Kolonie w fast-foodzie. Dzieci mają nauczyć się smażyć nuggetsy i pakować zamówienia. "Obóz pracy"

Fast-food sieci Chick-fil-A w Hammond organizuje kolonie dla dzieci, które chcą poznać tajniki pracy w gastronomii. Każdy uczestnik w wieku od 5 do 12 lat będzie mógł zobaczyć, jak od kulis wygląda praca w jednej z ulubionych restauracji Amerykanów. W ciągu jednego dnia od ogłoszenia dokonano około 180 rezerwacji kosztujących równowartość ok. 140 zł.

Wydarzenie dla dzieci zaplanowano na 15-17 lipca oraz 22-24 lipca. Każdy z uczestników ma otrzymać posiłek dla dzieci, koszulkę pracowniczą, identyfikator i przekąskę oraz "spędzi trochę czasu z krową, będącą maskotką sieci i liderami zespołu Chick-fil-A". Na ulotce promującej kolonie można przeczytać, że maluchy "zdobędą umiejętności gospodarza restauracji i obsługi klienta, dowiedzą się, jak przyjmować zamówienia gości, jak pakować zamówienia, zwiedzą kuchnię i zapakują własne nuggetsy, a także zrobią własną wymarzoną porcję lodów". 

Zobacz wideo Sprawdzamy, co dzieci wiedzą o pracy. "Wypłata? To jest nagroda"

Fast-food zaprosił dzieci na obóz. Internautom nie spodobało się zachowanie firmy

Kolonijna idea nie jest jednak zgodna z prawem pracy w stanie Luizjana, które wymaga, że aby nastolatkowie mogli pracować, muszą mieć ukończone co najmniej 14 lat. Nie trzeba było długo czekać na reakcję Amerykanów, którzy zasugerowali, że podejrzana oferta przypomina pracę, a przecież to niezgodne z prawem.

Pod wpisem na Facebooku firmy pojawiło się wiele negatywnych komentarzy. I choć klienci przyznali, że uwielbiają fast-food sieci Chick-fil-A, co potwierdzają najwyższe oceny i opinii w zakresie dokładności zamówień, jakości żywności i życzliwości personelu, to nie godzą się z ideą nowego projektu dla najmłodszych konsumentów. 

Obóz pracy

- napisał jeden z obserwatorów sieci Chick-fil-A.

Placówka odpowiedziała na krytykę. "Pomysł narodził się sześć lat temu"

Jak podaje Business Insider, na reakcję internautów w imieniu lokalizacji Hammond w stanie Luizjana w Chick-fil-A, odpowiedział rzecznik prasowy firmy. Przyznał, że wydarzenie nie jest inicjatywą korporacyjną, restauracje nie czerpią z niego bezpośrednich zysków, a żadne dziecko w żadnym momencie nie wykonuje obowiązków pracownika. Poza tym wydarzenie trwa zaledwie trzy godziny i zaplanowano je także w innej lokalizacji w Nowym Orleanie.

"Pomysł narodził się sześć lat temu, z inicjatywy właściciela-operatora restauracji w rejonie Houston i stał się tak popularny, że tegoroczne 200 miejsc wyprzedało się w ciągu siedmiu minut" - podkreślił i dodał, że restauracja nie czerpie żadnych zysków i zależy im jedynie, aby edukować dzieci. Mimo hejtu, nie odwołano wydarzenia. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.