Zaprosili dzieci na wesele. Do "tragedii" doszło już przed 21. "Panna młoda płakała"

- Narzeczony naciskał, żebyśmy zaprosili dzieci. Gdybym przewidziała, co się stanie, nie wiem, czy bym się zgodziła, chyba nie - mówi nam Ania, która niedawno wyszła za mąż. Temat dzieci na weselach wywołuje od dawna wiele emocji. Udział najmłodszych w wydarzeniu może mieć także niespodziewane i nieprzyjemne konsekwencje.

Są pary, które nie wyobrażają sobie, że mogłyby nie zaprosić na ślub i wesele dzieci. Jak same przyznają, zależy im, by w tym wyjątkowym dniu byli z nimi wszyscy członkowie rodziny bez względu na wiek. Są też takie osoby, które wychodzą z założenia, że to nie jest impreza dla najmłodszych i nie powinni oglądać wujków oraz ciotek po wypiciu "kilku głębszych".

Zobacz wideo Coraz więcej par młodych nie chce dzieci na swoich weselach. "Wedding planner wyciąga je ze stawów"

Ostateczna decyzja o tym, kto zostanie zaproszony, należy jednak do państwa młodych. W końcu to ich dzień, więc mają prawo zorganizować go tak, jak sobie wymarzyli. I nawet eksperci radzą, by szanować ich zdanie i nie wymuszać wprowadzania zmian (zobacz: Udziela porad ślubnych. Co myśli o weselach bez dzieci? "Nie macie prawa strzelać fochów").

Narzeczony nalegał, by na weselu były dzieci

Ania kilka tygodni temu wyszła za mąż. Długo planowała swój wyjątkowy dzień. Wraz z narzeczonym zastanawiali się nad zaproszeniem dzieci. Kobieta była przeciwna, jednak jej partner powiedział, że nie wyobraża sobie, by jego siostrzeńców i bratanków nie było na weselu.

Nie jestem zwolenniczką dzieci na weselach, wiele w życiu widziałam. Zdarza się, że maluchy biegają samopas, patrzą na podpitych wujków, a o 22.00 przysypiają na krzesłach czy kolanach rodziców, którzy zastanawiają się, czy posiedzieć jeszcze, a może już wracać. Mój narzeczony się jednak uparł, że nie wyobraża sobie, że miałby nie zaprosić dzieci brata i siostry na swój ślub. Jego rodzina jest bardzo zżyta i pewnie bał się też, że wybuchnie afera. Dlatego ustąpiłam

- opowiada nasza czytelniczka. Chociaż nie ukrywa, że widok piętnaściorga dzieci na liście gości nieco ją przeraził. - Ode mnie była dwójka, reszta od narzeczonego, niektórych nawet na oczy nie widziałam, ale nic nie komentowałam, bo przecież to jego goście i jeśli dla niego są ważni, to dla mnie również - dodaje.

Czy dzieci powinny być na weselu?Czy dzieci powinny być na weselu? Czy dzieci powinny być na weselu? Fot. pexels.com / Jeremy Wong

W dniu ślubu początkowo wszystko szło zgodnie z planem. Po kościele młodzi wraz z gośćmi udali się na wynajętą salę bankietową na wesele.

Nie wynajęliśmy żadnej animatorki i to był nasz błąd. Dzieciaki urządziły sobie więc plac zabaw na środku sali. No ale gdzieś musiały się bawić. Przed pierwszym tańcem moja siostra, która była świadkową, musiała zabierać dzieciaki, żebyśmy ich nie podeptali. Ale jakoś to poszło, przyznam też, że nikt nam tak braw nie bił jak te zachwycone maluchy

- relacjonuje Ania. Później przyznaje, że z niepokojem patrzyła na dzieci biegające wśród tańczących gości. - Bałam się, że upadną i ktoś na nie nadepnie, naprawdę jakoś mnie to stresowało wszystko, chociaż mój świeżo upieczony mąż powiedział, że jestem przewrażliwiona i nic się nie stanie. Mylił się jednak.

Dramat panny młodej. O 21:00 płakała w łazience

Największą atrakcją wśród najmłodszych są zawsze słodkie stoły na weselach. Dzieciaki, które tego dnia mają zazwyczaj więcej luzu, często nie odchodzą od niego, aż nie spróbują większości serwowanych tam słodkości. Ania i jej narzeczony dodatkowo wynajęli fontannę z czekolady, w której można maczać owoce. I jak sami przyznali - to był błąd.

O godz. 21:00 zespół zagrał jakąś piosenkę dla panny młodej, czyli dla mnie. I zbiegły się wszystkie dzieci do kółeczka, jednak większość zaczęła mnie obejmować. To było urocze, tyle że były... usmarowane czekoladą. Zanim zdążyłam zareagować, miałam na białej sukni odbite czekoladowe rączki i buźki. Moja suknia wyglądała tragicznie

- opowiada nasza czytelniczka. Jej świadkowa zaczęła odpędzać dzieci i próbowała wytrzeć czekoladowe plamy, jednak tylko je rozmazała. Ania nie ukrywa, że gdy poszły do łazienki, rozpłakała się. - Siostra robiła, co mogła, żeby zmyć chociaż te plamy, które są na przodzie, po chwili w łazience zjawił się tłum kuzynek, przyjaciółek itp., które też chciały pomóc. Niewiele to pomogło - dodaje. Kobieta poprosiła nawet kamerzystę i fotografa, by starali się tak kadrować, żeby nie było widać, że suknia jest w opłakanym stanie. Nie ukrywa, że było jej bardzo przykro.

Przy tym należy zwrócić uwagę, że dzieci nie były niczemu winne i można było przewidzieć, że fontanna z czekolady z pewnością je zainteresuje i... ubrudzi. Szkoda, że nikt nie kontrolował tego, co się dzieje przy słodkim stole i rodzice maluchów nie zadbały, by ubrudzone dzieci nie dotykały wszystkiego i wszystkich wokół, a już szczególnie panny młodej.

Mam świadomość, że to po części nasza wina i pomysł z fontanną czekoladową był głupi, szczególnie że zaprosiliśmy też dzieci. To, co miało być atrakcją, za którą dodatkowo płaciliśmy, tak naprawdę okazało się katastrofą i zepsuło mi humor na weselu. Niczego jednak już nie cofnę. Teraz, jak minęło trochę czasu, to nawet zaczyna mnie to bawić

- mówi Ania. - Mam radę dla wszystkich, którzy zapraszają dzieci na swoje wesela. Wynajmijcie animatorkę, żeby mali goście się nie nudzili i trzymajcie z dala od słodkiego stołu. No i oczywiście nie pozwólcie, by znalazła się na nim fontanna z czekoladą! - dodaje na koniec.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.