Babcia obiecała zająć się wnukiem przez wakacje, ale postawiła warunek. "O ósmej do kościółka"

Marzena nie ma co zrobić z dzieckiem w wakacje. Teściowa zaoferowała jej pomoc, ale postawiła warunki. "Kością niezgody okazała się niedzielna msza. Moja teściowa dobrze wie, że jesteśmy niewierzący i nie zamierzamy puścić dziecka do pierwszej komunii. Postanowiła to jednak zignorować" - przyznaje.

Wakacje zbliżają się coraz bliżej. Dla wielu dzieci to ulubiony czas w roku. Długo oczekują letniego wolnego, podczas którego będą mogły zapomnieć o nauce szkolnej, bawić i wypocząć. W tym okresie rodzice (szczególnie młodszych dzieci) stają jednak przed pewnym problemem. Chodzi o zapewnienie im opieki.

Babcia zajmie się wnukiem przez wakacje, ale postawiła warunek

Podczas gdy sami chodzą do pracy, muszą zapewnić swoim pociechom opiekę. Niektórzy zapisują je na półkolonie, a inni postanawiają skorzystać z opieki niani. Takie rozwiązania są jednak dość kosztowe. Na szczęście z pomocą wielu rodzicom przychodzą dziadkowie, którzy bardzo często cieszą się na myśl o spędzeniu czas z wnukami. Jeżeli mieszkają na wsi, pobyt z nimi może okazać się szczególnie atrakcyjny. Dzieci odpoczną wówczas od miejskiego zgiełku i będą mogły spędzić trochę czasu na świeżym powietrzu. Bywa jednak, że dziadkowie mają swoje zwyczaje i przyzwyczajenia, które nie przypadają do gustu rodzicom. Niektórzy lubią wprowadzać swoje metody wychowawcze i nie chcą dopasować się do cudzych reguł.

Zobacz wideo Bohaterskie zachowanie policjanta. W czasie wolnym uratował dławiące się dziecko

"O ósmej do kościółka"

W podobnej sytuacji znalazła się nasza czytelniczka, pani Marzena, której mąż w tygodniu pracuje w innym mieście, a do domu przyjeżdża na weekendy. Z kolei kobieta pracuje w biurze 8 do 16 i nie jest w stanie w tym czasie zająć się synem. Na szczęście teściowa zgodziła się zaopiekować ośmiolatkiem. "Na początku byłam bardzo zadowolona i odetchnęłam z ulgą. Teściowie mieszkają na wsi, mają dom z dużym podwórkiem blisko jeziora. Wierzę, że Antoś dobrze spędzi tam czas. Pojawił się jednak pewien problem" - dodała. Okazuje się, że teściowa postanowiła wprowadzić swoje zasady i chce, żeby chłopiec się do nich dopasował. "Nie chce, aby Antoś spędzał przy komputerze więcej, niż trzy godziny dziennie. Ustaliła też, że będzie pomagał jej przy zmywaniu naczyń. To wszystko dobrze rozumiem. Kością niezgody okazała się jednak niedzielna msza. Moja teściowa dobrze wie, że jesteśmy niewierzący i nie zamierzamy puścić dziecka do pierwszej komunii. Postanowiła to jednak zignorować" - przyznaje czytelniczka. Kobieta zapowiedziała, że o ósmej rano będzie zabierała Antosia na niedzielną mszę. Chłopiec ma się dostosować i nie widzi innego rozwiązania. "Wiem, że ma niewierzącą sąsiadkę. Miłą panią Emilię, która mogłaby przez tę godzinkę doglądać Antosia, ale nie. Teściowa nie chce odpuścić. Chociaż bardzo mi się to nie podoba, mąż nakłonił mnie, żebym zgodziła się na takie warunki. Przez naszą pracę naprawdę nie mamy wyboru" - podsumowuje.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.