Co zjadło? To pierwsze pytanie rodzica w przedszkolu. "Potrzeba kontroli wynika z lęku"

- Oczekujemy, że kilkulatek będzie odżywiać się w dojrzały, mądry, racjonalny sposób. Nam się to na ogół nie udaje, ale pomimo to, zakładamy, że dzieci dadzą sobie radę i będą jadły tylko to, co my uznamy, że jest im potrzebne - o tym, że czasami warto odpuścić i posłuchać dzieci, mówi psycholożka i dietetyczka Zuzanna Wędołowska.

Joanna Biszewska: Kiedy myślę o tym, że jedzenie powinno być radością, mam przed oczami włoską rodzinę biesiadującą w ogrodzie przy stole zastawionym makaronem, oliwą, warzywami. Na deser są lody, albo tiramisu. Każdy sięga po to, na co ma ochotę, je tyle ile organizm potrzebuje, nikt nie krzyczy, że czegoś nie wolno.

Zuzanna Wędołowska, psycholożka, dietetyczka, współautorka książki "Rozgryzione. Jak nauczyć dziecko dobrze jeść": Ładny obrazek, bo pokazuje nam jedzenie z szerszej perspektywy. Duży nacisk kładziemy na jakość pożywienia, na składniki odżywcze, zdajemy sobie sprawę, jaki wpływ ma dieta na zdrowie. Trochę zapomnieliśmy, że jedzenie to przyjemność, a nie wyrzuty sumienia. Że wspólne dzielenie się posiłkiem, daje nam nie tylko energię do życia, ale radość i miłość.

Gdybyśmy chcieli nauczyć dzieci, jak dobrze jeść, to od czego można zacząć?

Może od tego, aby pokazać, że jedzenie to nasza naturalna potrzeba, która jest dobra, przyjemna, rodzinna.

Mam wrażenie, że czasami zbyt poważnie traktujemy to, co jemy. Posiłki stają się źródłem stresu. Liczymy, co ile ma kalorii, unikamy cukru, tłuszczu, wierzymy, że węglowodany są zgubne. Wpajamy to dzieciom.

Lęk o dobre żywienie dzieci towarzyszy nam od dnia ich narodzin. Mamy coraz szerszą wiedzę na temat zdrowego żywienia, bardzo zależy nam, aby dzieci dobrze się żywiły. Chcemy, żeby jadły lepiej od nas, żeby nie popełniały naszych błędów.

Ja mogę jeść ciasteczka, ale dziecku nie pozwolę. Schowam ciasteczka i powiem, że w naszym domu nie ma słodyczy.

Myślę, że czasami zbyt siłowo wchodzimy w kompetencje dziecka. Wyprzedzamy ich rozwój, oczekujemy, że trzylatek będzie w stanie odżywiać się w dojrzały, mądry, racjonalny sposób. Nam się to na ogół nie udaje, ale pomimo to, zakładamy, że dzieci dadzą sobie radę i będą jadły tylko to, co my uznamy, że jest im potrzebne.

Wielu rodziców ma określoną wizję tego, co będą jadły ich dzieci. Słyszymy, kiedy rodzice opowiadają, że ich dziecko nigdy nie jadło lizaków, nigdy nie skosztowało ciastka z kremem.

Różnie to się może skończyć. W pewnym momencie dziecko podrośnie, zacznie chodzić w odwiedziny do kolegów i koleżanek, jeździć na wycieczki klasowe, obozy. Pozna, jak smakują słodycze, fast foody. Pięcioletnie dziecko można jeszcze we wszystkim kontrolować, ale starsze zacznie podejmować samodzielne decyzje.

'Paradoksalnie, przywiązując nadmierną uwagę do tego, co dziecko je, sprawiamy, że staje się ono zewnątrzsterowne, czyli takie, które musi mieć przewodnika, żeby dobrze jeść''Paradoksalnie, przywiązując nadmierną uwagę do tego, co dziecko je, sprawiamy, że staje się ono zewnątrzsterowne, czyli takie, które musi mieć przewodnika, żeby dobrze jeść' Fot. Anna Krasko/ Agencja Wyborcza.pl

A to nie jest tak, że jeśli w domu będziemy powtarzać, że czipsy są uzależniającą trucizną, to dziecko poza domem nie będzie miało ochoty, aby próbować?

Albo po szkole pójdzie do kolegi i zobaczy, jak kolega je chipsy. I pojawi się zgrzyt. Bo jak to jest, że inni rodzice dają dzieciom truciznę? Inni rodzice nie chcą, żeby ich dzieci były zdrowe? A może te produkty wcale nie są trujące?

I spróbuje?

I okaże się, że po zjedzeniu paru czipsów nic się nie dzieje, ciało się nie rozpada. Dziecko spróbuje, ale to będzie miało dalsze konsekwencje. Ze strachu nie powie rodzicom, że zjadło coś niezdrowego. Będzie w przyszłości próbować zakazanych w diecie produktów, ale w tajemnicy przed rodzicami. Założy sobie, że nie wszystko rodzice muszą wiedzieć.

Dzieci mogą mieć swoje tajemnice, to normalne.

Może być też tak, że dziecko - próbując zakazanego owocu - będzie miało ogromne poczucie winy. Z ciekawości, co jakiś czas, spróbuje słodyczy, ale z przekonaniem, że robi coś bardzo złego. Będzie mu/jej towarzyszyć poczucie strachu, że rodzice byliby bardzo niezadowoleni i rozczarowani. A od poczucia winy już niedaleko do różnego typu zaburzeń odżywiania, czy zaburzonej relacji z jedzeniem.

Byłam kiedyś świadkiem takiej sytuacji, kiedy tata zobaczył, że jego syn je cukierka. Podszedł do niego i wyciągnął cukierka z buzi dziecka. Poczułam, że przekroczył granicę.

Bo to zrobił. Przekroczył fizyczne granice dziecka. To się często zdarza też w sytuacjach, kiedy dorośli karmią dzieci na siłę. Dzieci nie chcą czegoś jeść, a mimo to, jedzenie jest im na siłę wpychane do buzi. Spróbujmy sobie wyobrazić, że nie mamy na coś ochoty, ale ktoś zakłada, że powinniśmy to zjeść i na siłę nas karmi. To jest bardzo nieprzyjemne, niekomfortowe uczucie. Dzieci też tak to odbierają.

Tata, o którym pani wspomniała, przekroczył granice fizyczne syna, ale nie tylko. Zachowując się tak, pokazał dziecku, że moralnie jest złe, że dokonuje złych wyborów i nie spełnia oczekiwań rodziców.

Skąd to poczucie, że nad dzieckiem trzeba sprawować absolutną kontrolę?

Potrzeba kontroli wynika zazwyczaj z lęku. Obawiamy się, że kiedy odpuścimy, to stanie się coś bardzo złego. Z kontrolą żywieniową jest taki problem, że ona działa tylko przez krótki czas. Nie jesteśmy w stanie latami kontrolować tego, co dzieci jedzą.

W pewnym momencie musimy dziecku zaufać. Kontrolując, odbieramy dziecku umiejętność samodzielnego podejmowania dobrych decyzji żywieniowych. Paradoksalnie, przywiązując nadmierną uwagę do tego, co dziecko je, sprawiamy, że staje się ono zewnątrzsterowne, czyli takie, które musi mieć przewodnika, żeby dobrze jeść.

Bardzo często rodzice, kiedy odbierają dziecko ze żłobka, czy z przedszkola, pytają tylko o to, co dziecko jadło i ile. Wychowawczynie są już do tego pytania tak przyzwyczajone, że, nawet, kiedy rodzic nie pyta, to i tak zdają relację, co dziecko zjadło. O co chodzi?

Utożsamiamy żywienie dziecka z dobrobytem. Uważamy, że dieta, to podstawa dbania o dziecko. Każdy z nas to inaczej definiuje.

Dla jednego rodzica ważne jest to, aby dziecko nie było głodne, dla innego, żeby nie jadło słodyczy, a jeszcze dla innego najważniejsze będzie to, aby jedzenie było ekologiczne albo wegańskie. Zakładamy, że dziecko musi jeść w określony przez nas sposób.

Czuję, że pomimo dobrych chęci, jest to jednak przemocowe działanie.

Żeby dziecko nauczyło się dobrze jeść przez całe życie, powinno mieć okazje do popełniania błędów. Kiedy dziecko uczy się chodzić, musi się przewracać, potykać, spadać ze stopnia. Tak samo jest z jedzeniem. Dziecko może odmówić jedzenia brokułów, może odmówić kolacji, może objeść się słodyczami. To są doświadczenia, które budują wiedzę o jedzeniu.

Żeby dziecko nauczyło się dobrze jeść przez całe życie, powinno mieć okazje do popełniania błędówŻeby dziecko nauczyło się dobrze jeść przez całe życie, powinno mieć okazje do popełniania błędów Fot. Marzena Hmielewicz / Agencja Wyborcza.pl

W książce "Rozgryzione", którą napisała Pani wraz z dietetyczką Martą Kostką, czytamy o tym, że dzieci mają mechanizmy samoregulacji i o tym, że warto czasami po prostu odpuścić i pozwolić dziecku zjeść kawałek bagietki. Bo dziecko, tak samo jak my dorośli, może mieć na coś ochotę.

Trzeba przede wszystkim umieć zaufać. Dziecko nie jest obiektem do karmienia, jest człowiekiem. Ma swoje ciało, pragnienia, zachcianki. Każdy z nas rodzi się z potrzebą oddychania i jedzenia. Dzieci to wiedzą, nie musimy ich tego uczyć. Jesteśmy ssakami wszystkożernymi, a ta wszystkożerność zmusza do różnorodności.

Czasami po prostu trzeba odpuścić kontrolę i nie walczyć z dzieckiem. Uwierzyć, że dziecko w swoich wyborach, jest po tej samej stronie, co my. Dzisiaj nie lubi warzyw, ale to nie oznacza, że tak będzie zawsze. Przyjdzie czas, kiedy się w warzywach rozsmakuje.

Do wszystkiego się  dorasta. Moje dzieci jeszcze kilka lat temu nie tknęłyby sałatki jarzynowej, dzisiaj się nią zajadają. Kiedyś chciały jeść tylko kajzerki, dzisiaj bez problemu jedzą pieczywo pełnoziarniste. Widzę, że cały czas zmieniają się ich preferencje żywieniowe.

Dziecko ma prawo, żeby czegoś na jakimś etapie swojego rozwoju nie lubić. Ma prawo nie mieć na coś ochoty. Ma prawo do tego, aby jedzenie odrzucić, bo go/ją np. obrzydza. My za to mamy obowiązek, aby pokazywać dzieciom, że coś jest pyszne.

Tak jak w tym włoskim obrazie, który nakreśliła pani na początku naszej rozmowy. Siadamy do stołu, mamy dużo jedzenia, w tym np. zupę pomidorową ze świeżych pomidorów. Akceptujemy to, że zanim dziecko tę zupę polubi, przez jakiś czas będzie mówiło, że to jest blee i wybierze makaron. Do jedzenia się dorasta, dajmy dzieciom do tego przestrzeń.

Zuzanna Wędołowska jest psycholożką i dietetyczką, specjalistką od żywienia dzieci na każdym etapie życia. Prowadzi blog o pozytywnym żywieniu dzieci Szpinak Robi Bleee. Propaguj idee jedzenia świadomego, intuicyjnego. Wierzy, że każdy z nas ma moc rozpoznawania swoich potrzeb żywieniowych i ich właściwego spełniania.

Wraz z dietetyczką Martą Kostką napisała książkę "Rozgryzione. Jak nauczyć dziecko dobrze jeść". To książka wyjątkowa, bo jako jedna z nielicznych nie wpędza nas, rodziców, w poczucie winy. To książka o zaufaniu do siebie i dziecka. Autorki książki przedstawiają m.in. badania dotyczące mechanizmów samoregulacji u dzieci, zasadę podziału odpowiedzialności, przyjemności. Autorki opowiadają, jak kiedyś karmiono dzieci, skąd się bierze u nich niechęć do jedzenia warzyw, jak uczą się nowych smaków. Przeprowadzają przez różne etapy żywienia dzieci, zaprowadzają do miejsca, w którym leży rozwiązanie wielu żywieniowych problemów: do wspólnego posiłku przepełnionego miłością i radością płynącą z jedzenia.

Książka ukazała się na początku tego rokuKsiążka ukazała się na początku tego roku fot: materiały prasowe

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.