Była studentką prof. Roszkowskiego, ma dziecko dzięki in vitro. "Gdybym miała wybór, wybrałabym sypialnię, nie klinikę"

Rodzice są oburzeni tym, co na temat in vitro napisano w podręczniku do nowego przedmiotu - historii i teraźniejszości. "Te fragmenty dyskwalifikują go w całości" - powiedziała redakcji eDziecka Katarzyna Krupa, która została mamą właśnie dzięki in vitro. Była też studentką prof. Wojciecha Roszkowskiego, który jest autorem podręcznika.

Więcej o aktualnej sytuacji w polskim szkolnictwie na stronie Gazeta.pl

Kontrowersyjny podręcznik do historii i teraźniejszości - nowego przedmiotu, który ma we wrześniu pojawić się w planie lekcji uczniów szkół ponadpodstawowych, od początku wzbudzał wiele kontrowersji. Jego autorem jest Wojciech Roszkowski - historyk, ekonomista, europoseł. Z podręcznika dowiadujemy się m.in. że w Unii Europejskiej lansuje się ateizm i wciela się go w życie metodami urzędniczo-administracyjnymi. Szczególne oburzenie wywołał jednak fragment dotyczący in vitro, w którym autor tę metodę leczenia bezpłodności nazywa "hodowlą ludzi". Pisze: "Skłania to do postawienia zasadniczego pytania: kto będzie kochał wyprodukowane w ten sposób dzieci? Państwo, które bierze pod swoje skrzydła tego rodzaju 'produkcję'? Miłość rodzicielska była i pozostanie podstawą tożsamości każdego człowieka, a jej brak jest przyczyną wszystkich prawie wynaturzeń natury ludzkiej". 

Szkoła podstawowa (zdjęcie ilustracyjne)Podanie o przyjęcie do szkoły podstawowej. Jakie dodatkowe dokumenty są potrzebne?

Katarzyna Krupa jest prezenterką telewizyjną, tancerką, kilkukrotnie brała udział w "Tańcu z Gwiazdami". Na swoim koncie na Facebooku odniosła się do niedawno do dyskusji, jaka w mediach toczy się na temat tego, co we wspomnianym podręczniku o in vitro napisał autor: "Trudno jest mi milczeć… Hugo urodził się dzięki metodzie in vitro. Jest wyczekanym, wymarzonym, zdrowym i radosnym chłopcem. Droga do jego narodzin była dla mnie niezwykle wyboista i choć nie byłam sama i kibicowało mi wiele osób, czułam się bardzo samotna". 

Ewa Rąbek: Jak się pani poczuła, gdy usłyszała, że jej dziecko pochodzi z "hodowli ludzi"?

Katarzyna Krupa: Jestem zszokowana i zła, że w ogóle można w ten sposób nazwać metodę leczenia choroby cywilizacyjnej, jaką jest bezpłodność. Choroby, która według Polskiego Towarzystwa Medycyny i Rozrodu w Polsce dotknęła już prawie 1,5 mln par i rozpędza się coraz bardziej. Na świecie na bezpłodność cierpi 15 proc. ludzi w wieku rozrodczym. Czym zawinili? Czy zrobili w swoim życiu coś nie tak? Coś, czego mogliby się wstydzić? Ludzie chorują i się leczą.

A jednak często jeszcze się wstydzą przyznać, że powiększyli rodzinę właśnie za sprawą in vitro.

Tak. Tu problemem jest często środowisko, z którego się wywodzą - ograniczony dostęp do źródeł wiedzy, konserwatywna rodzina, w której się wychowują, czy przynależność do jakiejś grupy religijnej. W aglomeracjach jest z pewnością łatwiej o otwartość, bo i społeczności są większe i bardziej różnorodne. Na każdym kroku spotykamy ludzi różnego pochodzenia, różnego wyznania, różnej seksualności, różnego stanu cywilnego i statusu związku. Wstyd przed chorobą, jaką jest bezpłodność, nie tylko powinien zniknąć, on musi zniknąć. I moim zdaniem stanie się to bardzo szybko. W krajach rozwiniętych nikt już nie wstydzi się swojej drogi do rodzicielstwa.

W Polsce jeszcze tak?

My potrzebujemy chyba jeszcze trochę czasu i przede wszystkim edukacji. Musimy z dziećmi rozmawiać otwarcie. W domach i w szkołach. W końcu edukacja jest podstawą rozwoju. Ludzie boją się tego, czego nie znają. Lęk budzi skrajne emocje, a te irracjonalne zachowania. Hugo ma to szczęście, że żyjemy w bardzo różnorodnym środowisku. W jego najbliższym otoczeniu są pary homo- i heteroseksualne. Osoby te mają dzieci także z in vitro, dzieci, których mama korzystała z dawcy nasienia oraz dzieci adoptowane. Hugo będzie mógł dorastać wśród ludzi różnych narodowości, różnych zawodów oraz o różnych upodobaniach i stylu życia. Singli, par, osób bezdzietnych z wyboru lub czasem z przymusu, a także rodzin wielodzietnych. Będzie kim tylko zechce być, a nie tym, któremu wybory życiowe zostały nakazane przez kogokolwiek.

Zobacz wideo

Czytała pani podręcznik do historii i teraźniejszości?

Nie. Poświęciłam mu jedynie kilka minut swojego życia, by przeczytać fragmenty. Wystarczy. Nawet jeśli pozostała treść jest wybitna, te fragmenty dyskwalifikują go w całości. To mowa nienawiści, czyste okrucieństwo i manipulacja. Najsmutniejsze jest to, że to manipulacja dziećmi, a obok tego nie wolno nam przejść obojętnie. Autor pokazuje swój absolutny brak wiedzy w omawianym temacie. Profesor sugeruje, że „wyrafinowane metody oderwania seksu od miłości i płodności prowadzą do traktowania sfery seksu jako rozrywki, a sfery płodności jako produkcji ludzi". To zdanie można by komentować na wielu płaszczyznach, ale ja zwrócę uwagę na jedną. Proszę mi wierzyć, proces in vitro nie należy do przyjemnych. Gdybym miała wybór, gdzie chcę począć dziecko – zdecydowanie wybrałabym sypialnię, a nie klinikę. Do tej trafiają ludzie, dla których wszystkie inne metody okazały się nieskuteczne. A wracając do podręcznika, oczekiwałabym od niego przede wszystkim faktów, przedstawienia historii (o tej Profesor wie naprawdę dużo) i teraźniejszości bez osobistych komentarzy i interpretacji autora. To nie jest publicystyka. To podręcznik szkolny.

Co powiedziałaby pani synowi, gdyby się okazało, że w przyszłości w podręcznikach znajdzie podobne stwierdzenia jak to dotyczące "hodowli ludzi"?

Powiedziałabym, że w swoim życiu spotka się nie raz z bardzo krzywdzącymi opiniami. Postaram się zaopatrzyć go w pewien wachlarz odpowiedzi (śmiech). Ale oczywiście najpierw wytłumaczę, że autor nie rozumie tematu, że nikt mu nie wytłumaczył, czym jest in vitro, stąd jego niezrozumiałe dla mnie poglądy. Przede wszystkim jednak będę Hugo edukować. Gdy dowie się, czym jest in vitro, nikt go nie zrani, bo nie będzie czym. Będę tłumaczyć mu na każdym etapie życia, dobierając słowa, które zrozumie, jak ważna jest nauka, otwartość, tolerancja i miłość. Zrobię wszystko, by podróżował, poznawał świat, różne kultury, sztukę i ludzi. Chciałabym, by ich rozumiał i szanował. Chciałabym również, żeby uprawiał sport. Ten bowiem uczy, jak obnosić się z wygrywaną i jak godnie przegrywać. Przede wszystkim jednak uczy szacunku - do przeciwnika, do trenera, do słabości, do lęku, do swojego ciała i czasu. Bez takich doświadczeń bylibyśmy smutnymi, zazdrosnymi, wystraszonymi i zgorzkniałymi ludźmi.

Była pani studentką prof. Roszkowskiego. Jak go pani wspomina?

Z sentymentem. Pomimo różnic w poglądach, kiedyś mogliśmy rozmawiać. Profesor zaprosił mnie, gdy byłam jego studentką, na staż do Parlamentu Europejskiego. Jestem mu za to bardzo wdzięczna. Dzięki temu zdobyłam ogromne doświadczenie, poznałam ludzi, spełniłam marzenie.

Mielibyście dziś o czym porozmawiać?

Nie sądzę. Teraz w dyskusję z ludźmi o takich poglądach nie chcę się wdawać, bo z pewnością taką dyskusję przegram.

Dlaczego?

Jeśli wiedza, myślenie i zdrowy rozsądek nie są w stanie kogoś przekonać, a lęk przed nowym, przed zmianą i obawa przed pozostaniem w tyle są tak silne, nie ma dla mnie pola do dyskusji... Ja do takiego poziomu nie zejdę. Nie chcę przepychać się i wzajemnie obrażać. Chcę być ponad to. I martwi mnie ta hipokryzja...

Jaka hipokryzja? 

Osoby, które tak zaciekle walczą o "naturalną prokreację" w momencie, gdy sami dotknięci są bezpłodnością, sięgają po "zakazane metody" i potem spotykamy ich na korytarzach klinik zajmujących się in vitro...

Dom samotnej matki w Kielcach przy ulicy Słonecznej."Samotna matka? Nie wynajmuję!"

Więcej o: