Wesela na 150 osób, a w szkołach dystans. Nauczycielka: Wiadomo, że to nierealne

"Na weselach to się bez masek zabawimy, że ho, ho! W otwartych salach zabaw maluchy będą tarzać się w kulkach, ale w żłobku zachowywać dystans. Kościoły bez limitu, a w przedszkolnej szatni 1 rodzic na 15m2. Brzmi logicznie!" - czytamy w tweecie radnej Doroty Łobody. Jaki jest sens luzowania odostrzeń przy jednoczesnych zachowaniu reżimu saniternego w szkołach i przedszkolach?

Premier Mateusz Morawiecki w ramach IV etapu odmrażania gospodarki zapowiedział od 6 czerwca otwarcie teatrów, kin, siłowni, klubów fitness i salonów masażu. Będzie można też organizować wesela do 150 osób. Weselni goście będą się bawić bez maseczek.

Przestaną też obowiązywać restrykcje co do liczby klientów w restauracjach. Rząd zamierza też znieść limity wiernych w kościołach, choć w świątyniach ma obowiązywać dystans dwóch metrów pomiędzy wiernymi.

- Chcemy dopuścić możliwość zgromadzeń publicznych do 150 osób. To temat przedyskutowany z epidemiologami – zapewnił podczas środowej (27.05) konferencji premier.

Szkoły i przedszkola nadal w reżimie

„Mam nadzieję, że najpóźniej od września uczniowie wrócą do klas szkolnych - mówił 27 maja w rozmowie z kanałem „MaturaToBzdura.tv” premier Mateusz Morawiecki. Dodał, że decyzja, czy wszyscy uczniowie wrócą do szkół na ostatnie tygodnie czerwca podjęta zostanie "w ciągu tygodnia, maksymalnie 10 dni".

Przypominamy, że przedszkola i żłobki od 6 maja mogą już pracować. 25 maja szkoły też wznowiły zajęcia. Ruszyły zajęcia opiekuńczo-wychowawcze dla dzieci z klas I-III. Stopniowo uruchamiana jest praca poradni psychologiczno-pedagogicznych, schronisk młodzieżowych i innych placówek organizujących zajęcia pozaszkolne. Szkoły mają też organizować konsultacje dla uczniów szkół podstawowych oraz absolwentów liceów.

Przedszkola i szkoły otwarte. "Syn został w domu, a ja nadal na opiekuńczym"

Te placówki, które wznowiły pracę, muszą przestrzegać wytycznych Ministerstwa Zdrowia i GIS. Zanim dyrektorzy placówek powitali dzieci w salach, informowali rodziców, na jakich zasadach będą pracowały przedszkola i szkoły. Wysyłali maile, w których pisali, że dzieci będą odbierane przez nauczyciela w drzwiach przedszkola czy szkoły, że rodzicom nie wolno wejść do budynku. W grupach czy klasach nie może być więcej niż dwanaścioro dzieci, ławki mają być ustawione w półtorametrowych odstępach. Zalecenia są też takie, aby dzieci się do siebie nie zbliżały.

- Chciałam wysłać syna do przedszkola, bo powinnam już wrócić do pracy stacjonarnej. W sekretariacie usłyszałam, że jego grupa jest już w komplecie, czyli jest już zapisanych dwanaścioro dzieci. Zaproponowano mi, aby syn chodził z inną grupą, w której wychowawczynią jest nieznana nam pani. Nie zdecydowałam się. Syn został w domu, a ja nadal na opiekuńczym – opowiada nam mama dwóch synów z warszawskiego Żoliborza. (Czytaj również: "Wniosek o zasiłek opiekuńczy COVID-19. Nowe przepisy obowiązują od 25 maja")

 - Mój syn już drugi tydzień chodzi do zerówki przedszkolnej. W pierwszym tygodniu czułam, że jest inaczej, wszyscy przechodziliśmy dezynfekcję na wejściu, dziecku mierzono temperaturę, w grupie syna było tylko czworo dzieci. W tym tygodniu czuję już większy luz. Jest też coraz więcej dzieci w przedszkolu. Kiedy przychodzę po syna, widzę, że dzieci naturalnie się bawią razem na placu zabaw, huśtają się razem na huśtawce. Dziwiłoby mnie, gdyby panie biegły i ich rozdzielały - opowiada nam mama sześciolatka, który uczęszcza do prywatnego przedszkola na warszawskim Wilanowie.

- Uważam, że jeśli mamy jeszcze w tym roku szkolnym wrócić do szkół, to na normalnych zasadach. Przestrzegać higieny i zaleceń wirusologów, ale też normalnie funkcjonować, prowadzić normalnie lekcje w klasach, bez dzielenia ich na mniejsze grupy - uważa polonistka.- Uważam, że jeśli mamy jeszcze w tym roku szkolnym wrócić do szkół, to na normalnych zasadach. Przestrzegać higieny i zaleceń wirusologów, ale też normalnie funkcjonować, prowadzić normalnie lekcje w klasach, bez dzielenia ich na mniejsze grupy - uważa polonistka. Fot. Michał Ryniak / Agencja Gazeta

Rodna Dorota Łoboda, jedna z inicjatorek i liderek ruchu Rodzice Przeciwko Reformie Edukacji, członkini Rady Programowej Kongresu Kobiet, prezeska fundacji Rodzice Mają Głos w swoim wpisie skomentowała pomysł otwierania kin, teatrów, basenów, sal zabaw z jednoczesnym zachowaniem obostrzeń w przedszkolach i szkołach. W jej tweecie czytamy:

"To mówicie, że szkoły będą ciągle wyglądać tak (od redakcji: chodzi o zdjęcie zamieszczone w tweecie), ale na weselach to się bez masek zabawimy, że ho, ho! W otwartych salach zabaw maluchy będą tarzać się w kulkach, ale w żłobku zachowywać dystans. Kościoły bez limitu, a w przedszkolnej szatni 1 rodzic na 15m2. Brzmi logicznie!".

Kiedy zapytała nauczycielkę języka polskiego z prawie 30-letnim stażem pracy o to, czy uważa, że uczniowie powinno wrócić do szkoły na ostatnie tygodnie roku szkolnego w zaostrzonym reżimie sanitarnym odpowiedziała mi, że skoro mają już wracać do placówek, to nie na zasadzie półśrodków, tylko do swoich klas, wszyscy razem i do swoich nauczycieli:

- To co funduje nam ministerstwo w tej chwili, np. konsultacje w szkołach z uczniami, to jest jakiś horror. To mają być spotkania dla dwunastu osób na 45 minut. Ale zanim do konsultacji dojdzie musimy dzieciom zmierzyć temperaturę, dzieci podczas konsultacji mają siedzieć same w ławce, teoretycznie nie mogą się do siebie zbliżać. Wiadomo, że to nie jest realne. Uważam, że jeśli mamy jeszcze w tym roku szkolnym wrócić do szkół, to na normalnych zasadach. Przestrzegać higieny i zaleceń wirusologów, ale też normalnie funkcjonować, prowadzić normalnie lekcje w klasach, bez dzielenia klas na mniejsze grupy - uważa polonistka.

Wirusolog: To nie jest odpowiedni czas na znoszenie kolejnych obostrzeń

W tekście "Wirusolog o znoszeniu obostrzeń: To nie jest odpowiedni czas. Po polskich weselach możemy mieć wiele ognisk" zapytaliśmy dr. hab. Tomasza Dzieciątkowskiego, wirusologa z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, o to, czy znoszenie kolejnych obostrzeń w momencie, kiedy liczba zachorowań nie spada, ma sens oraz czy to odpowiedni moment na zniesienie nakazu zakrywania ust i nosa w miejscach publicznych.

"Jedyny sens, jaki widzę w obecnym rozluźnianiu ograniczeń, ma wydźwięk ekonomiczny. Musimy bowiem rozgraniczyć logikę epidemiologii i zdrowia publicznego od logiki "zdrowia" gospodarczego, a poniekąd również psychicznego, osób przebywających od tygodni na kwarantannie. Jedno z drugim bywa często, niestety, rozbieżne i tu trzeba znaleźć jakiś konsensus" - powiedział w rozmowie z Gazeta.pl dr hab. Tomasz Dzieciątkowski. Dodał, że jako wirusolog uważa, że nie jest to odpowiedni czas na znoszenie kolejnych obostrzeń:

"Z punktu widzenia medycyny słuszny moment jest wtedy, kiedy współczynnik reproduktywności (R0) spadnie poniżej jednego. W Niemczech, dla przykładu, wynosi on obecnie 0,75. W związku z tym tam liczba zakażonych osób stopniowo maleje. U nas pozostaje na względnie stałym poziomie 1,03-1,09: nie rośnie on dynamicznie, ale również nie maleje" - stwierdził wirusolog i podkreślił, że nie wie, jaki będzie wpływ zniesienia tych restrykcji na liczbę zachorowań. Jak zaznaczył, zależy to od "zdrowego rozsądku i postępowania każdego Polaka". Ważne, abyśmy wciąż przestrzegali zasad higieny: myli ręce, nosili maseczki i zachowywali dystans społeczny.

Powinno cię również zainteresować:

Hiszpanie w ekspresowym tempie stworzyli portal dla nauczycieli i uczniów. Według ekspertów inne kraje powinny ich naśladować

Więcej o: