1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Prof. Maksymowicz: Pamiętam człowieka. Wybudził się ze śpiączki i zaklął. Nie ruszał ręką, nogą, mowy nie miał uszkodzonej

Joanna Biszewska
- Najczęściej to matka angażuje się w opiekę nad dzieckiem w śpiączce, nawet jeśli to dziecko jest już dorosłe - o leczeniu, rehabilitacji pacjentów w śpiączce i o tym jakie są nadzieje na ich wybudzenie mówi neurochirurg, prof. Wojciech Maksymowicz, który współpracuje z fundacją Ewy Błaszczyk Akogo?.

Joanna Biszewska, serwis Edziecko: Dlaczego ludzie zapadają w śpiączkę?

Neurochirurg, prof. Wojciech Maksymowicz: - Śpiączka zawsze jest wynikiem bardzo poważnego uszkodzenia mózgu. To najczęściej urazy mózgu, ale też niedotlenienie spowodowane podtopieniem, zachłyśnięciem. Śpiączka - częściej u dorosłych niż u dzieci - jest też związana z chorobami mózgu. Z nowotworem, z krwawieniem z tętniaka, naczyniaka.

Śpiączka nie jest chorobą.

Nie. Śpiączka jest stanem braku zdolności do komunikacji z otoczeniem w wyniku bardzo poważnego uszkodzenia mózgu. Człowiek w śpiączce wymaga jednak takiej samej opieki, jak ten przewlekle chory.

Można zapobiec śpiączce?

Można być dobrej myśli, że nic złego się nam nie przytrafi, ale też trzeba z tyłu głowy mieć świadomość, że różne sytuacje mogą się wydarzyć. Nie da się też żyć w ciągłym stresie i zakładać, że jak dziecko pójdzie się kąpać, to się podtopi i uszkodzi sobie mózg. Nie zawsze też uda nam się zapobiec pewnym zdarzeniom.

Czyli nie można się przed nią ochronić?

Profilaktyka powinna dotyczyć tego, żeby nie dochodziło np. do podtopień. Na to mamy wpływ. Jeżeli rodzice mają w ogrodzie zbiornik wody czy sadzawkę, to wiadomo, że dziecko nie może, nawet przez chwilę, zostać samo obok wody. Chwila nieuwagi, woda wcale nie musi być głęboka, aby doszło do tragedii. 

Jakie są statystyki w Polsce? Ile osób miesięcznie zapada w śpiączkę?

Kilkadziesiąt osób, średnio około trzydziestu.

I wśród tych osób są dzieci?

Tak, ale niewiele, może kilkoro. Warszawski Budzik, który Fundacja Akogo? Ewy Błaszczyk dzielnie i ofiarnie uruchomiła przed laty, wypełnia zapotrzebowanie. Tam nie ma kolejek. Jeśli dziecko miało uraz, uszkodzenie mózgu i się nie obudziło, wówczas za pomocą szpitala jest kierowane do Budzika. Czas oczekiwania jest zwykle krótki. Gorzej wygląda sytuacja dorosłych.

Dlaczego?

Miejsc, które spełniają odpowiednie warunki dla dorosłych w śpiączce, jest u nas wciąż za mało. Trzy lata temu uruchomiliśmy w Olsztynie Budzik dla dorosłych. Jest oddziałem klinicznym Szpitala Uniwersyteckiego w Olsztynie, mamy tam osiem miejsc. Od września uda się położyć tam następne siedem osób, więc będzie 15 łóżek - to już znaczna poprawa. Bardzo wspieram działania fundacji  Akogo? w zakresie tworzenia nowych ośrodków. Kolejny powstaje w Warszawie, jest bardzo potrzebny. Na przyjęcie do olsztyńskiego Budzika czeka kilkaset osób.

A co się dzieje z ludźmi w śpiączce, dla których nie ma miejsca w Budziku?

Są kierowani do zakładów opiekuńczo leczniczych. Trafiają tam pacjenci, którzy nie wybudzili się po procesie leczenia w szpitalu na oddziałach intensywnej terapii.

Po jakim czasie szpitalne oddziały intensywnej terapii decydują się na odesłanie osób w śpiączce do Budzika, do domu, lub do zakładu opieki?

Wszystkimi ludźmi po urazie, upadku, potłuczeniu opiekują się w szpitalach oddziały intensywnej terapii. I to tam robi się wszystko, żeby poprawić funkcję mózgu. Najpierw jest tzw. faza ostra, potem podostra, trwa to miesiąc, najwyżej półtora miesiąca. Jeżeli dłużej, to rola intensywnej terapii kończy się.

I wtedy pacjent w śpiączce dostaje wypis. Pomimo tego, że jest nieświadomy i wymaga intensywnej opieki oraz rehabilitacji.

W zakładzie opiekuńczo leczniczym pacjent dostaje opiekę, niewiele rehabilitacji. Tam są po prostu podtrzymywane funkcje życiowe.

A jeśli rodzina nie chce oddać ukochanej osoby do zakładu, to zostaje opieka w domu?

Tak, bo nie jesteśmy Szwajcarią, gdzie w systemie znajduje się całkowita opieka i rehabilitacja ludzi w śpiączce. Polacy mają w sobie też potrzebę zajmowania się bliskimi.

Często słyszę od rodzin, że zabierają bliskiego w śpiączce do domu, że sami chcą się nim zajmować. To są heroiczne przykłady tego, jak ludzie potrafią przewartościować cały życie i przestawić funkcjonowanie swojej rodziny w celu pomocy bliskiemu. Żonie, mężowi, dziecku.

Od lewej prof. Wojciech Maksymowicz, Ewa Błaszczyk i prof. Isao Morita w Uniwersyteckim Szpitalu KlinicznymOd lewej prof. Wojciech Maksymowicz, Ewa Błaszczyk i prof. Isao Morita w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym ROBERT ROBASZEWSKI

Istnieje jakakolwiek komunikacja z człowiekiem w śpiączce?

Pojęcie śpiączki jest potoczne. Wróćmy do definicji medycznej. Śpiączka to krótki czas po zdarzeniu, które spowodowało brak komunikacji z otoczeniem. Trwa do dwóch miesięcy. Potem ten stan nazywa się w medycynie przewlekłym stanem wegetatywnym lub minimalnym stanem świadomości. A potem przetrwałym stanem wegetatywnym. Kiedy pacjent wchodzi w stan przewlekłego stanu wegetatywnego, mamy do czynienia z kompletnym brakiem kontaktu.

Trudno najbliższym się z tym pogodzić?

Bliscy bardzo czekają na chwile, kiedy uda im się nawiązać kontakt. I czasem przesadzają w ocenie. Odbierają odruchy bezwarunkowe jako namiastkę komunikacji.

Wierzą i nie poddają się.

Z pełną pokorą muszę powiedzieć, że to nie lekarze, a właśnie rodziny wyławiają te pierwsze sygnały powrotu do przytomności. Nigdy nie bagatelizujemy tego, co mówią bliscy. Wybudzenie to nie jest moment, kiedy ktoś otwiera nagle oczy i pyta, jak długo spał. Ten proces trwa. Najpierw są sygnały. Ktoś reaguje na głos, spogląda w stronę mówiącego. Oczywiście to jeszcze nie znaczy, że jest w kontakcie i przytomny. W medycynie całkiem niedawno pojawił się termin "minimalnego stanu świadomości".

Dla rodzin to musi być nadzieja.

Tak, bo wiemy, że pacjent ma jakąś zdolność do komunikowania się, ale nie potrafi tego wyrazić. Takie objawy komunikacji nie zawsze są widoczne z zewnątrz. My je widzimy w badaniach dodatkowych, np. funkcjonalnym rezonansie magnetycznym. Rezonans pokazuje pewną aktywność kory mózgowej, np. na wspomnienie twarzy kogoś bliskiego, na wspomnienie głosu, dźwięków. To daje nadzieję, że jest szansa dla tego człowieka. Kiedy się pojawia, intensyfikujemy działania rehabilitacyjne. Próbujemy też wprowadzać eksperymentalne metody, które ciągle nie są powszechnie stosowane i refundowane.

Np. stymulatory, dzięki, którym wybudziło się w Polsce ośmiu pacjentów?

To są bardzo kosztowne metody. Jeśli decydujemy się na ich zastosowanie, to koszty pokrywa działalność charytatywna lub rodziny. Ale w tym momencie pojawia się problem, czy można przyjąć zapłatę za takie leczenie eksperymentalne, które wykonuje się w szpitalach państwowych. W tej chwili nie ma programu stymulatorów. Te, które były wszczepione do tej pory, były w pełni sponsorowane przez Fundację Akogo? na zasadzie programu eksperymentalnego.

Operacja wszczepienia stymulatora w szpitalu w OlsztynieOperacja wszczepienia stymulatora w szpitalu w Olsztynie Przemysław Skrzydło/Agencja Gazeta

Zdjęcie powyżej: Rok 2016, Olsztyn, Uniwersytecki Szpital Kliniczny. Zespół neurochirurgów podczas nowatorskiej operacji wszczepienia specjalnego stymulatora u osoby w śpiączce pod kierownictwem prof. dr hab. n. med. Wojciecha Maksymowicza i lek. med. Łukasza Grabarczyka.

(Od redakcji: Więcej o innowacyjnej metodzie wszczepiania stymulatorów czytaj w artykule "Gazety Wyborczej": "Olsztyn w oczekiwaniu na przebudzenie ze śpiączki. Czterej pacjenci po operacjach wszczepienia stymulatorów mózgu")

Wydaje się nam, że kiedy przyjdzie moment wybudzenia ze śpiączki, to człowiek otwiera oczy i od razu poznaje najbliższych, opowiada, co mu się śniło.

Rodziny ludzi w śpiączce wiedzą, że to tak nie wygląda. Wybudzenie to bardzo powolny proces, bardzo subtelne są pierwsze objawy. Zwykle dostrzega je rodzina, pielęgniarki, rehabilitanci, którzy są z pacjentami na co dzień. Oni widzą, co się poprawia, jakie reakcje się powtarzają. Stopniowo dochodzi do nawiązania kontaktu. Można się wybudzić, ale nie mieć zdolności rozumienia czy mówienia. To jest afazja. Może być czuciowa, ruchowa, może być mieszana.

Kiedy pacjenci odzyskują przytomność, kwalifikujemy ich jako wybudzonych, ale przed nimi jest bardzo długa droga. To czasami wieloletnia rehabilitacja, ciężka praca neurologopedów, itd. Wybudzenie to początek drogi. 

Jest Pan przy swoich pacjentach, kiedy się budzą?

Zgodnie ze swoim zawodem nie zajmuję się chorymi w śpiączce - działam na ostro. Jest uraz, ratujemy, usuwamy krwiaka, usuwamy obrzęk. To, co dzieje się później, jest poza naszym polem widzenia. Ale ja oczywiście znam losy swoich pacjentów. Pamiętam człowieka, który wybudzając się, nieźle zaklął. Obudził się, nie wiedział co się z nim dzieje, gdzie jest. Po urazie nie mógł ruszać ani ręką, ani nogą, to i zaklął - co miał zrobić? Ja mu nie dziwię się. On akurat nie miał uszkodzonej mowy. 

Poruszają Pana wybudzenia pacjentów?

To, że pacjenci po ciężkich urazach budzą się i po rehabilitacji są w pełni czynnymi ludźmi, jest dla mnie wystarczającym powodem do tego, aby stwarzać medyczne warunki do wybudzenia. Bo w tym jest sens. Stąd też moja mocna współpraca z Ewą Błaszczyk i jej fundacją.

Każde wybudzenie pacjenta ze śpiączki to sukces.

Przede wszystkim każde wybudzenie porusza nas - to są olbrzymie emocje. Nie tylko dla rodziny, ale dla personelu medycznego też. Media znają przypadek człowieka, który trafił do mnie jeszcze zanim były w Polsce Budziki. Kiedy go poznałem, był rok po urazie, w stanie wegetatywnym, miał rozległe odleżyny, zanik mięśni, rurkę w żołądku. Miał późne powikłanie urazu, stąd musiał być w bliskości neurochirurgii. Dawaliśmy mu szansę, chociaż sami nie wierzyliśmy, że się uda. Usunęliśmy przyczyny wtórnego uszkodzenia, zaczął odżywać. W tej chwili jest czynnym, normalnie pracującym człowiekiem, prowadzi Ośrodek imienia Jana Nowaka Jeziorańskiego na Powiślu w Warszawie. Ten przypadek dał nam wszystkim nadzieję, że warto działać, nie poddawać się i organizować dla ludzi w śpiączce warunki do wybudzenia.

Na co dzień nie wyobrażamy sobie, że my sami albo ktoś z naszych najbliższych może nagle przestać kontaktować.

Trzeba powiedzieć, że kontakt z takimi chorymi i ich rodzinami uczy pokory.

Rodziny godzą się z tym, że ich bliski śpi latami i nie ma z nim kontaktu?

To jest różnie. Są tacy, którzy czują się rozczarowani. Uważają, że całe życie im się posypało. Ale w większości jest tak - i zawsze mnie to wzrusza - że rodziny mają w sobie wielką miłość, siłę, wkładają ogrom pracy w opiekę nad bliskim w śpiączce. Śpiączka nie jest chorobą, ale wymaga takiej pracy i poświęcenia, jak przy ludziach przewlekle chorych.

Domyślam się, że najczęściej ludźmi w śpiączce opiekują się matki.

Tak, najczęściej to matka całkowicie angażuje się w opiekę nad dzieckiem w śpiączce, nawet kiedy to dziecko jest już dorosłe. Ale znam też bardzo wzruszające postawy ze strony małżonków. To niebywałe, co ludzie są w stanie z siebie wykrzesać z miłości do drugiej osoby.

Na przykład?

Mieliśmy pacjentkę, u której zastosowaliśmy terapię eksperymentalną wszczepiania komórek macierzystych. Jej mąż miał pełną, szczegółową wiedzę medyczną dotyczącą żony, w każdej dziedzinie leczenia, pielęgnacji, żywienia. On jest informatykiem, nie lekarzem. Dodatkowo zajmował się dziećmi.

W Budziku musi panować cisza? W końcu tyle osób tam śpi. 

Budzik to nie jest miejsce smutne. Na początku, kiedy zdarza się wypadek, to jest dla wszystkich ogromny stres, ale potem każdy najdrobniejszy nawet postęp daje po prostu motywację i radość. To jest ogromna zespołowa praca. Ktoś by spojrzał z boku i pomyślał: "Boże, z czego oni się cieszą, że ktoś tam na polecenie zgiął palce?". A dla nas jest to sukces.

Profesor Wojciech Maksymowicz: neurochirurg, profesor nauk medycznych, założyciel olsztyńskiego Collegium Medicum, które funkcjonuje na uniwersytecie olsztyńskim od ponad 10 lat. Inicjatorem powstania w Olsztynie kliniki "Budzik". W Budziku pacjenci poddawani są masażom, hydromasażom, chorych się pionizuje, dodatkowo stymulując wibrującym podłożem. Pracuje się także przy pomocy tzw. cyberoka, które pozwala komunikować się pacjentowi za pomocą ruchu gałek ocznych czy fiksowania wzroku na poszczególnych piktogramach na ekranie. Prof. Maksymowicz od lat zajmuje się badaniami osób w śpiączkach. Prowadzi m.in. badania weryfikujące, czy chory jest w stanie wegetatywnym, czy minimalnej świadomości, wszczepia stymulatory osobom w śpiączkach. Dotąd przeprowadził kilkanaście tego rodzaju operacji.

Powinno cię również zainteresować: Komórki macierzyste w neurochirurgii: jeszcze nie leczymy, robimy badania [WYWIAD]

Więcej o:
Komentarze (32)
Prof. Maksymowicz: Pamiętam człowieka. Wybudził się ze śpiączki i zaklął. Nie ruszał ręką, nogą, mowy nie miał uszkodzonej
Zaloguj się
  • true_lysander

    Oceniono 70 razy 62

    Takich ludzi należy promować, takich finansować. Nigdy nie wiadomo, kiedy i co się zdarzy każdemu z nas.

  • pataszonski

    Oceniono 56 razy 50

    Znam tego pana, o którym mówi profesor Maksymowicz (rok w śpiączce, rurki, a teraz czynny zawodowo, twórczy i z szalonymi, w najbardziej pozytywnym sensie, pomysłami; już choćby dla tych pomysłów warto było go budzić ;). Tam był i cud, i geniusz profesora , i ofiarna opieka niemłodej już wtedy matki, a też troska wspaniałych przyjaciół, a szczególnie jednej, niezwykłej osoby, która odłożyła na bok, na wiele miesięcy całe swoje życie i koczowała przy łóżku chorego, co do którego poprawy, wydawało się, nie ma już nadziei. Coś niesłychanie podniosłego się wtedy zdarzyło, jakby znak, że budzącą tyle wątpliwości praca lekarza ma sens, że człowiek może drugiego przywrócić do życia. Blask miłości bliźniego.

  • pataszonski

    Oceniono 30 razy 28

    Btw. bardzo dziękuję Autorce i Redakcji za ten artykuł. W świece, w którym wszyscy się ciagle wzajem umniejszają, dobrze jest czasem przeczytać rozmowę z kimś dużego formatu.

  • boo-boo

    Oceniono 32 razy 26

    Na łóżka dla chorych nie ma ale na rydza i kuchlot to jest.

  • mario.wario

    Oceniono 30 razy 20

    To bajki, uwierzcie mi, miałem taką sytuację w rodzinie. Pomiędzy śpiączką a śmiercią NIE MA W POLSCE OPIEKI! Jesli mamy przypadek pacjenta, który ma rozorane, niegojące się ciało po operacjach, a zapadł w śpiączkę, to czeka się w takim wypadku na smierć. Tak to wygląda w Polsce. Nie ma opieki lekarskiej dla takiego pacjenta. Żaden budzik nie przyjmie człowieka, który wymaga zmian opatrunków, czy ma vaca. Przerabiałem to kilka miesięcy temu. Lekarze wpuszczają pacjenta na hold i czekają, aż umrze, do tego czasu utrzymują podstawowe czynności życiowe (nie leczą), czekając by wielonarządowo wykitował, ew. zeżarły go odleżyny. Tak to w tym kraju wygląda. Miałem do czynienia z 4 szpitalami, długo, dzień w dzień ponad rok, spotkałem się tylko z butą i wszechwiedzącymi w ich mniemaniu "lekarzami" krętaczami, żaden nie mówił prawdy. Nikomu nie życzę wizyty w tej pisbolszewickiej polsce w szpitalu. Stąd warto tylko spie...ć!

  • grosz-ek

    Oceniono 16 razy 16

    Nie chcę się czepiać, ale zamiast tych programów socjalnych rozdawanych hojną ręką na lewo i prawo w imię utrzymania się przy władzy, wolałbym pełne finansowanie - jak w Szwajcarii - opieki medyczno-rehabilitacyjnej ludzi w długotrwałej śpiączce. Jedno uratowane życie jest ważniejsze niż milion głosów w wyborach.

  • rikol

    Oceniono 18 razy 14

    Niesamowite. życzę wielu sukcesów, profesorowi i jego pacjentom.

  • adasiekptasiek

    Oceniono 16 razy 12

    Powodzenia i samych sukcesów.

  • ochujek

    Oceniono 68 razy 10

    Zaklął po wybudzeniu. Zobaczył Polskę PiS i zwątpił. Rozumiem i popieram.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX