"Nie jadę z dziećmi na wakacje. Mężowi zostawiłam kartkę na lodówce. Nie będę harować jak wół"

Iwona zrezygnowała z rodzinnym wakacji nad morzem i tym razem wybiera się z przyjaciółką do Grecji. "Uświadomiłam sobie, że właściwie to wczasy wiązały się dla mnie z masą roboty. Musiałam ugotować, pozmywać naczynia, zrobić zakupy i umyć podłogi. Podczas, gdy mąż i dzieci wypoczywali, ja harowałam jak wół. Nawet po powrocie do domu czekała na mnie góra prania" - twierdzi.

Wakacje zbliżają się wielkimi krokami. Chociaż dzieci ze zniecierpliwieniem wyczekują letniego wolnego, dorośli muszą wówczas zatroszczyć się o zapewnienie im odpowiedniej opieki. Wielu prosi o pomoc dziadków lub zapisuje maluchy na półkolonie. Zdarza się, że rodzice wynajmują również nianie. Chociaż większość dorosłych może już tylko pomarzyć o dwumiesięcznym wolnym, bywa, że również planują w tym okresie urlop, aby cieszyć się pogodą i spędzić czas z rodziną.

"Harowałam jak wół"

Nasza czytelniczka, Iwona, co roku wyjeżdżała z rodziną na dwutygodniowe wakacje. Zwykle z mężem i dwójką dzieci jechali nad Bałtyk, ale zdarzył się również wyjazd samochodem do Chorwacji. "Przyznam, że w tych dwóch przypadkach decydowaliśmy się raczej na budżetowe wczasy. Nad morzem spaliśmy głównie w przyczepie campingowej, a w Chorwacji wynajęliśmy malutki domek. Nie stołowaliśmy się również w restauracjach, ponieważ mąż narzekał na zbyt wysokie ceny" - wyznaje. W pewnym momencie kobieta zdała sobie jednak sprawę z faktu, że z takich wyjazdów wracała zmęczona.

Uświadomiłam sobie, że właściwie to wczasy wiązały się dla mnie z masą roboty. Musiałam ugotować, pozmywać naczynia, zrobić zakupy i umyć podłogi. Podczas gdy mąż i dzieci wypoczywali, ja harowałam, jak wół. Nawet po powrocie do domu czekała na mnie góra prania.
Zobacz wideo Dominik Kuc: Mam nadzieję, że państwo zacznie edukować młode pokolenie w tematyce zdrowia

Wyjazd z przyjaciółką

Iwona próbowała namówić męża na wyjazd krótszy, ale all inclusive. Ten jednak twierdził, że nie chce przepłacać i dotychczasowe wczasy mu się podobały.

Wzięłam sprawy we własne ręce i ogłosiłam, że w takim razie lecę z przyjaciółką do Grecji. Kupiłyśmy bilety na koniec czerwca. Już przygotowałam mężowi kartkę, którą przyczepiłam na lodówce. Wypisałam na niej podstawowe obowiązki.

"Odkurzanie dwa razy w tygodniu, mycie podłóg raz, podlewanie roślin i wycieranie kurzy itp. Oczywiście musi też gotować synom obiady. Nie jest wybitnym kucharzem, ale trudno. Nim im się nie stanie, jak przetrwają tydzień na pierogach z zamrażarki" - dodała. Początkowo rodzina Iwony wzięła jej decyzję za żart. Gdy jednak mąż zobaczył bilety, mina mu zrzedła. "Uniósł się honorem, twierdzi, że sobie poradzi, a w lipcu zabierze chłopców nad Bałtyk. Coś czuję, że dla całej trójki będzie to porządna lekcja samodzielności" - podsumowała.

Uratujmy szkołę Kiry w Polsce. Tej w Ukrainie już nie ma

Gazeta.pl i Ukrayina.pl są partnerami medialnymi zbiórki Fundacji PCPM na przetrwanie Centrum Edukacji dla kilkuset dzieci uciekających przed wojną. Wesprzyj na pcpm.org.pl/szkola.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.