciężarnych samic rusza i zaczyna rodzić razem swoje cielęta...
Jak zaczęły mi się bóle, 7 cm i kryzys, czułam się właśnie jak zwierzę. Nie rozumiałam za specjalnie słów i jak mąż mówił do mnie wdech i wydech to ni cholery nie kleiłam, o co mu chodzi. Dopiero, jak zaczął ze mną sapać, to zrozumiałam.
Jak zaczęły mi się bóle parte, dostałam energii i zrozumiałam, jak czują się te samice z filmu przyrodniczego, zrozumiałam całą naturę - po prostu odlot, bo poczułam zjednoczenie z całym Życiem.
Bardzo chciałam się tymi głębokimi przemyśleniami podzielić z innymi i podzieliłam.
Powiedziałam: Jestem CIELAKIEM!
He he! Spanikowali, że zwariowałam z bólu.

Autorka: wuania