Maturzyści z niskimi ocenami dostają ultimatum. "Zmieniasz szkołę lub nie zdajesz". List nauczycielki do redakcji

Nauczycielka z prywatnej szkoły o migracji uczniów przed maturą. "Maturzyści z kiepskimi wynikami matur próbnych i niskimi ocenami otrzymanymi w pierwszym semestrze dostają czasem ultimatum: zmieniasz szkołę lub nie zdajesz. Uczeń z oceną niedostateczną do matury nie podchodzi, więc nie może jej oblać" - mówi.

Egzamin maturalny jest najważniejszym testem, do którego podchodzą uczniowie w ciągu lat edukacji. Jego wyniki mają decydujący wpływ na to, na jakie studia dostanie się dana osoba, a właśnie wybór studiów przekłada się na dalszy rozwój jej kariery zawodowej. W tym roku matury zostaną przeprowadzone w terminach od 4 do 20 maja. Uczniowie poznają swoje wyniki 5 lipca, a osoby, którym powinie się noga, będą mogły przystąpić w sierpniu do egzaminu poprawkowego. Młodzież przy wyborze liceum często kieruje się tzw. rankingiem maturalnym, sprawdzając, w których placówkach zdawalność matur była w poprzednich latach najwyższa. Zakładają, że to właśnie ranking pokazuje, które szkoły najlepiej przygotowały uczniów do matury. Nauczycielka z prywatnej placówki znajdującej się w dużym mieście napisała list do redakcji, w którym wyjaśniła, co naprawdę sądzi o rankingach i dlaczego na trzy miesiące przed terminem egzaminów w jej klasie maturalnej nagle przybywa nowych uczniów.

List do redakcji nauczycielki ze szkoły prywatnej

"Właśnie wystawiam oceny roczne maturzystom, których nigdy nie widziałam. Nie wiem, jak wyglądają, a to moja ocena będzie widniała na świadectwie ukończenia szkoły średniej sumującym całą ich edukację. Dołączyli do mojej klasy w lutym. Kamerki na lekcjach nie są 'u nas' obowiązkowe. Uczę w prywatnej szkole w nieco większym mieście po wschodniej stronie Wisły. Taka surrealistyczna sytuacja zdarza mi się po raz pierwszy, choć klasa maturalna pęcznieje co roku. Najczęściej dzieje się to w dwóch turach: jedna na jesieni, druga po studniówkach. W tym roku jesiennej fali nie było, a zimowa jest wyjątkowo skąpa. Mimo wszystko dwoje uczniów zdecydowało się na skończenie edukacji w placówce, w której pracuję. Decyzję tę podjęli niespełna trzy miesiące przed maturą.

Nauka zdalna.Matura 2021 przejdzie do historii. Polonistka: "Nauczyciele mają częściowo związane ręce"

Po co zmieniać szkołę trzy miesiące przed maturą? Przecież, zwłaszcza w dobie lekcji zdalnych, nikt nie spodziewa się w tym czasie nagłej poprawy. Odpadają wszystkie powody związane ze zmianą środowiska, nieprzyjemną atmosferą i tym podobne. Przecież trudno przypuszczać, żeby uczeń, który wytrzymał dwa i pół roku nie był w stanie przetrwać od lutego do końca kwietnia. Odpowiedź na to pytanie odsłania bardzo mało widoczny, bo zapewne 'nieznaczny statystycznie', objaw jednej z chorób polskiego systemu edukacji – rankingozy.  

Przeczytałam niedawno na blogu jednego z nauczycieli analizę aktualnych rankingów szkół średnich. Zauważył, że szkoły prywatne wypadają w nich słabiej niż szkoły państwowe. Odnotował brak 'rankingu atmosfer', który – jak zdaje się sugerować wywód – być może przyniósłby dokładnie odwrotne miejsca poszczególnym placówkom. Atmosfera i dobre wyniki nie zawsze idą w parze, to prawda. Problem jest jednak dużo bardziej złożony i wiąże się z 'moimi' (od zaledwie kilku tygodni) maturzystami.

Wróćmy do pytania: po co zmienia się szkołę trzy miesiące przed maturą? Po to, żeby móc tę maturę zdawać. Ale przecież możliwość zdawania matury gwarantuje polskie prawo – powiecie. Niby tak tylko... kiedy chodzi się do 'dobrego liceum', to nie jest już takie oczywiste. Maturzyści z kiepskimi wynikami matur próbnych i niskimi ocenami otrzymanymi w pierwszym semestrze dostają czasem ultimatum: zmieniasz szkołę lub nie zdajesz. Uczeń z oceną niedostateczną do matury nie podchodzi, więc nie może jej oblać. Ultimatum bywa wyrażone wprost, choć częściej uczniowie sami łączą fakty i dochodzą do wniosku, że nikt nie będzie ryzykował przez nich obniżeniem wyników szkoły. Nierzadko od początku mają w niej miejsce 'najgorszych wśród najlepszych'. W innych szkołach byliby przeciętni, tu uchodzą za tępych (celowo używam tego słowa). Zdarza się jednak tak, że wyjątkowo ambitny nauczyciel 'odsiewa' również tych, których wyniki go nie satysfakcjonują. Po prostu chce mieć wyniki matur wyłącznie powyżej 50 proc. Taką historię znam, co prawda, z drugiej ręki. Nie pracowałam jeszcze w tym miejscu co dziś, ale nie mam powodu, żeby nie wierzyć, że w poprzednich latach ukończyła naszą szkołę uczennica właśnie w takiej sytuacji. Właśnie: ukończyła i maturę zdała, bo migrujący maturzyści przeważnie zdają. Niektórzy całkiem nieźle, inni słabo, ale jednak.

Gdyby był to reportaż, należałoby oddać tu głos dyrektorowi jakiejś 'lepszej szkoły'. Dobrze jednak wiemy, co mógłby on powiedzieć. Przede wszystkim zwróciłby uwagę na to, że nauczyciel sam podejmuje decyzję o ocenach, że nie zna takich przypadków w swoim liceum, a kontrole kuratorium nie wykazują nieprawidłowości, no i przede wszystkim: wszelkie oceny niedostateczne są przecież wyrazem troski o rzetelną edukację uczniów. Tak, to dla ich dobra, bo otrzymują drugą szansę ukończenia klasy maturalnej dopiero po uzupełnieniu i utrwaleniu wiedzy.

Mówiąc krótko: szkoły prywatne mają gorsze wyniki w rankingach również dlatego, że się na to godzą. Oczywiście nie jest to powód jedyny. Nie mam zamiaru idealizować szkół prywatnych. Są to instytucje biznesowe, a nie charytatywne. Nie robiłyby tego, gdyby im się nie opłacało. Mogłabym też dużo gorzkich słów na ich temat powiedzieć. Wbrew pozorom nauczyciele nie zawsze zarabiają tu lepiej. Wynagrodzenie dyktuje rynek pracy i tam, gdzie bezrobocie jest wysokie, a płaca rzadko wykracza poza pensję minimalną (czyli w moim mieście) płaci się nauczycielom mniej niż w szkołach państwowych, nie podpisuje umowy obejmującej czas wakacji itd. Właściciel szkoły prywatnej też potrafi być 'Januszem biznesu'. Pracuję jednak w szkole prywatnej między innymi dlatego, że traktuje się w niej uczniów dużo bardziej podmiotowo. Właśnie wbrew rankingozie. Jej założeniem jest przecież przekonanie, że to nauczyciel lub szkoła 'przygotowuje do matury'. Tak brzmią przecież nagłówki podsumowujące kolejne listy placówek uszeregowane od tych 'najlepszych' do tych 'najgorszych'. Zgodnie z tym przekonaniem to nie uczniowie 'uczą się', tylko nauczyciele ich 'uczą'. Nic dziwnego, że bardziej ambitni pedagodzy nie chcą dopuścić, żeby czyjeś lenistwo i niepoprawna tępota skreśliło ich wysiłki.

Nikt nie bierze też pod uwagę tego, że ostatnia szkoła, którą uczniowie kończą, odpowiada przez rankingozę za cały proces edukacji. Tak, jakby uczniowie poszczególnych szkół średnich byli losową i statystyczną próbą populacji, a nie wyselekcjonowaną przez egzaminy wstępne grupą. A co by było, gdyby zrobić ranking podstawówek pod względem zdawalności matur? Może wtedy dopiero okazałoby się, która szkoła zapewnia naprawdę dobry i dający długofalowe rezultaty start? A co z wysiłkami rodziców? Rankingoza sugeruje, że nie mają znaczenia – przecież posłanie ucznia do konkretnej placówki zrobi z niego geniusza niezależnie od zaplecza domowego.

Poza tym, jeśli skończyliście jedną podstawówkę i jedno liceum (plus ewentualnie jedno gimnazjum), czas uświadomić sobie, że istnieją ludzie zmieniający szkołę co rok lub dwa. Uczę ich. Przychodzą do mojej szkoły przed końcem 'zawalonego' z lenistwa semestru, przyłapani na chronicznej absencji, po długiej przerwie z powodu operacji, w emocjach związanych z rozwodem rodziców lub z otrzymaną niedawno diagnozą choroby psychicznej. Czasem chcą się prześliznąć, czasem wiedzą, że w małej placówce łatwiej uda im się 'zmieścić w systemie', w który trudno im się 'upchnąć' w dużej szkole oczekującej od nich wyłącznie dobrych wyników. Szkoły  prywatne są mniej zbiurokratyzowane i bardziej elastyczne. To też nieco uodparnia na rankingozę, bo jest ona chorobą całego systemu. I to również oczywiście obniża ich miejsce w rankingach.

Znając polski system edukacji i stosowane w nim (przez każdą z ekip) rozwiązania problemów, ktoś decyzyjny po lekturze mojego listu uznałby, że należy zakazać zmiany szkoły w klasie maturalnej. Naprawdę nie jest to moją intencją. To nic nie da. Utrudni tylko ucieczkę tym, którzy są w trudnej sytuacji. Nie promuję Wam też szkół prywatnych jako takich. One też są przecież różne. Swój list kieruję do uczniów końcowych klas szkół podstawowych i ich rodziców. Wybierając szkołę, nie kierujcie się rankingami. Proponuję, żebyście zastanowili się, czy mając przeciętne wyniki, musicie na siłę próbować dostać się do 'lepszej szkoły'. Tam nie ma statystycznie ani lepszych, ani gorszych nauczycieli, niż w pozostałych szkołach, a uczeń nie jest kubeczkiem, który zostanie napełniony przez pedagogów w mniejszym lub większym stopniu. Miejsce szkoły (ani prywatnej, ani państwowej) w rankingu nie zagwarantuje Wam zdanej matury. Naprawdę. W dużo większym stopniu taką gwarancję daje wasza systematyczna praca."

Zobacz wideo Dominika Lasota: Apelowaliśmy do MEN, żeby rzetelna edukacja klimatyczna stała się częścią programu nauczania

Kiedy wracamy do szkoły 2021? Według Czarnka za trzy tygodnie. Jest jeden warunekKiedy wracamy do szkoły 2021? Minister Czarnek deklaruje, że za trzy tygodnie jak odpuści pandemia

Więcej o: