Dzieci przezywały go Freddy'm Kruegerem. Terry musiał wygrać nie tylko z bólem

Kiedy cierpienia związane z powrotem do zdrowia i koniecznością przebycia kilkudziesięciu operacji miał już za sobą, w jego życiu pojawił się kolejny ból. Tym razem ten zadawany przez ludzi, którzy nękali go z powodu jego wyglądu.

Kiedy Terry McCarty z Hawthorne w Nevadzie miał sześć lat, uległ poważnemu wypadkowi. Wylała się na niego miska płonącej nafty, w efekcie czego doznał poparzeń trzeciego stopnia pokrywających ponad 70 proc. jego ciała. Chłopiec doświadczył prawdziwego koszmaru, lekarze nie dawali mu szans na przeżycie, ale po jakimś czasie się okazało, że wróci do zdrowia. Jego leczenie trwało dwanaście miesięcy, w czasie których przeszedł 58 operacji. Niestety na jego ciele pozostały widoczne blizny, a te na twarzy mocno ją zniekształciły.  

Zobacz wideo Takich imion nie możesz nadać dziecku w Polsce

Chłopiec nie miał łatwego dzieciństwa

Nietrudno się domyślać, że wygląd poparzonego dziecka był powodem drwin i nękania, jakich doświadczał w codziennym życiu. Rówieśnicy bezlitośnie mu dokuczali i nazywali Freddy'm Kruegerem - bohaterem serii horrorów "Koszmar z ulicy Wiązów". Kiedy Terry skończył 25 lat i wciąż borykał się z niską samooceną i traumatycznymi wspomnieniami związanymi z wypadkiem, doszedł do wniosku, że zostanie strażakiem, co pomoże mu pokonać dręczące go lęki. 

Postanowił zostać strażakiem

W październiku 2011 roku Terry złożył podanie o przyjęcie do straży pożarnej w Waszyngtonie. Jego wniosek został rozpatrzony pozytywnie i w kwietniu kolejnego roku rozpoczął 12-tygodniowe szkolenie. Nie było łatwo, bo od czasu wypadku w dzieciństwie, nie stanął w obliczu ognia. "Musiałem zaliczyć ćwiczenie z ogniem rozpalanym z propanu w sztucznych warunkach. Ogarnął mnie strach, nie mogłem się ruszyć" - wyznał na łamach dailymail.co.uk. Wtedy zdałem sobie sprawę, ze tak naprawdę ogień nade mną nie panuje i dlaczego miałbym pozwolić, aby strach przejął kontrolę nad moim życiem?" - dodał.

Terry przez dwa lata służył w straży pożarnej, po czym zaczął pracować w fundacji działającej na rzecz poparzonych dzieci w Bellingham w stanie Waszyngton, gdzie mógł pomagać młodym ludziom, którzy doświadczyli podobnych jak on traum. "Ogień odarł mnie z dzieciństwa. Chciałem dać tym dzieciom szansę, żeby chociaż przez chwilę mogły poczuć się dziećmi" - dodał. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.