Jakie są problemy polskiej edukacji? "Każdy musi iść na korki"

Jakie są problemy polskiej edukacji? Co według uczniów powinno zostać zmienione w szkołach? Porozmawialiśmy o tym z mieszkańcami Warszawy. Absolwenci liceów wypunktowali kwestie, którymi powinno zająć się Ministerstwo Edukacji.

Więcej wiadomości przeczytasz na Gazeta.pl.

Z badania "Pokolenie Z" – ocena zagadnień w kontekście wyborów parlamentarnych 2023 przeprowadzonego przez KANTAR dla Gazeta.pl wynika, że młodzi ludzie chcieliby zwrócić uwagę polityków na sytuację w szkolnictwie. Zapytaliśmy więc na ulicach Warszawy o to, jakie są największe problemy polskiej edukacji. Sondę można obejrzeć poniżej:

Zobacz wideo Jakie są problemy polskiej edukacji? "Każdy musi iść na korki" [SONDA]

Co powinno się zmienić w szkołach?

Wśród naszych rozmówców znalazło się wielu absolwentów liceów. Co według nich nie działa w polskim systemie szkolnictwa? - Największym problemem jest to, że jest przesyt materiału w podstawie programowej. Wydaje mi się (...), że jak ktoś chce iść na studia humanistyczne, to powinien skupić się na nauce przedmiotów humanistycznych, a nie na tych ścisłych, które są problematyczne i odwrotnie - mówiła jedna z naszych rozmówczyń.

- Brak ogólnodostępnych psychologów na pewno. Było duże zapotrzebowanie na psychologów i nie było w ogóle terminów, jeżeli w ogóle był psycholog. To był duży problem dla wszystkich na pewno - wyliczała inna absolwentka liceum. - Nie ma w ogóle czasu, żeby się realizować poza szkołą. Nikt nie ma na to czasu - dodała. Jej kolega z kolei zaznaczył, że "problemem na pewno jest to, jak w środek zajęć wciskane są przedmioty typu religia, na które wiadomo, że nie każdy chodzi".

- Przede wszystkim taka mocno upolityczniona indoktrynacja. Ministerstwo edukacji bardzo chce, żebyśmy uczyli się jednego, konkretnego przekazu (...) Nie ma spojrzenia na problemy z różnych stron. Dużym problemem według mnie jest też religia w szkołach. Według mnie żadna religia nie powinna mieć wstępu do szkół (...) jedyny przedmiot, który powinien mieć coś wspólnego z religią, to religioznawstwo - mówił były uczeń. Dodał też, że szkoła powinna bardziej przygotowywać uczniów do załatwiania spraw urzędowych. 

"Każdy musi iść na korki"

Zapytaliśmy także o to, ile czasu uczniowie spędzali po szkole na odrabianiu lekcji. Wszyscy zgodnie przyznali, że nauka pochłaniała im większość czasu wolnego i nie mieli możliwości rozwijania własnych pasji. Ponadto, aby przygotować się do matury, musieli korzystać z korepetycji. "Poświęcałem trzy godziny tygodniowo na chodzenie na korepetycje z chemii rozszerzonej. Moi rodzice wywalali na to 500 zł tygodniowo. To jest śmieszne, że edukacja edukacją, a i tak każdy musi chodzić na korki, żeby zdać maturę rozszerzoną" - podkreślał były uczeń.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.