1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

[Mówimy: Sprawdzam] Minister Czarnek twierdzi, że "dzieci nie są wybitnymi transmiterami". Eksperci wybitnie sceptyczni

"Nie jest prawdą, i to chcę jednoznacznie podkreślić (...), że do trzeciej fali pandemii koronawirusa przyczyniły się szkoły" - powiedział Przemysław Czarnek. Dodał, że "dzieci nie są wybitnymi transmiterami". Naukowcy jednak sceptycznie podchodzą do teorii, że najmłodsi nie odgrywają istotnej roli w rozprzestrzenianiu COVID-19. Ponadto z rozmów z pracownikami szkół wynika, że w ostatnich dniach zaczęło pojawiać się coraz więcej przypadków koronawirusa w placówkach.
  • Minister Czarnek podkreślił, że frekwencja w szkołach utrzymuje się na wysokim poziomie, a "skoro dzieci są w szkole, to znaczy, że nie zarażają". 
  • Nauczyciele mówią, że coraz więcej dzieci choruje i przebywa na kwarantannie. 
  • Obecnie w szpitalach przebywa ok. 400 dzieci z COVID-19. Eksperci nie wykluczają, że najmłodsi odgrywają teraz większą rolę w rozprzestrzenianiu się koronawirusa niż na początku pandemii.

W związku z coraz większą liczbą przypadków zachorowań na koronawirusa rząd wprowadził ponownie ograniczenia w całym kraju, w tym. m.in. obowiązek nauki zdalnej dla wszystkich roczników. Taki tryb nauczania będzie obowiązywać od poniedziałku.

18 marca w czasie obrad senackiej Komisji Nauki, Edukacji i Sportu Minister Przemysław Czarnek zapewnił jednak, że szkoły nie przyczyniły się do rozwoju trzeciej fali pandemii, a "gdyby dzieci zarażały swoich rodziców, to rodzice byliby w izolacji, a dzieci byłyby w kwarantannie i nie byłoby ich w szkole. Skoro są w szkole, to znaczy, że nie zarażają, bo nie ma izolacji w domu – nie jest stwierdzony koronawirus. Nie są zatem jakimiś wybitnymi transmiterami" - podkreślił. 

Minister Czarnek: Dzieci nie są wybitnymi transmiterami 

"Dodatkowa statystyka, która pokazuje, że w szkołach jest rzeczywiście bezpiecznie i dyrektorzy szkół, organy prowadzące, nauczyciele stają na wysokości zadania, jest kwestia frekwencji w tych szkołach, które pracują stacjonarnie. Ta frekwencja niezmiennie utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie 85-90 proc." - wyjaśnił minister Czarnek. Powiedział również, dlaczego polski rząd podjął decyzję o zamknięciu szkoły na najbliższe trzy tygodnie:

Dlatego, że to jest ruch 1,2 mln dzieci wraz z opiekunami i osobami, które obsługują ruch oświatowy. Daje to kilka milionów osób w mobilności każdego dnia. I teraz z uwagi na te wskaźniki zachorowań, (...) wyłączenie na 3 tygodnie ruchu kilku milionów osób jest skuteczną metodą obniżania ilości zachorowań.

W szkołach i na oddziałach przypadków coraz więcej. "Obecnie w szpitalach przebywa ok. 400 dzieci"

Na początku pandemii naukowcy twierdzili, że dzieci prawdopodobnie nie odgrywają dużej roli w rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Mówiła o tym w maju 2020 roku m.in. ekspertka Światowej Organizacji Zdrowia Catherine Smallwood. Jednak w ostatnich miesiącach wiele się zmieniło.   

Eksperci teraz sceptycznie odnoszą się do badań sugerujących, że dzieci rzadziej niż dorośli ulegają infekcji SARS-CoV-2, przechodzą ją w łagodny sposób i w mniejszym stopniu zakażają innych. Pojawia się coraz więcej dowodów, które sugerują, że małe dzieci są bardziej narażone na zakażenie COVID-19, niż początkowo przewidywano. Naukowcy podkreślają, że kompleksowe zrozumienie epidemiologii zakażenia COVID-19 u dzieci pozostaje niejasne i ostrzegają przed pandemią wszystkie pokolenia.

Poza tym pojawiły się nowe mutacje koronawirusa. Według informacji podawanych przez środowiska ze szkół i oddziałów pediatrycznych, wśród młodszego pokolenia jest coraz więcej przypadków zachorowań i ciężkiego przebiegu COVID-19. 

Już wkrótce za 80 proc. zakażeń koronawirusem w Polsce będzie odpowiadał brytyjski szczep. Dziś to 60 proc. zakażeń, a tych w kolejnych dniach będzie przybywać. Co więcej, wśród zakażonych jest coraz więcej dzieci. Obecnie w szpitalach przebywa ich ok. 400

- mówił Wojciech Andrusiewicz na konferencji 19 marca

Lekarka Małgorzata Ponikowska zwróciła uwagę w rozmowie z edziecko.pl na to, że jesienią dzieci też zakażały się koronawirusem. Według niej dowodem jest pocovidowy zespół PIMS, z którym najmłodsi lądowali w szpitalach dopiero po czasie. "Jeśli jeden szpital ma kilka przypadków PIMS, to znaczy, że koronawirusem zakażonych było kilkaset dzieci, bo szacuje się, że PIMS występuje u mniej niż 1 na 200 zakażonych dzieci" - stwierdziła. (Zobacz: PIMS-TS. Coraz więcej dzieci z zespołem pocovidowym w szpitalach. "W ciągu 10 dni przyjęliśmy 20 pacjentów").

"Teraz na oddziale mamy najczęściej najmłodsze dzieci, czyli noworodki i niemowlęta oraz nastolatków. Ci ostatni przechodzą COVID-19 gorzej niż w ubiegłym roku. Noworodki zaś najczęściej zakażają się w domu, od najbliższych" - mówiła Lidia Stopyra, specjalista chorób zakaźnych i pediatrii z krakowskiego szpitala dla portalu politykazdrowotna.com. Podkreślała, że w ubiegłym roku nie było potrzeby podawania dzieciom Remdesiviru, a teraz najmłodsi go potrzebują, podobnie jak tlenu.

Uważało się, że dzieci nie transmitują wirusa tak bardzo, że to młodzi dorośli i młodzież są głównym rezerwuarem zakażeń. Natomiast wirus się zmienia i ten szczep, który krąży teraz, to coś innego niż rok temu. Być może dzieci odgrywają teraz większą rolę w transmisji 

- ocenił prof. Kuchar w rozmowie z TOK FM

W przeciwieństwie do pierwszej fali istnieją dowody na zwiększone ryzyko zakażenia się SARS-CoV-2 wśród dorosłych w wieku 65 lat i młodszych, mieszkających z dziećmi podczas drugiej fali pandemii - opisali w "The BMJ" (British Medical Journal) naukowcy, którzy zbadali ryzyko COVID-19 u dorosłych mieszkających z dziećmi i bez.

Eksperci z CDC z kolei zbadali, co działo się w ośrodkach zajmujących się opieką nad dziećmi od kwietnia do lipca 2020. Analizowano dane z trzech placówek z hrabstwa Salt Lake w stanie Utah (dotyczyły kontaktów 184 osób związanych z tymi ośrodkami, w tym dzieci). Spośród 31 potwierdzonych przypadków COVID-19, 13 stanowiły dzieci. Wszystkie miały łagodne objawy choroby lub nie miały ich wcale. Spośród badanych, naukowcy znaleźli co najmniej dwoje dzieci bez objawów, które nie tylko były zakażone SARS-CoV-2, ale przekazały go innym osobom, w tym jednej matce, która była hospitalizowana.

Pismo "Emerging Infectious Diseases” informowało w ubiegłym roku, że dzieci powyżej 10. roku życia mogą przenosić koronawirusa SARS-CoV-2 tak jak dorośli, a nawet skuteczniej. Autorzy ostrzegali, że po ponownym otwarciu szkół zakażonych dzieci może być znacznie więcej, ponieważ każde będzie się kontaktowało z dziesiątkami innych. 

Nauczyciele o ostatnich dniach w szkołach. "Zaczęli chorować wszyscy: nauczyciele, uczniowie i ich rodziny" 

Rozmawialiśmy z nauczycielami z różnych polskich szkół. Pedagożka jednej z placówek z woj. mazowieckiego stwierdziła, że od około dwóch tygodni choruje wielu jej uczniów wraz z rodzinami, a połowa szkoły jest na kwarantannie. 

Jest coraz więcej zakażeń wśród dzieci. Trzecia fala jest zdecydowanie gorsza

- powiedziała nauczycielka z woj. wielkopolskiego w rozmowie z edziecko.pl.

 Jesienią było w porządku, ale w ostatnich tygodniach u nas w szkole jest źle. Cały oddział przedszkolny jest na kwarantannie. Klasa trzecia również. Zaczęli chorować wszyscy: my nauczyciele, uczniowie, nasze rodziny

- stwierdziła pracownica szkoły z woj. mazowieckiego. 

Nikt nie widzi, że coraz więcej dzieci w wieku przedszkolnym jest zakażonych

- zwróciła z kolei uwagę nauczycielka wychowania przedszkolnego, która nie rozumie, dlaczego szkoły są zamknięte, a przedszkola i żłobki nadal funkcjonują. 

Wirus zaczął się rozprzestrzeniać wśród najmłodszych. Infekcje u dzieci to codzienność, szczególnie przy tak rzadkim testowaniu. Do tego dochodzą zakażeni rodzice i mnóstwo rodzin na kwarantannach. Teraz dopadło nauczycieli i obsługę. Jesienią, jak przechodziliśmy na zdalne, to było dobrze, teraz jest bardzo źle. 
W mojej placówce szaleje COVID-19. Połowa nauczycieli jest na kwarantannie

- mówili zmartwieni pedagodzy. 

Zobacz wideo Powrót do nauki stacjonarnej? Minister edukacji: "Śmierć jest gorsza niż negatywne skutki nauki zdalnej"