"Moje dziecko uwielbia syna sąsiadów. Dla niego przełknę wspólne wakacje, ale wiem, że będzie ciężko"

Niektórzy stawiają na rodzinne wakacje, w towarzystwie najbliższych, inni wybierają wyjazdy ze znajomymi. "Syn chce jechać na wczasy z sąsiadami. Wiem, że chce mieć towarzystwo do zabawy, jednak ja uważam, że to kiepski pomysł. Boję się, że nie odpoczniemy" - opowiada Ula, mama ośmioletniego Damiana.

Większości dzieci zależy na tym, aby podczas wakacji mieli jakiegoś towarzysza zabaw. Niestety to, co dla nich jest frajdą, dla ich rodziców niekiedy może być utrapieniem. Dwie rodziny (lub więcej) często mają swoje wizje wypoczynku, swoje przyzwyczajenia i nawyki. Nie wszystkim wczasowiczom musi to pasować, co może prowadzić do niesnasek, a nawet poważnych kłótni.

Zobacz wideo Triki, które pomogą wam zaoszczędzić pieniądze przy planowaniu wakacji. W te dni kupuj bilety [MAMY CZAS]

"Jedziemy na wakacje z sąsiadami. Syn nas o to prosił"

Napisała do nas Rozalia, mama Damiana. Ona i jej bliscy co roku jeździli na wakacje sami. Tym razem postanowili jednak zrobić wyjątek i wybrać się na wczasy wraz z sąsiadami. Kobieta nie jest zachwycona tym pomysłem.

Syn od kilku miesięcy nas prosił, żebyśmy pojechali właśnie razem z nimi. Przyjaźni się z ich synek Igorem, chłopcy są nierozłączni. Jeden i drugi jest jedynakiem i widać, że brakuje im towarzystwa na co dzień. Chłopcy wymyślili więc wspólne wakacje

- opowiada nasza czytelniczka. Początkowo była całkowicie przeciwna, jednak sąsiedzi uznali, że to świetny pomysł. "Przyszli do nas i zapytali, czy słyszeliśmy o pomyśle chłopców. Ich zdaniem był genialny. Mąż w sumie też stwierdził, że bardziej odpoczniemy, kiedy dzieciaki będą wspólnie spędzać czas. Ja mam jednak obiekcje, w kościach czuję, że to nie będzie udany urlop" - dodaje.

Już przy rezerwacji noclegów pojawiły się problemu

Rozalia chciała jechać na wakacje nad jezioro, gdzie jest cisza i spokój. Przyznaje, że skoro na co dzień mieszka w mieście, to "latem chce uciec od tego miejskiego gwaru i hałasu".

Zawsze wybieramy jakiś klimatyczny domek. Oczywiście dbamy o atrakcje dla syna, nie siedzimy przez dwa tygodnie w jednym miejscu. Jeździmy na wycieczki, spacerujemy, chodzimy na plażę, a wieczorami chętnie palimy ognisko, jeśli jest taka możliwość

- relacjonuje Rozalia. Sąsiedzi mają jednak inną wizję wypoczynku, co wyszło już przy rezerwacji noclegów. "Upierali się przy dużych hotelach, ja takich nie lubię. Argumentowali, że tam jest zawsze dużo atrakcji dla dzieci, baseny itp. Nie uśmiecha mi się siedzieć przez tydzień w budynku, ale nie chciałam się kłócić i ustąpiłam" - twierdzi.

TU ZNAJDZIE SIĘ REKLAMA

Smutna kobietaSmutna kobieta Shutterstock, autor: spixel

Kobieta przyznaje, że problem pojawia się też przy planowaniu atrakcji, ponieważ widzi, iż towarzysze podróży chcą przede wszystkim spędzać czas w hotelu i nie zależy im na zwiedzaniu okolicy.

Otwarcie mi powiedzieli, że nie będą jeździć nigdzie daleko i wydawać na to kasy, bo ich zdaniem to bez sensu. Ja powiedziałam, że nie wyobrażam sobie siedzieć ciągle w hotelu. Mąż mnie uspokaja, że najwyżej pojedziemy sami. Już to widzę. Dla syna przełknę te wspólne wakacje, jednak już wiem, że więcej raczej się na nie nie zdecyduję. A może faktycznie niepotrzebnie panikuję?

- zastanawia się nasza czytelniczka. Czy faktycznie powinna "martwić się na zaś"? A może wystarczyłaby otwarta rozmowa z sąsiadami i prośba, by wszyscy starali się zorganizować wypoczynek w taki sposób, by każdemu się podobało? Dajcie znać, co myślicie w komentarzach lub na edziecko@agora.pl.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.