Kłopoty z gryzieniem

Mój dwuletni synek nie potrafi ani gryźć, ani przeżuwać. Je wyłącznie rozdrobnione pokarmy, kaszki, zupy z drobno posiekanymi składnikami, drugie danie tylko z sosem. Próby podania mu jedzenia, które wymaga gryzienia, kończą się dławieniem, wypychaniem jedzenia językiem, czasami nawet wymiotami i płaczem. Wielokrotnie próbowałam zachęcić synka własnym i innych dzieci przykładem, ale nic nie skutkowało. Za rok chciałabym posłać go do przedszkola, ale obawiam się, że może się to okazać niemożliwe ze względu na kłopoty z jedzeniem. Co powinnam zrobić?

Zbyt późne wprowadzanie do diety dziecka pokarmów wymagających gryzienia często powoduje trudności z przeżuwaniem i połykaniem kawałków jedzenia. Aby uniknąć tego typu kłopotów, każdy maluch już w drugim półroczu życia powinien stopniowo dostawać wafle ryżowe, chrupki kukurydziane czy chleb bezglutenowy oraz coraz mniej rozdrabniane zupy jarzynowe.

Prawdę mówiąc, nie znam żadnego skutecznego sposobu, w jaki mogłaby Pani nakłonić synka do gryzienia. Jedyna rada to uzbroić się w cierpliwość i czekać, aż małemu znudzą się papki. Cierpliwość jest konieczna, ponieważ do czwartego roku życia trudno jest dziecku coś wytłumaczyć lub do czegoś je nakłonić. A już na pewno nie uda się to z dwulatkiem, przeżywającym okres buntu i przekory. Ten okres trzeba zdecydowanie przeczekać.

Jestem mamą dwuletniego Mikołaja. Przez 21 miesięcy karmiłam synka piersią. Od ósmego miesiąca zaczął próbować naszego jedzenia i mu się to spodobało. Niezbyt dobrze radził sobie tylko z gryzieniem. Czasem gryzł, jednak zdarzało się, że nawet małe kawałki wywoływały u niego odruch wymiotny. Teraz synek poza chlebem, paluszkami, frytkami i wafelkami nie chce nic gryźć i - co gorsza - nie chce niczego nowego spróbować. Aby zjadł obiad, muszę mu zmiksować naszą zupę na papkę. Gdy na łyżce pojawi się ryż lub kawałek makaronu, mały zaraz pluje. Wyjmuje nawet owoce z jogurtu. Kilka razy podejmowałam próby karmienia syna mniej rozdrobnionym jedzeniem, lecz bezskutecznie. Po pierwszej łyżce odmawiał jedzenia i przez kilka następnych dni w ogóle nie chciał nic jeść. Co robić? Przegłodzić malca? Jak zachęcić go do zjedzenia choćby jajecznicy?

Proponowałbym się zrelaksować i przestać zajmować problemem jedzenia, chyba że mimo Pani wysiłków dziecko w ogóle nie przybiera na wadze. Zasada prawidłowego żywienia polega na tym, że to dziecko decyduje, czy i ile będzie jadło. My zaś decydujemy, co, jak i kiedy będzie jadło. Powinno to polegać na tym, że korzystając z naszej wiedzy i zaleceń medycznych, dajemy maluchowi produkty, które powinien jeść, a on decyduje, ile i co zje. A zatem w dużej mierze należy zdać się na instynkt dziecka. Moje własne dzieci miały fazy jedzenia np. tylko parówek, chleba czy zdecydowanego odmawiania najdrobniejszych "farfocli" w zupie przez kilka dni, tygodni czy nawet miesięcy i nic złego w tym czasie się nie wydarzyło. Odpowiednio przybierały na wadze, a po czwartym roku życia zaczęły jeść coraz więcej.

Poza tym bardzo trudno cokolwiek zwojować z dwulatkiem, bo to taki okres w rozwoju, kiedy malec na wszystko mówi "nie". Radzę więc jedynie cierpliwie i konsekwentnie podsuwać synkowi właściwe produkty i spokojnie czekać na zmianę jego upodobań. I proszę nie chodzić za dzieckiem z jedzeniem. Wyznaję zasadę: kuchnia wydaje posiłek o określonej porze, dziecko zjada, ile zechce i choćby jęczało i płakało z głodu, musi poczekać do następnego terminu wydawania posiłku. Tylko w ten sposób można się przeciwstawić dziecięcej tyranii.

Więcej o: