Zamiast do muzeum czy teatru, wycieczka na farmę. "Dzieci oglądają alpaki i jedzą kiełbasę. Serio?"

Wycieczki szkolne to bardzo emocjonujący temat na każdym zebraniu z rodzicami. Choć nauczyciele starają się organizować je z myślą o dzieciach i kierują się ich dobrem, to rodzice często to negują i nie doceniają. "Słyszałem, że do jednej z okolicznych farm było organizowanych w ciągu roku aż piętnaście wycieczek" - pisze w liście do redakcji oburzony rodzic, która narzeka na monotonię.

Wycieczki szkolne to doskonała odskocznia od szarej codzienności i ciągłej nauki. Zwiedzanie czy spacery to nie tylko możliwość poszerzania wiedzy, ale także aktywność fizyczna, której tak bardzo dzisiaj brakuje uczniom. I choć wydaje się, że wycieczki szkolne organizuje się, tylko aby zapełnić program szkolny, to w wielu przypadkach tak nie jest. Wyjazdy powinny mieć charakter edukacyjny. Nie bez powodu mówi się, że podróże kształcą, bo już nawet podczas wycieczki szkolnej dzieci mogą poznać nowy region czy miasto, zagłębić się w historię oraz obyczaje. Olbrzymim plusem jest także to, że uczniowie zapamiętują znacznie więcej wiadomości podczas zwiedzania niż na lekcji.

W mediach ostatnio szerokim echem odbił się temat szkolnych wycieczek, które organizują nauczyciele. Ci często wybierają miejsca, które nie są atrakcyjne dla uczniów. Jedna z matek, która odezwała się do portalu Mamadu, przyznała, że "jej zdaniem dzieci mogłyby zyskać znacznie więcej, gdyby nauczyciele się nieco bardziej postarali". Na jej słowa reaguje nasz czytelnik, pan Maciej, który jest ojcem dwóch synów - 7-letniego Alana i 10-letniego Kacpra. 

Zobacz wideo Jakie są problemy polskiej szkoły? "Regularność zmian w systemie edukacji daje nam mocno w kość"

Ojcu nie podoba się podejście wychowawczyni. "Zamiast jechać do muzeum czy na wystawę, to wolą wsadzić uczniów w autobus"

"Jestem dumnym ojcem dwóch synów w wieku szkolnym. Alan chodzi do drugiej klasy szkoły podstawowej, a Kacper do czwartej. Choć obowiązkami rodzicielskimi dzielę się razem z żoną, to na zebrania klasowe chodzę sam. W dużej mierze to dlatego, że matka moich dzieci często pracuje na drugie zmiany i ma zajęte popołudnia. Na szczęście nie mam z tym problemu, bo jestem rodzicem, który lubi się angażować w szkolne projekty. Zaznaczam, że robię to dla swoich dzieci, a nie z pasji. Sporo słucham i często zabieram głos, ale nie jestem przy tym zbyt roszczeniowy. Najbardziej denerwuje mnie jednak temat wycieczek szkolnych. 

Wychowawczyniom moich dzieci nie zależy, aby maluchy jeździły na wycieczki w ciekawe, różnorodne miejsca. Kierunki podróży w szkołach wciąż są powielane i zwyczajne nudne. Teraz jest moda na farmy i agroturystyki i gdyby można było to pewnie jeździliby tam raz w tygodniu. Takie wycieczki szkolne kosztują krocie i nie są zbyt ciekawe, ale mam wrażenie, że nauczycielom to lotto. Ciągle przewijają się te same zwierzęta, a dzieci wcinają chleb z ogniska. Proszę mi wierzyć, ale na nikim nie robi już wrażenia królik. Dzieci na zmianę oglądają alpaki i jedzą kiełbasę. Tak ma wyglądać typowa szkolna wycieczka? Serio? Jedna wycieczka do takiego miejsca z pewnością wystarczy. Płacę za lenistwo nauczycieli, bo zamiast jechać do ciekawego muzeum czy na wystawę, to ci wolą wsadzić uczniów w autobus i jechać kilka kilometrów za miasto. Rozumiem, że to wygodne, ale chciałbym większego zaangażowania. Słyszałem, że do jednej z okolicznych farm było organizowanych w ciągu roku aż piętnaście wycieczek. To chyba trochę za dużo, prawda?

Planuję porozmawiać o tym z wychowawczynią na zebraniu szkolnym w czerwcu. Nie chcę, aby w przyszły roku szkolnym ta sytuacja się powtórzyła. Chciałbym, aby nauczyciele wykazali się większym zainteresowaniem wobec naszych pociech". Maciej.

Wycieczki szkolne. Nauczyciele organizują je dla uczniów

Miejsce wycieczki szkolnej najczęściej wybiera nauczyciel w porozumieniu z uczniami. Często też narzuca propozycje, o których dyskutuje wraz z rodzicami na zebraniach szkolnych. Ci zawsze mogą zaprotestować i nie zgodzić się na wyjazd w konkretne miejsce. Pamiętajmy, że organizacja wycieczek szkolnych, to także dobra wola nauczyciela. Niektórzy woleliby normalnie poprowadzić lekcje, które trwają 5 godzin, niż jechać na całodniowy wyjazd.

I choć wielu z pewnością zrozumie oburzenie ojca, to jednocześnie warto podkreślić, że nauczyciele są świadomi, że każda wycieczka powinna mieć, przynajmniej częściowo, charakter edukacyjny, a nie tylko integracyjny. Poza tym uczestnicy wycieczki uczą się współdziałania z innymi, odpowiedzialności za siebie i innych, wyrabiają własną wytrwałość, stają się zaradni w różnych sytuacjach życiowych. I choć ta wiedza finalnie może nie przydać się na egzaminach, to z pewnością zaowocuje w życiu.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.