1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Wielodzietni: Kamila, Wojtek i piątka. 'Z każdym kolejnym weryfikowało się grono znajomych' [FOTOREPORTAŻ]

Kamila mieszka w Gdyni z mężem i pięciorgiem dzieci - najstarsze ma 16, najmłodsze - 3 latka. Niektórzy nie mogą tego pojąć. 'Pytano nas, czy na uroczystość przyjdziemy razem, czy wszyscy jeździmy na wakacje. - Nie, odliczamy - odburknął raz Wojtek'.
Zdjęcie z cyklu: 'Migawki z życia rodziny' Zdjęcie z cyklu: 'Migawki z życia rodziny' fot: Elwira Kruszelnicka, www.elwirak.com

"Dookoła pełno łez, nie moich. Nie pozwoliłam sobie na chwilę zwątpienia"

Seria zdjęć "Migawki z życia rodziny" autorstwa Elwiry Kruszelnickiej to nie tylko świetne kadry, to również - a może przede wszystkim - opowieść o zwyczajności, miłości i pokorze. Na kilkudziesięciu obrazach składających się na opowieść o historii wielodzietnej rodziny poznajemy rodziców: Kamilę i Wojciecha oraz piątkę ich dzieci: Filipa (16), Kacpra (13), Urszulę (7), Emilię (4) i najmłodszego syna Franciszka (3), który przeszedł chorobę nowotworową.

Franek: najmłodszy synfot: Elwira Kruszelnicka, www.elwirak.com

- Zastanawiałam się, jak wygląda codzienność w tak dużej rodzinie. Aż w końcu przyszedł czas, gdy miałam okazję podpatrzeć z aparatem, jak żyje rodzina z piątką dzieci. Zobaczyłam chwile jak migawki, powtarzalne w rytmie tygodniowym - poranne wstawanie, ubieranie, powroty z przedszkola, zabawę, posiłki, wspólne oglądanie filmów. Zobaczyłam, że siłą tej rodziny jest wzajemne wspieranie się - mówi nam fotografka z Gdyni, Elwira Kruszelnicka, której prace były nagradzane przez National Geographic Polska, Amnesty International, Reader's Digest czy Gdańsk Press Photo.

Kruszelnicka lubi fotoreportaż i kiedy staje za obiektywem, interesuje ją zatrzymanie w kadrze tego, co najbliższe, codzienne, zwyczajne, niewyreżyserowane. Swoich bohaterów fotografuje w ich naturalnym środowisku.

Codzienność wielodzietnej rodzinyfot: Elwira Kruszelnicka, www.elwirak.com

Oni są całością

Fotoreportaż "Migawki z życia rodziny" to opowieść o tym, jak funkcjonuje dom z piątką dzieci. Rodzinę Kamili, matki, która oprócz dzieci ma też pracę zawodową i naukową, poznajemy w codziennych, czasami monotonnych czynnościach. Widzimy, jak wspólnie jedzą, przygotowują posiłki, widzimy dzieci podczas zabawy, ale też w momentach, gdy są zmęczone, odrabiają lekcje, maszerują do szkoły. Poznajemy rodziców, którzy kochają, są zapracowani, dzielnie pokonują trudy codzienności.

- Gdy pojawiłam się w domu Kamili i zaczęłam fotografować ją z rodziną, bardzo szybko poczułam, że nie mogę opowiedzieć tylko o Kamili, bo Kamila to rodzina. To piątka dzieci i mąż. Oni są całością, wspierając się w każdej sytuacji. Ta jedność mnie ujęła - wspomina pracę z wielodzietną rodziną Kruszelnicka.

Kiedy fotoreportaż był już gotowy, Kamila do obrazów dodała swoją osobistą opowieścią. Spisała to, co najważniejsze, najpiękniejsze i najtrudniejsze w jej rodzinie.

Dlaczego ludzi tak dziwi wielodzietność?

Podpisy pod zdjęciami są opowieścią Kamili o jej na pozór zwykłym życiu. Matka pięciorga dzieci opowiada m.in. o tym, dlaczego ludzi dzisiaj tak dziwi wielodzietność, o tym, jak każde kolejne dziecko weryfikowało grono ich znajomych, a także o tym, jak w 2015 r. ich życie pękło, kiedy najmłodszy syn Franek został skierowany na oddział onkologii dziecięcej. Kamila opowiada o wyjałowionej rzeczywistości domu bez matki, opisuje tygodnie spędzone z synem na oddziale onkologicznym. Z opowieści Kamili dowiadujemy się też, jakie kłopoty organizacyjne czy finansowe trapią tak liczną rodzinę.

W jednym zdaniu matka piątki dzieci napisała: "Dookoła pełno łez, nie moich. Nie pozwoliłam sobie na chwilę zwątpienia", w innych czytamy: "Nigdy nie zrezygnowaliśmy z siebie z powodu dzieci. Wręcz przeciwnie".

Jak zatem pogodzić związek, partnerstwo, pracę, swoje zainteresowania z wychowaniem dzieci? Poznajcie historię rodziny z Kielna.

Autorce zdjęć dziękujemy za możliwość opublikowania ich na naszym portalu. Bohaterom fotoreportażu, czyli Kamili, Wojciechowi, Filipowi, Kacprowi, Urszuli, Emilii i Franciszkowi dziękujemy za to, że pokazali nam, że dzięki wsparciu, miłości i pracy można stworzyć nie tylko wspaniałą rodzinę, ale także razem przezwyciężyć trudności życia.

Więcej prac Elwiry Kruszelnickiej zobaczycie tutaj

Zapraszamy również na profil fotografki na Facebooku.

'Migawki z życia rodziny' 'Migawki z życia rodziny' fot: Elwira Kruszelnicka, www.elwirak.com

Mam na imię Kamila i jestem szczęśliwa

    Wojtka poślubiłam w 2000 roku. Mamy pięcioro dzieci: Frania (3), Emilkę (4), Ulę (7), Kacpra (13) i Filipa (16). Jeszcze jako zakochani nastolatkowie rozmawialiśmy o założeniu rodziny i dzieciach, trójce, może czwórce. Franio nas zaskoczył, ku uciesze całej rodziny. Wielodzietność nie jest popularna w naszym najbliższym otoczeniu.

    Spotykaliśmy się z niedowierzaniem przyjaciół i znajomych, kolegów i koleżanek z pracy, niejednokrotnie z krytycznymi komentarzami. Grono naszych najbliższych znajomych się ''zweryfikowało''. Coraz częściej pytano nas, czy na uroczystości pojawimy się wszyscy, przed wyjazdem na wakacje pytali, czy jedziemy całą rodziną. No a jak? Te pytania wprawiały nas w osłupienie. Kiedyś Wojtek odburknął w odpowiedzi: Nie, zrobimy odliczanie: "Entliczek, pętliczek, nie jedziesz Ty".

      'Migawki z życia rodziny' 'Migawki z życia rodziny' fot: Elwira Kruszelnicka, www.elwirak.com

      Większość czasu spędzaliśmy w salonie przy wielkim stole

        Mieszkanie przearanżowaliśmy. Z sypialni zrezygnowaliśmy na poczet urządzenia pokoiku dla dziewczynek i kosztem spania na rogówce w salonie, co jest raczej powszechne w polskich mieszkankach. Czekaliśmy na tę rogówkę 6 tygodni. A piękna to była sypialnia, z prawdziwym łóżkiem małżeńskim, ogromną szafą garderobianą, stoliczkiem. Urządziliśmy ją sobie na 10. rocznicę ślubu.

        Machnęliśmy ręką, wierząc, że kiedyś tam pojawi się szansa na sypialnię. To wszystko było nieważne. I tak większość czasu spędzaliśmy w salonie przy wielkim stole. To mój ulubiony mebel. To ogromny stół dębowy z ośmioma krzesłami. Tam pracowaliśmy, podczas gdy dzieci odrabiały lekcje, rysowały, graliśmy w planszówki.

        'Migawki z życia rodziny' 'Migawki z życia rodziny' fot: Elwira Kruszelnicka

        Franio był bodźcem do podjęcia decyzji o budowie domu

          Zanim wróciłam do pracy po urlopie macierzyńskim, okazało się, że urlop ten przedłuży się o Frania. I to Franio był bodźcem do podjęcia decyzji o budowie domu. Długo szukaliśmy większego mieszkania lub domu z wtórnego rynku.

          Pewnego dnia Wojtek wrócił z pracy i powiedział:

          - Kupmy ziemię w Kielnie i postawmy na niej dom z bali. I zaczęła się ciekawa przygoda. Szukanie miejsca, kupno ziemi, wycieczki po stosownych urzędach, aby działkę uzbroić w wodę i prąd. Uczyliśmy się bycia inwestorami. Kielno to miejsce, z którym związana jest historia mojej rodziny ze strony Mamy. Tam są groby przodków i tam braliśmy ślub.

            'Migawki z życia rodziny' 'Migawki z życia rodziny' fot; Elwira Kruszelnicka

            Frania skierowano na oddział onkologii dziecięcej

              16 lutego 2015 r. nasze życie pękło. Frania skierowano na oddział onkologii dziecięcej. To było niewymówione tąpnięcie. Nie wiedzieliśmy, jak trudny czas przed nami. Oczekiwanie na diagnozę było najtrudniejsze. Długotrwały pobyt z Franiem w szpitalu pozbawił dzieci poczucia bezpieczeństwa, które za wszelką cenę staraliśmy się im zapewnić.

                'Migawki z życia rodziny' 'Migawki z życia rodziny' fot: Elwira Kruszelnicka

                Starałam się, aby nie było widać cewników i wkłuć

                  Mimo ogromnego wsparcia przyjaciół i rodziny, którzy przynosili Wojtkowi gotowe obiady, pomagali w opiece nad maluchami, dom bez mamy wyjałowił naszą rzeczywistość. Dzieci bały się o Frania, tęskniły za mną, a ja karmiłam piersią i nie mogłam zostawić Frania w szpitalu, nie chciałam.

                  Potem, gdy już zaczął jeść inne pokarmy, wspomogła nas mama. Zmieniała mnie w szpitalu. Cóż to były za trudne spotkania. Na kilka godzin. Kilka najcenniejszych godzin. Pokazywałam im filmiki z postępami Frania, starałam się, aby nie było widać cewników i wkłuć. Byłam niewiarygodnie twarda. Dookoła pełno łez, nie moich. Nie pozwoliłam sobie na chwilę zwątpienia.

                    'Migawki z życia rodziny' 'Migawki z życia rodziny' fot: Elwira Kruszelnicka

                    Największym marzeniem było dla mnie to, aby spędzić dzień w siódemkę

                      Chłopcom pogorszyły się wyniki w nauce, Emilka była taka malutka, tak ze mną zżyta, a nagle znalazła się w żłobku. Największym marzeniem było dla mnie to, aby spędzić dzień w siódemkę albo pójść na wspólny spacer. I udało się. Gdy pani doktor pozwoliła mi wyjść z Franiem do parku przy Dębinki 7, Wojtek przywiózł dzieci. Było wspaniale.

                        'Migawki z życia rodziny' 'Migawki z życia rodziny' fot: Elwira Kruszelnicka

                        Czekały na mnie trzy sukienki do wyboru

                          Był jeszcze taki dobry moment, niezwykle trudny, lecz piękny. Emilki drugie urodzinki. Mama przyjechała mnie zastąpić po kolejnej operacji Frania. Tata miał wielki udział w mamy byciu z Franiem, w pomocy nam wszystkim. Rutynowo przywoził mamę do szpitala, a mnie zawoził do Wojtka i dzieci. Gdy weszłam do domu, czekały na mnie trzy sukienki do wyboru, które Wojtek dla mnie wyprasował.

                          Dom był pełen gości, jak zawsze podczas urodzinek dzieci. Stół pięknie nakryty, tort, świeczki i Emilka, która się we mnie wczepiła. Wytuliłam się z dzieciakami, porozmawiałam. Gdy wróciliśmy do domu po pierwszym cyklu chemii, było już naprawdę cudownie. Najpiękniej. Wszyscy byliśmy w domu. Obejrzeliśmy wspólnie film, wróciliśmy do naszego stołu.

                            'Migawki z życia rodziny' 'Migawki z życia rodziny' fot: Elwira Kruszelnicka

                            Dwa cykle chemioterapii wystarczyły

                              Choroba Franka nauczyła nas pokory i pokazała, jakie to szczęście mieć dzieci, mieć zdrowe dzieci, móc z nimi być, móc podziwiać, jak się pięknie rozwijają, jak się kochają, jak czerpią siłę ze swojego wzajemnego towarzystwa. Mimo bolesnych zabiegów, kilku operacji, Franio był bardzo pogodny.

                              Na oddziale chemioterapii nauczył się siadać, raczkować i chodzić. Na szczęście nowotwór wykryto wystarczająco wcześnie. Dwa cykle chemioterapii wystarczyły. Dziś nikt by nie uwierzył, że aż tyle doświadczył. Jest taki pulchny i radosny. Niestety nadal musimy jeździć na kontrole. Każda kolejna jest trudniejsza, ponieważ przypomina tamten ból. Ale tak trzeba, ponieważ nowotwór był złośliwy.

                              W czasie gdy Franio chorował, staraliśmy się sprzedać mieszkanie. Kwestie budowy zeszły na dalszy plan. W zasadzie przestały istnieć na dobry rok. W czerwcu 2015 była ostatnia scyntygrafia w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, a potem spokój. Franio wyzdrowiał. Wracaliśmy do normy.

                                'Migawki z życia rodziny' 'Migawki z życia rodziny' fot: Elwira Kruszelnicka

                                Bardzo tęsknię za naszym stołem

                                  Mieszkanie udało się sprzedać i zamieszkaliśmy z moimi rodzicami. Wrócił temat budowania domu. Mieszkamy tu już drugi rok. Bardzo tęsknię za naszym stołem, który jest przechowywany w kontenerze razem z całym naszym dobytkiem. Tu zabraliśmy tylko niezbędne rzeczy: podręczniki, książki, biurko, ulubione zabawki, gry planszowe, komputery.

                                  Rodzice pozwolili nam zająć górę domu, tata odstąpił nam swój gabinet, który jest teraz naszym salonem, w którym spędzamy najwięcej wspólnego czasu. Mama przeszła na emeryturę. Gdy Franio miał chemię, zadeklarowała chęć zaopiekowania się nim po moim powrocie do pracy po urlopie macierzyńskim.

                                    'Migawki z życia rodziny' 'Migawki z życia rodziny' fot: Elwira Kruszelnicka

                                    Nieśmiało snuliśmy plany na wakacje

                                      Pomoc mamy w czasie leczenia była nieoceniona. Pierwszy dzień chemii to ona mu towarzyszyła. Tak bardzo się bałam, wciąż tę konieczność wypierałam. Byliśmy wówczas na pierwszej rocznicy ślubu Ewy i Tomka. Nie potrafiłam się cieszyć, przepłakałam całą uroczystość. Gdy Franio zrezygnował z piersi, mama czasem zostawała na noc. Jakie cudowne było móc ukryć się w ramionach Wojtka, w nocy, na rogówce. Płakaliśmy oboje. Dzieci nie widziały, spały w swoich sypialniach. Cieszyliśmy się wspólnymi nocami. Rozmawialiśmy, nieśmiało snuliśmy plany na wakacje.

                                        'Migawki z życia rodziny' 'Migawki z życia rodziny' fot: Elwira Kruszelnicka

                                        Staram się być uważna

                                          Po przeprowadzce koncentrowaliśmy się na tym, by dzieci czuły się bezpiecznie. Ula i Emilka były w nowym środowisku, w nowym przedszkolu, a Kacpi kończył szkołę podstawową. Filip jest skryty i zawsze ustępuje miejsca innym. Nie potrzebuje mniej czasu niż młodsze rodzeństwo, ale nie walczy o niego. Staram się być uważna.

                                          Gdy pytam, co u niego, nie otrzymuję odpowiedzi od razu. Ale gdy usiądę u niego w pokoju i chwilkę posiedzę, i już wie, że mam czas, zaczyna mówić. I zawsze zdobywam cenne informacje. Filip się wtedy otwiera i mówi. Jestem z niego dumna i podziwiam jego doskonałą organizację.

                                            'Migawki z życia rodziny' 'Migawki z życia rodziny' fot: Elwira Kruszelnicka

                                            Wszyscy mamy obowiązki

                                              Jestem menadżerem domu i naszego rodzinnego życia. Nieskromnie przyznam, że jestem świetnie zorganizowana. Z Wojtkiem zawsze dzieliliśmy się obowiązkami domowymi. Potrafi wszystko. Obowiązkami dzielimy się również z dziećmi.

                                              Wspólnie opracowaliśmy grafik cięższych prac domowych, poza codziennymi. W grafiku w domu rodziców ujęliśmy również Emcię, do której należało ustawianie butów w przedpokoju i podlewanie kwiatków. Chyba, że coś pomyliłam. Obecnie grafik nam niepotrzebny. Wszyscy już pamiętamy co do kogo należy. Staramy się współpracować.

                                              Spotkałam się z dezaprobatą włączania dzieci do sprzątania toalety czy mycia podłóg. Nie rozumiem. Wychodzę z założenia, że skoro każdy korzysta z toalety, każdy może ją od czasu do czasu starannie wysprzątać. Oczywiście nie każę tego robić maluchom. Ważne, że wszyscy mamy obowiązki. Dzięki temu, że jest nas dużo, prace domowe nie zajmują nam więcej niż pół godziny dziennie. Gdybym miała wszystko zrobić sama, na pewno nie znalazłabym czasu na pracę zawodową, a tej mam bardzo wiele. Tymczasem samo wieszanie prania po naszej gromadce jest dość czasochłonne.

                                                'Migawki z życia rodziny' 'Migawki z życia rodziny' fot: Elwira Kruszelnicka

                                                Pierwszy wstaje Wojtek

                                                  Często jestem pytana o to, jak ja to wszystko godzę. To nie jest trudne. Nie jestem sama. Jest nas dwoje, a dzieci nie są w jednym wieku.

                                                  Starsi chłopcy świetnie radzą sobie z młodszym rodzeństwem. Umieją ich zachęcić do pracy, do wspólnej zabawy, a gdy prosimy chętnie się nimi opiekują. Rutyna dnia powszedniego jest u nas ugruntowana. Pierwszy wstaje Wojtek. Cały dom wówczas śpi. Ubiera się, robi toaletę poranną, szykuje kanapki do szkoły i do pracy dla wszystkich, budzi dziewczynki, pomaga się im ubrać. I to jest moment, gdy któraś zaczyna płakać. Z różnych powodów, bo chcą jeszcze pospać, bo nie ten kolor bluzeczki, bo jest za jasno, bo rajstopki gryzą. To bodziec dla mnie.

                                                  Odgłosy dzieci momentalnie mnie budzą. Wówczas wspieram Wojtka w dalszych działaniach. Czeszę dziewczyny, Wojtek przygotowuje im płatki na mleku, potem myją ząbki i idą. Wszystko odbywa się w  moim skrajnym napięciu. Denerwuję się, że ich piski, sprzeczki, popłakiwania zbudzą rodziców lub Frania, którzy lubią pospać.

                                                  'Migawki z życia rodziny' 'Migawki z życia rodziny' fot: Elwira Kruszelnicka

                                                  To wspaniałe wracać do domu na ciepły obiad

                                                    W zależności od tego, o której chłopcy zaczynają szkołę, budzą się i zajmują mi łazienkę. Ostatnio zaczęłam wcześniej wstawać, by zdążyć z makijażem, zanim oni zaczną układać sobie włosy. Są samodzielni. Sami robią sobie płatki, chwytają swoje drugie śniadanie i idą na autobus.

                                                    Po pracy wracam do domu, chwilkę rozmawiam z rodzicami lub tylko z mamą, bo tata nadal pracuje, trochę się krzątam, jem obiad, który od poniedziałku do piątku przygotowuje mama. To wspaniałe, tak wracać do domu na ciepły obiad. W weekendy kuchnię przejmuję ja lub Wojtek, w zależności od tego, czy mam zajęcia na uczelni. Przeważnie przed odebraniem dziewczynek ze szkoły i z przedszkola zdążę się jeszcze kwadrans zdrzemnąć.

                                                      'Migawki z życia rodziny' 'Migawki z życia rodziny' fot: Elwira Kruszelnicka

                                                      Chwilkę spędzamy razem przy stole

                                                        Franio długo śpi w dzień, a w efekcie późno kładzie się spać wieczorami. Już się do tego przyzwyczailiśmy. On się świetnie bawi do późnych godzin, gdy my załatwiamy swoje sprawy. Wojtek wraca z pracy kilka minut przed 17. Najpierw podaję mu obiad, chwilkę spędzamy razem przy stole, a potem zabieramy się za obowiązki domowe, pilnujemy, aby dzieci odrobiły lekcje, troszkę się z nimi turlamy, żartujemy.

                                                        Nie brakuje nam czasu na sprzeczki, ustalamy, co jest do zrobienia następnego dnia lub kto eskortuje Ulkę na zajęcia dodatkowe. Te stałe zajęcia wyznaczają nam tryb działania. Filip i Kacper wracają o różnych porach. Obaj chodzą również do szkoły muzycznej, więc wydawka obiadu w ich przypadku jest nieregularna. Wspólnie z mamą załatwiamy tę sprawę.

                                                        'Migawki z życia rodziny' 'Migawki z życia rodziny' fot: Elwira Kruszelnicka

                                                        Gdy Ula ma trening na basenie, Wojtek pływa na sąsiednim torze

                                                          Około godz. 19 przygotowuję kolację i wielki dzbanek słodkiej herbaty. Jemy razem. Czytamy dziewczynkom na dobranoc. Zasypiają w pół strony. Przy chłopcach czytanie też się sprawdzało, choć czytaliśmy wówczas ciekawsze książki i nawet, gdy już zasnęli, czytaliśmy dalej na głos. Uwielbiam, gdy Wojtek czyta. Ma dojrzały, ciepły, męski głos, którym umiejętnie pracuje, czytając dzieciom na głos. To magiczne momenty. Filip też się tak angażuje, choć może trochę przesadza ze swoją nutą teatralną.

                                                          Czasem, gdy mamy więcej do zrobienia w domu lub musimy ślęczeć przy komputerach, czytają im chłopcy. Bardzo nas wspierają. W miniony czwartek pomogli w opiece nad dziećmi wieczorem. Byłam z mamą na naszych zajęciach z aquafitnessu, gdy Wojtek dostał telefon od mechanika, że auto jest gotowe po naprawie. Nie chciał angażować taty do odbioru samochodu, wolał przy tej okazji zrobić sobie trening biegania. Mechanik jest prawie 13 km stąd - idealny dystans na dobry trening.

                                                          Gdy odstawiał auto, też przybiegł z powrotem. Gdy Ula ma trening na basenie, Wojtek pływa na sąsiednim torze. Gdy Ula ma tańce, czytam książkę, a gdy jest na zbiórce Zefirków, idę popływać lub nadrabiam towarzyskie zaległości telefoniczne. I tak to wygląda.

                                                          'Migawki z życia rodziny' 'Migawki z życia rodziny' fot: Elwira Kruszelnicka

                                                          Filip podał maluchom mleko z miodem

                                                            Chwytamy dla siebie chwile gdzieś w międzyczasach. Wystarczy chcieć. Ale nie o tym chciałam. Gdy wróciłam z pływalni, w domu było cicho. Zastałam Kacperka w łóżku między dziewczynkami. Opowiadał im bajki na dobranoc. Filip zupełnie spokojny odrabiał lekcje, a Franio zasypiał. Filip podał maluchom mleko z miodem z butelek (taki rytuał), ułożył ich do łóżek. Niby nic wielkiego, ale bardzo nam pomogło zrealizować własne plany.

                                                            Trzeba mieć przestrzeń dla siebie, choć mogłoby się wydawać, że taka przestrzeń nie istnieje. Pięcioro dzieci, praca na 1,5 etatu.

                                                              'Migawki z życia rodziny' 'Migawki z życia rodziny' fot: Elwira Kruszelnicka

                                                              Nigdy nie zrezygnowaliśmy z siebie z powodu dzieci. Wręcz przeciwnie

                                                                Dzieci nigdy nas nie blokowały. Ich pojawienie się było naturalne, oczekiwane. Mieliśmy ogromne szczęście do opiekunek, a był ich cały szwadron, począwszy od pani Dorotki, która zaopiekowała się Filipkiem, gdy wróciłam do pracy po pierwszym urlopie macierzyńskim, poprzez panią Wandzię, panią Henię, Agę G., Olgę, jej Olę, Agnieszkę P., Agnieszkę Z., Agnieszkę Ł., które były nam wparciem w czasie pracy, randek i pobytu Frania w szpitalu.

                                                                Mamy szczęście spotykać dobrych ludzi. Nigdy nie zrezygnowaliśmy z siebie z powodu dzieci. Wręcz przeciwnie.

                                                                  'Migawki z życia rodziny' 'Migawki z życia rodziny' fot: Elwira Kruszelnicka

                                                                  Najważniejsza jest dla nas rodzina

                                                                    Wierzę, że spełniona jestem w stanie więcej zaoferować dzieciom. Chłopcy obserwują Wojtka sukcesy i porażki z bieganiem, są z niego dumni, dopingują. Gdy bierze udział w kolejnych biegach gdyńskich, staramy się kibicować w dwóch miejscach trasy. Rok temu pobiegł w pierwszym półmaratonie. Niedługo pobiegnie po raz trzeci. Z siebie wzajemnie również nie rezygnujemy.

                                                                    Dbamy o to, aby znaleźć czas tylko we dwoje. Rzadko, ale udaje się nam wyjść do teatru czy na spacer. Spacery są wspaniałe. Słyszałam, że niektórzy ludzie w ogóle nie chodzą na spacery. Lubimy tańczyć. Lubimy też obejrzeć wspólnie film. Franio jest już na tyle duży, że czasem oglądamy wszyscy razem. To takie przyjemne widzieć reakcje ich wszystkich na film, to jak się w siebie wtulają. Cała piątka układa się do siebie tak ergonomicznie, że wystarcza im jedna sofa. Najważniejsza jest dla nas rodzina.

                                                                      'Migawki z życia rodziny' 'Migawki z życia rodziny' fot: Elwira Kruszelnicka

                                                                      Tęskno wszystkim za nieobecnymi

                                                                        Gdy jesteśmy razem, jest nam dobrze. Gdy ktoś wyjeżdża, tęsknimy. Gdy Wojtek wraca później z pracy (poza środą, gdy chodzi na siłownię), dzieciaki pytają, czemu taty jeszcze nie ma. Nieważne, czy Ula wyjeżdża na biwak zuchowy, czy Franio jedzie do teściów na czas wyjazdu mamy, czy Filip lub Kaper wychodzą na nocowankę, tęsknimy za sobą. Z jednej strony my jako rodzice mamy szansę poświęcić więcej czasu tym obecnym, z drugiej strony, tęskno wszystkim za nieobecnymi.

                                                                          'Migawki z życia rodziny' 'Migawki z życia rodziny' fot: Elwira Kruszelnicka

                                                                          Każde z dzieci jest inne

                                                                            Wszyscy jesteśmy różni, a jednoczy nas rodzina. Każde z dzieci jest inne. Filip jest rozsądny, zrównoważony, ma ugruntowane zainteresowania i skonkretyzowany plan na życie. A nawet kilka jego wersji. Był bardzo plastycznym dzieckiem. Łatwo było go przekonać, łatwo wymagać. W pewnym momencie obawiałam się, że jest zbyt grzeczny. Jako jedyny z naszych dzieci potrafi i lubi być sam. Ceni sobie spokój i ciszę, które w naszym domu są dobrami luksusowymi. Jest muzykiem, pożera książki, lubi języki obce i żeglarstwo. Filip to wyjątkowo obowiązkowy młodzieniec.

                                                                            Kacper jest typem sportowca. Imał się wielu dyscyplin, trenując każdą po kilka lat. Najpierw judo, potem noga, a obecnie jest w klasie koszykarskiej. Również muzykuje. Muzyka jest wszechobecna w naszej rodzinie. Wszystkie dzieci stale podśpiewują. To nieco męczące. Zdają się nie słyszeć, że pozostali też śpiewają i to coś zupełnie innego. Wojtek też stale śpiewa.

                                                                              'Migawki z życia rodziny' 'Migawki z życia rodziny' fot: Elwira Kruszelnicka

                                                                              Ulka ma duszę artystki i tendencje do rządzenia

                                                                                Kacper ma cierpliwość do małych dzieci. Chętnie się z nimi bawi i czerpie z tego przyjemność. Książek nie lubi i czyta z obowiązku. Jest bardzo wrażliwy. To dzięki niemu zmieniliśmy Filipowi szkołę, gdy okazało się, że trafił na niefortunny zespół klasowy. To Kacpi zauważył cierpienie Filipa i nas o tym poinformował. Jest filuterny, łobuzuje i robi to uroczo. Lubi przedmioty ścisłe.

                                                                                Ulka ma duszę artystki i tendencje do rządzenia. Świetnie organizuje zabawę maluchom. Słynie z wyjątkowego drygu do tańca. Lubi angielski i pływanie. Cała trójka należy do ZHP, do wodniaków (żeglarze). Chłopcy już do harcerzy starszych, a Ulcia jest zuchenką. Uważam, że przynależność do harcerstwa w dużej mierze wpłynęło na ukształtowanie ich charakterów. Jestem wdzięczna losowi, że trafili na takich świetnych instruktorów.

                                                                                'Migawki z życia rodziny' 'Migawki z życia rodziny' fot: Elwira Kruszelnicka

                                                                                To dzieci dają siłę i radość

                                                                                  Emilka jest na etapie świata różowo-fioletowego, a sukienki powinny być długie i się kręcić. Lubi chodzić w baletkach i oczywiście śpiewać. Emilka śpiewa najwięcej. Ma niewiarygodnie niski i donośny głos. Nawet, gdy rano szepcze mi do ucha: ''Mamo śpisz? Już jest dzień'', to ten szept jest przenikliwie donośny. Na urodzinki poprosiła o mikrofon. Już za miesiąc skończy 4 lata. Razem z Franiem są jak papużki-nierozłączki. Gdy Ula jest nieobecna, są jak bliźnięta. Wszystko robią razem, nawet śpią razem. To nasze kochane Maluchy. Taką mają ksywkę.

                                                                                  Franek jest amatorem aut. Uwielbia wozy policyjne, strażackie i ambulanse, tak samo bardzo jak koparki i inne maszyny budowlane czy rolnicze. Lubi, gdy czytamy mu książeczki. Zdumiewająco długo potrafi bawić się jakimś autkiem, leżąc na boczku na podłodze, wpatrując się w ruch kół. Wydaje przy tym mnóstwo dźwięków, nierzadko przy tym śpiewając. Uwielbia przyłączać się do zabaw dziewczynek, gdy np. bawią się petshopami.

                                                                                  W zabawie w dom najczęściej jest psem Rufusem Emilki lub synkiem Uli. Ula nie lubi, gdy im przeszkadza, ale jest tak wytrwały w dążeniu do celu jak Wojtek, więc Ula w końcu kapituluje i daje mu rolę. Ten przyjmuje każdą funkcję z radością. No i się bawią. Zgodnie lub mniej, lecz razem. Ile się przy tym nakłócą i nagodzą. Tego nie da się zastąpić niczym innym. Piszę o nich z nieudawanym entuzjazmem, bo to dzieci dają siłę i radość. Gdy piszę, z dołu dobiegają mnie ich śmiechy. Rodzice wyszli na kolację do mojej siostry, więc dzieciaki okupują dół. Chłopaki grają w szachy, a reszta dokazuje.

                                                                                    'Migawki z życia rodziny' 'Migawki z życia rodziny' fot: Elwira Kruszelnicka

                                                                                    Wojtka upór jest dla mnie wyzwaniem

                                                                                      Wojciech interesuje się sportem i motoryzacją. Ma talent lingwistyczny i ogromną wiedzę o polskim kinie. Kocha muzykę i stale jej słucha. Tak jak chłopcy, nie rozstaje się z telefonem lub iPadem - znak czasu. Trudno. Walczę z tym, jak mogę.

                                                                                      Mogę na niego liczyć. Dzięki jego zaangażowaniu w dom i rodzinę udało mi się być kim jestem. Znamy się od dzieciaka. Nasza bliższa znajomość zaczęła się 10 stycznia 1994 roku wieczorem, gdy Wojtek przyszedł do mojego domu i zapytał, czy poszłabym z nim na studniówkę. Uczyliśmy się siebie długo, zanim zdecydowaliśmy się na ślub. Jesteśmy przyjaciółmi. Tylko Wojtek jest w stanie naprawdę mnie podnieść z rozsypki. Różnie się nam układa.

                                                                                      Bywają dni smutne, głupie, zmarnowane, gdy oboje zacietrzewieni w swym uporze nie ustępujemy. Ale to mija i znów jest normalnie. Na kłótnie w zasadzie nie mamy czasu. Teraz, gdy już naprawdę dom się buduje, jest tyle dodatkowych spraw do załatwienia, że nie udaje się nam pokłócić. Czasem w aucie się rozprawiamy, gdy dzieci nie jadą z nami lub gdy zasną. Wojtka upór jest dla mnie wyzwaniem. Ale ja nie lubię gdy jest łatwo. Chyba nie o to chodzi, by było łatwo, prawda?

                                                                                        'Migawki z życia rodziny' 'Migawki z życia rodziny' fot: Elwira Kruszelnicka

                                                                                        Staram się dbać o sylwetkę

                                                                                        Ja jestem typem naukowca. Gdybym mogła, spędzałabym wolne chwile nad słownikami, pracując nad książką, którą miałam oddać w kwietniu 2016 roku. Gdy już zamieszkamy u siebie, zabiorę się za to. Lubię dziobać w tekstach. Poza tym relaksuję się w kuchni. Uwielbiam przyjmować gości. W wolnym czasie staram się dbać o formę. Wynoszenie pięciu brzuszków nie pozostaje bez różnicy dla organizmu, więc staram się dbać o sylwetkę.

                                                                                        'Migawki z życia rodziny' 'Migawki z życia rodziny' fot: Elwira Kruszelnicka

                                                                                        Nasza codzienność jest niezwykła

                                                                                          Czy jest w tym wszystkim coś niezwykłego? To codzienność naszej rodziny. Normalne życie. Jest nas dużo, więc mamy więcej wsparcia od siebie nawzajem. Siła, jaką daje nam rodzina, jest niezwykła. Czyli tak, nasza codzienność jest niezwykła. To ciągłe emocje. Życie to emocja, to wyzwanie. Kocham wyzwania.

                                                                                          Więcej prac Elwiry Kruszelnickiej zobaczycie tutaj

                                                                                          Zapraszamy również na profil fotografki na Facebooku.

                                                                                           

                                                                                            Komentarze (40)
                                                                                            Wielodzietni: Kamila, Wojtek i piątka. 'Z każdym kolejnym weryfikowało się grono znajomych' [FOTOREPORTAŻ]
                                                                                            Zaloguj się
                                                                                            • Oceniono 93 razy 49

                                                                                              jak ktos lubi miec w chałupie wieczny syf ,wrzask i bardak , domowe przedszkole to jego brocha i sprawa. Ja z żona cenimy spokoj i zero bachorów . To indywidualny wybor kazdego czlowieka . Nikt nie ma prawa ani zabraniac ludziom posiadania tuzina potomstwa ale tez nikt nie powinien miec prawa do zmuszania kobiet do rodzenia niechcianych bachorów . Rzecz w tym ze jak ktos sie zdecyduje na posiadanie takiej ilosci dzieci to niech równiez bedziego stac na ich utrzymanie a nie dzialanie w mysl zasady "bóg dał dzieci-da tez i na dzieci" bo takie bezmyslne bydło bym przymusowo sterylizował .Tu widac na fotkach ze rodzina samowystarczalna a nie na garnuszku podatników i OK.

                                                                                            • evi-ana

                                                                                              Oceniono 57 razy 41

                                                                                              Odgrzewany artykuł.
                                                                                              Czy szanowni "wielodzietni" zrobili sobie rekonesans tego, jak traktowali swoich znajomych? Bo może się okazac, że przyjaciele zniknęli, kiedy po raz kolejny przyszli do nich i zamiast wysłuchania otrzymali dzieciaka do bawienia (czyli ich potrzeby zostały zlekceważone, za to robili za darmową nińkę)) - jeśli przez kilka lat było właśnie w ten sposób, to niech się nie dziwią, bo przyjaźń musi byc dwustronna.
                                                                                              Osobiście znam jednego zagorzałego przeciwnika wielodzietnych rodzin - faceta najstarszego z pięciorga dzieci, który zawsze podkreślał, że przez to ilu ich było, rodzice nie mieli wystarczającej ilości czasu dla każdego, a dokładnie obowiązku w postaci opieki nad kilkulatkami nastolatkowi też zachwytu w nim nie wzbudzało. Tacy rodzice muszą zrozumiec, że decyzja o kolejnych dzieciach nie oddziaływuje tylko i wyłącznie na nich, ale też na starsza dzieci, które też mają prawo do uwagi swojego rodzica ( nie wspominając też o kwestiach finansowych, bo czym więcej dzieci tym mniej pieniędzy chocby na rozwój tych starszych).
                                                                                              Dla mnie wielodzietni są trochę lekkomyślni - chcą miec kilkoro dzieci, co jest ich wyborem(mam nadzieję, że świadomym) a z drugiej strony oczekują od innych pomocy w każdej postaci, bo "oni mają dużo dzieci to potrzebują". Czyli niech wszyscy im niańczą dzieci, dają co mają itp. o kwestiach finansowych nie będę wspominac.
                                                                                              PS. argument, że te dzieci będą pracowały na emerytury - słaby, bo częściej właśnie te dzieci jak wystartują z rodzinnego domu to nie zatrzymują się na granicy państwa, a ją przekraczają, lub też wolą powielic schemat życia rodziców i płodzic na potęgę, przez co na pracę już im czasu brakuje.

                                                                                            • karburatorek

                                                                                              Oceniono 59 razy 41

                                                                                              Wychowaliśmy z żoną SZÓSTKĘ. Nie teraz - ZA KOMUNY. Jak w sklepach nie było nic, i wcale ręki nie wyciągaliśmy do państwa że coś się nam należy. Żona siedziała w domu, a ja pracowałem. Przepraszam: na pewno nie "siedziała" - bo pracy przy szóstce było! A ja byłem siódmy któremu też trzeba było uprać, zrobić kanapki do pracy i obiad wieczorem. Jak miałem trochę czasu, to jechałem "na polowanie" i byłem mistrzem w załatwianiu różnych rzeczy - głównie jakiegoś lepszego jedzenia, ubrań, artykułów gospodarstwa domowego. Ile było radości, jak udało się coś zdobyć!
                                                                                              Mieszkaliśmy w mieszkaniu komunalnym, ale było naprawdę duże! Przy prawie 150 metrach każde z dzieci miało swój kąt - swoje biurko, swoje miejsce do zabawy, niektóre miały swoje zwierzątka.
                                                                                              W wakacje jeździliśmy do domu mojej mamy na wieś - latem pławienie w rzece i wyprawy do lasu, zimą narty i lepienie bałwana. O wyjazdach zagranicznych trudno było w tej sytuacji marzyć. Ale było pięknie. Do tej pory dzieci wspominają ten czas jako jeden z piękniejszych w życiu. Teraz mieszkamy za granicą (dalej wszyscy!), a dzieci są strasznie za sobą - już są wszystkie dorosłe, ale wiedzą, że mogą na siebie nawzajem liczyć i pomagają sobie jak tylko jest potrzeba. Studiują, zakładają rodziny, mają dzieci i SĄ SZCZĘŚLIWE. A my z żoną się cieszymy ich szczęściem. Nie zrobiliśmy kariery zawodowej, nie mamy jakiegoś wielkiego majątku - ale ludzie spełniają się w różny sposób. Duża rodzina to był nasz wybór i nigdy tego nie żałowaliśmy.

                                                                                            • strange_email

                                                                                              Oceniono 91 razy 27

                                                                                              Ludzie, ta planeta nie jest z gumy, ja rozumiem, że Arabowie się rozmnażają jak wściekli ale ileż można...
                                                                                              Co więcej, fajnie byłoby, gdyby ludzie mający dużo dzieci odprowadzali proporcjonalnie więcej do budżetu na edukację, zdrowie itp.

                                                                                            • hellk

                                                                                              Oceniono 28 razy 22

                                                                                              Fajne fotki, sympwtyczna ekipa. Jedyne zle skojarzenie, to wszystkie te sytuacje w ktorych mialem w roznego rodzaju placowkach silne wrazenie, ze moje dzieci sa z definicji gorsze od dzieci z rodzin wielodzietnych. Zwlaszcza w czasach, kiedy mialem tylko jednego potomka, ktory patrzyl przez plot i nie rozumial, dlaczego inne dzieci moga chodzic do przedszkola - a on nie.

                                                                                            • corvelinho

                                                                                              Oceniono 27 razy 19

                                                                                              Z całym szacunkiem ale to raczej ci znajomi zweryfikowali relację z tą rodziną a nie na odwrót. Tak jak ktoś już tu napisał- o przyjaźnie trzeba dbać i każdemu znajomemu na dłuższą metę zbrzydnie wysłuchiwanie jazgotu 5 dzieci na spotkaniu czy to że rodzice takich gromadek często zatracają kompletnie umiejętność rozmowy na tematy inne niż te około dziecięce. Co kogo obchodzi konsystencja kupki czy to że maluch śpi 3 czy 5 razy dziennie..
                                                                                              Więc to naturalne że stając się dość nudnymi osobami straciliście zainteresowanie ze strony innych ludzi..

                                                                                            • rossignols

                                                                                              Oceniono 23 razy 17

                                                                                              A po co artykuł? Rodzina, jak każda. Jakby napisac, że moja 4-sobowa jest super, bo wszystko gra. Ta tutaj jest większa. Każdy podejmuje decyzje i żyje z konsekwencjami, trudnosciami, radościami. Przynajmniej tutaj wydaje się, że dzieci są chciane, zadbane i rozwijane. Ale to nie jest norma w Polsce. Gdzie "katolik" zmusza żone do seksu (bo to jej katolicka powinność) i potem musi te dzieci rodzić. A podatnicy je finansować. Najważniejsze, że decyzje są świadome i, miejmy nadzieję, że kiedys w Polsce doczekamy się też: finansowane przez samych zainteresowanych.

                                                                                            • w_pis-du

                                                                                              Oceniono 17 razy 9

                                                                                              A czy ludzi dziwi wielodzietność? Pewnie to jest tak jak z wiarą i z macierzyństwem. Dla jednych jest to prywatna sprawa i sami dla siebie obcują ze swoim bogiem a i z karmieniem cycem nie mają problemów a dla innych wiąże to z zawłaszczaniem w tych zagadnieniach przestrzeni publicznej przez krzyżowanie wszystkiego i straszenie cycem. Chce ktoś mieć czeladkę w domu, to co mnie do tego?

                                                                                            • sonix24

                                                                                              Oceniono 30 razy 6

                                                                                              Bezmózgie kocenie się na przeludnionej planecie jest oznaką choroby psychicznej.

                                                                                            Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX