1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Nauczycielka napisała odważny list do redakcji. "Idę do pracy uzbrojona w 2xM - maseczkę i modlitwę"

Nauczycielka jednej ze szkół podstawowych napisała szczery list do redakcji, w którym wyjaśniła, co myśli o powrocie do edukacji stacjonarnej w obliczu pandemii. "Słuchając wywodów Ministra Edukacji Przemysława Czarnka na temat powrotu do szkół uczniów klas 1-3 czuję się jak w czasie projekcji filmu 'Shrek', w którym Lord Farquaad wygłasza słynne zdanie: Zapewne wielu z Was zginie, ale jest to poświęcenie, na które jestem gotów" - wyznała.

11 stycznia odbyła się konferencja prasowa ministra zdrowia oraz ministra edukacji i nauki. Przemysław Czarnek ogłosił na niej, że uczniowie klas 1-3 szkół podstawowych wrócą do placówek 18 stycznia, zaraz po feriach zimowych. Ta decyzja wzbudziła wiele kontrowersji zarówno wśród uczniów, rodziców, jak i nauczycieli, którzy do tego czasu nie mogą liczyć na szczepionkę. Jedna z nauczycielek szkół podstawowych wysłała do redakcji eDziecka mail, w którym wyjaśniła, jakie uczucia towarzyszą jej w związku z powrotem do placówki i czego, bazując na doświadczeniach z września, obawia się najbardziej. 

Nauczycielka napisała odważny list do redakcji

"Pracuję w szkole jako nauczyciel; w poniedziałek idę do pracy.

Słuchając wywodów Ministra Edukacji Przemysława Czarnka na temat powrotu do szkół uczniów klas 1-3 czuję się jak w czasie projekcji filmu 'Shrek', w którym Lord Farquaad wygłasza słynne zdanie: Zapewne wielu z Was zginie, ale jest to poświęcenie, na które jestem gotów.

Z tego co zrozumiałam, od nauczycieli oczekuje się utworzenia w szkole warunków sanitarnych prawie że takich jak w szpitalu zakaźnym. Czekam jeszcze tylko na wymagania ministerstwa, aby we wszystkich drzwiach do każdej klasy i toalety zamontowano śluzy dezynfekcyjne.

Każdy kto pracował z dziećmi w wieku 7-9 lat (lub jest rodzicem), wie, że takie dzieci nie potrafią utrzymać dystansu społecznego. Wszystkie będą siedzieć razem w jednej klasie bez maseczek na twarzach, spędzać razem wszystkie przerwy. O 'niemieszaniu' się dzieci z różnych klas nie ma mowy, bo przecież wiele z nich po lekcjach będzie czekało na rodziców na świetlicy.

Obostrzenia przedłużone do kwietnia? Piotr Müller: Jesteśmy na to gotowiObostrzenia przedłużone do kwietnia? Piotr Müller: Jesteśmy na to gotowi

Załóżmy jednak, że dzieci i nauczyciele ubraliby się w kombinezony jak personel medyczny i tak chodziliby po szkole (możemy przecież przeprowadzić taki eksperyment myślowy). Warunki idealnej sterylności. Wszyscy czuliby się bezpiecznie. Przynajmniej w szkole, bo poza nią już nie. Ponieważ dzieci po szkole najzwyczajniej w świecie spotykają się na podwórku czy w parku. Razem wracają ze szkoły do domu. Razem zjeżdżają na sankach. Razem biegają i się bawią. Odwiedzają się w domach.

A nauczyciele? Ja po wyjściu ze sterylnej szkoły jak zwykle pójdę na przystanek, gdzie zwyczajowo czeka kilkanaście osób. Później wsiądę do autobusu, w którym zazwyczaj wszystkie siedzenia są zajęte. Ludzie siedzą 'ramię w ramię'. I niestety nie każdy ma na nosie maseczkę (a wykłócać się o maseczkę ze współpasażerem, który jest 'pod wpływem', nie ma sensu).

Następnie muszę zrobić zakupy w sklepie. Stanąć w kolejce w supermarkecie (gdzie kupuję najczęściej, bo jest najtaniej) i znowu mieć kontakt z wieloma osobami.

Zrobienie ze szkoły 'szpitala' to naprawdę ułuda bezpieczeństwa. Pamiętam jak dziś, gdy szłam do pracy 1 września 2020. Spodziewałam się, że uczniowie będą 'zamaseczkowani' i zmobilizowani do utrzymywania dystansu społecznego. A gdzież tam! Owszem, w szkole musieli się pilnować. Ale jadąc do pracy widziałam, że wielu z nich wspólnie jechało autobusem, wspólnie szło do szkoły, przytulało się i ściskało na środku ulicy będąc kilkadziesiąt metrów od szkoły (ale poza jej terenem). I to akurat byli starsi uczniowie ('na oko' z siódmej i ósmej klasy oraz liceum). Nie spodziewajmy się więc po uczniach klas 1-3, że nagle zaczną utrzymywać dystans wobec siebie lub wobec nauczycieli.

Specyfiką mojej pracy jest prowadzenie specjalistycznych zajęć, na które uczęszczają (w małych grupkach) uczniowie różnych klas. Więc tutaj zasada 'niemieszania' się jest całkowicie nierealna. Nie mogę też organizować tych zajęć dla każdego ucznia z osobna, bo po pierwsze jestem uzależniona od ich planów lekcji (i nie mogę robić im zajęć kiedy mi się tylko podoba), a po drugie mam tylko część etatu – musiałabym więc dostać cały etat i do tego jeszcze nadgodziny.

We wrześniu, październiku i na początku listopada pracowałam na terenie szkoły. Musiałam zachować kamienną twarz, gdy dziecko mówiło mi czasem mimochodem, czasem w ramach ciekawostki "Proszę pani, bo moja babcia od tygodnia jest na kwarantannie, bo miała kontakt z sąsiadem, który jest chory". Patrząc na dziecko, ze stoickim spokojem (ale mając już miękkie nogi) zapytałam "a kiedy ostatnio widziałeś się z babcią?”. Padła odpowiedź "No tydzień temu". Zaczęłam więc w myślach odliczać minuty do końca zajęć i modlić się, aby nie okazało się, że to dziecko jest bezobjawowym roznosicielem wirusa.

Innym razem szłam po ucznia na zajęcia, ale dowiedziałam się, że nie ma go w szkole, bo jest na kwarantannie. I wtedy znowu stres – zaczęłam liczyć ile dni temu ostatnio widziałam się na żywo z tym dzieckiem i znów się modlić, aby się okazało, że w czasie naszego ostatniego kontaktu (tydzień temu) uczeń był zdrowy.

Podobna historia (z modlitwą w tle) wydarzyła mi się kilka dni później. Dowiedziałam się w poniedziałek, po weekendzie, że nauczycielka, z którą rozmawiałam w piątek na temat ważnych spraw dotyczących zajęć i uczniów, przechodzi właśnie koronawirusa. Znów zaczęłam analizować ile minut z nią rozmawiałam. Wyszło mi, że na szczęście to było jakieś pięć minut, a także miałyśmy maseczki. Niestety, w tenże piątek miałam zajęcia z tym samym uczniem, który wcześniej miał lekcje z tą zarażoną nauczycielką. Z tym uczniem nie miałam kontaktu tylko przez pięć minut, ale przez całe 45 minut.

Jakiś tydzień później miałam zajęcia z uczniem, który wcześniej był na kwarantannie. Powiedział mi, że martwi się o swoją mamę, która choruje na koronawirusa. Na co w mojej głowie zadzwonił czerwony alarm: "Jak to choruje? Myślałam, że twoja mama wcześniej chorowała". Chłopiec odpowiedział, że mama dalej jest chora i dalej źle się czuje. I ja znowu nogi jak z waty, bo skąd mam wiedzieć czy ta mama zaraża czy nie zaraża? Dziecko prawidłowo odbyło kwarantannę przez ustalony czas, po czym może normalnie uczęszczać do szkoły. Legalnie.

Przychodząc do pracy co chwilę dowiadywałam się, że ktoś z personelu jest chory – a to nauczyciel ze świetlicy, a to jakiś wychowawca, a to pan woźny itd. I ja cały czas analizowałam czy miałam z nimi kontakt albo z uczniami z ich klasy.

Zaczęłam się czuć jak na polu minowym. Nigdy nie wiedziałam czy jakaś niespodziewana "mina" znowu nie wybuchnie i czy nie urwie mi nogi. Jedyną broń jaką miałam na tej wojnie było 2xM (Maseczka i Modlitwa).

W październiku miałam gorączkę przez jeden dzień i niewielki kaszel. Profilaktycznie od razu zadzwoniłam do lekarza pierwszego kontaktu. Gdyby działo się to rok wcześniej, to wiadomo, że poszłabym do pracy. Kaszel czy katar nigdy nie były dla mnie przeszkodą, aby być na zajęciach. Jednak  miałam świadomość, że nie mogę lekceważyć żadnych objawów i nie mogę stawić się w pracy z jakimkolwiek podejrzeniem choroby, aby nie narażać siebie i uczniów. Do tej pory nie wiem co mi było. Zwykły katarek czy skąpoobjawowy koronawirus?

Chciałabym się tego dowiedzieć i mieć testy antygenowe. Informacja o tym, że mam jakieś przeciwciała mogłaby mnie trochę uspokoić, bo wiedziałabym, że mam w sobie choć trochę naturalnej szczepionki (bo na tą w zastrzyku pewnie aż do końca wakacji  się nie doczekam). Niestety jako nauczyciel miałam w tym tygodniu tylko ten test polegający na wzięciu wymazu z ust i nosa (a nie antygenowy). Nawet nie mam pojęcia kiedy i jak poznam swój wynik, ale chyba dyrekcja nas poinformuje gdzie można go znaleźć... Na test pojechałam autobusem (w obie strony). Liczę na to, że w tym autobusie nie było nikogo zarażonego i że mój wynik w poniedziałek będzie jeszcze aktualny (liczę na to, że będzie oczywiście ujemny).

Niestety, czytając artykuły w Internecie oraz słuchając niektórych opowieści znajomych, widzę, że nie wszyscy mają taką odpowiedzialną postawę, aby trzymać się zasad sanitarnych. Niektórzy ludzie z podejrzanymi objawami nie chcą robić żadnych testów na Covid, a w poniedziałek zapewne poślą swoje dzieci do szkoły. Nie zawsze jest to ich zła wola, ale po prostu lęk o swoją pracę. Mam znajomą, która miała podejrzane objawy jakiś czas temu. Zadzwoniła do pracy i poinformowała o nich. Jej przełożona zaleciła jej więc, aby przez weekend została w domu, natomiast żeby w poniedziałek – gdy się jej polepszy – pojawiła się w pracy, ponieważ dużo osób jest chorych i nie będzie miał jej kto nastąpić. Znajoma po weekendzie poczuła się lepiej i poszła do pracy – nie miała żadnego testu na Covid, więc do tej pory nie wie co jej było.

Jeżeli mamy teraz 2. czy 3. falę koronawirusa, to scenariusz ten będzie się powtarzał. Niektórzy rodzice z objawami choroby będą chodzić do pracy i posyłać swoje dzieci do szkoły. Myślę jednak, że w wielu przypadkach będzie to sytuacja, w czasie której będą się czuli do tego zmuszeni i bezsilni. Z powodu obostrzeń w kraju zamknięte są bowiem restauracje, hotele, galerie handlowe i multum innych obiektów. Ludzie walczą o przetrwanie, a jakakolwiek praca dla wielu jest na wagę złota. Zaczną wybierać – czy wolą umrzeć na Covid w nieokreślonej przyszłości czy też wolą umrzeć z głodu już teraz.

Słuchając wiadomości w telewizji staram się znaleźć w tym wszystkim jakiś sens i logikę, ale niestety nie potrafię. Absurd goni absurd, a my – obywatele – jesteśmy mięsem armatnim. Jakie wartości ja - jako nauczyciel - mam przekazywać dzieciom, jeżeli dorośli na odpowiedzialnych stanowiskach zachowują się mniej dojrzale od nich?!

Jak mam powiedzieć uczniowi: 'nie kradnij', jeśli widzę w jakie afery korupcyjne oraz afery z zagarnianiem cudzego mienia wmieszani są politycy?

Jak mam powiedzieć: 'nie marnuj' – wody, papieru, pieniędzy – gdy jeden polityk lekką ręką roztrwania 70 milionów złotych, a inny wydaje na wadliwy lub nieistniejący sprzęt medyczny kilkaset milionów złotych? Natomiast z powodu nie zawsze przemyślanej logistyki w dystrybucji szczepionek w punktach szczepień zmarnowaniu ulegają setki ich dawek?

Jak mam powiedzieć uczniowi na stołówce szkolnej: 'nie wypchaj się do kolejki', jeżeli dorośli będący autorytetami urządzają przepychanki 'kto pierwszy dopcha się do szczepionki'?

Jak mam uczyć uczniów o równości i tolerancji dla innych, gdy Ministrem Edukacji jest Przemysław Czarnek, co nie wymaga dodatkowego komentarza?

 Jak mam powiedzieć uczniom: 'policja ochrania obywateli', jeżeli 'milicjanci' na usługach aktualnego rządu ścigają czternastolatka za udostępnienie postu na Facebooku i podnoszą rękę na kobiety podczas pokojowych manifestacji?

Jak mam powiedzieć uczniowi: 'nie rób tego, bo za swoje złe zachowanie poniesiesz konsekwencje', jeżeli widzi w telewizji, że osoby na wysokich szczeblach w rządzie popełniający przestępstwa – i to na oczach Polaków - nie ponoszą za to żadnej odpowiedzialności, a jakiekolwiek postepowania karne przeciwko nim są szybko umarzane?

Jak mam się czuć wolna w tym kraju, jeżeli nie mogę swobodnie się wypowiedzieć? Nie podpiszę się swoim nazwiskiem pod tym listem, bo mam uzasadnioną obawę, że po jego publikacji do mojego domu może wtargnąć kilku policjantów żeby mnie przesłuchać i mi pogrozić.

Od kilku lat właśnie tak się czuję w tym kraju, natomiast moje zdegustowanie, zniesmaczenie, a wręcz oburzenie obecnie sięga już zenitu!

W poniedziałek idę do pracy  uzbrojona w 2xM - maseczkę i modlitwę.

Zwykła Obywatelka"

Dodatkowe punkty szczepień. 'Do końca tygodnia zaszczepionych zostanie 250 tys. osób'Dodatkowe punkty szczepień. "Polska jest coraz bliżej rozpoczęcia masowych szczepień"

Zobacz wideo Czy wszyscy dorośli Polacy zostaną zaszczepieni w 2021 roku?