Smoczek upadł na ziemię. Oblizywać, czy nie? "Mniejsza szansa alergii i astmy"

To odwieczny dylemat wielu mam: czy oblizanie smoczka, który upadł dziecku na ziemię wystarczy? Kobiety (ale i mężczyźni) czasem tak robią, jednak z mieszanymi uczuciami. Nie mają wyjścia.

Wiele mam robi to bezrefleksyjnie: smoczek, który wypadł dziecku na podłogę lub ziemię, wsadzają na chwilę do ust, po czym podają malcowi. Robią to w nadziei, że w ten sposób uchronią maluszka przed bakteriami  zarazkami, jakie w efekcie upadku mogły się znaleźć na smoczku. Okazuje się jednak, że sytuacja jest bardziej złożona i przeanalizowana przez naukowców. 

Zobacz wideo Takich imion nie możesz nadać dziecku w Polsce

Pediatra o higienie smoczków dla dzieci

Dr hab. n. med. Wojciech Feleszko to pediatra i immunolog ze Szpitala Pediatrycznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Jest też tatą trójki dzieci, więc trudno sobie wyobrazić lepszy autorytet w sprawie zdrowia najmłodszych. Dr Feleszko jest jednocześnie aktywnym użytkownikiem Instagrama, gdzie regularnie zamieszcza nagrania dotyczące zdrowia dzieci. Rozwiewa w nich wątpliwości rodziców dotyczące niepokojących objawów, wyjaśnia przebieg chorób, daje praktyczne porady etc. W jednym opublikowanych ostatnio nagrań poruszył temat higieny smoczków dla dzieci. Lekarz w nagraniu odpowiada na pytanie:"Czy można oblizać smoczek, który spadł na ziemię i podać go dziecku?"

 

Oblizywać smoczek, czy nie? 

Dr Feleszko przyznaje, że zagadnienie to wywołuje wiele kontrowersji i twierdzi, że są tu dwie strony medalu. "Pierwsza opcja mówi: tak, oblizujemy smoczek. Badania pokazują, że jeżeli mama podniosła smoczek z chodnika, czy podłogi, następnie go oblizała i podała dziecku, to jest mniejsza szansa rozwoju alergii i astmy u tego dziecka w wieku sześciu lat" - mówi i dodaje, że tak wskazują wyniki szwedzkich badań dwukrotnie powtórzonych w różnych systemach eksperymentalnych.

"Z drugiej strony stomatolodzy i gastrolodzy mówią: nie oblizujemy smoczka, dlatego, że złe bakterie znajdujące się w jamie ustnej mamy przekazane dziecku w ten sposób, mogą zasiedlić przewód pokarmowy dziecka bakterią helicobacter pylori, a to prowadzi do zapalenia błony śluzowej żołądka oraz choroby wrzodowej. Stomatolodzy zaś powiedzą, że próchnica, która jest chorobą zakaźną, także może być przekazana właśnie w ten sposób" - wyjaśnia lekarz. 

Rodzic musi sam zdecydować

"Odpowiedzi dobrej nie ma, mamy argumenty za i argumenty przeciw" - podsumował swoją wypowiedź lekarz i stwierdził, że decyzja należy do samego rodzica. Pod nagraniem pojawiło się wiele komentarzy użytkowników Instagrama. Ktoś napisał: "Dla mnie jest czymś obrzydliwym oblizywanie smoczka i jeszcze wkładanie go do buzi do dziecka. Aż się wzdrygam". Ktoś inny stwierdził: "Nie oblizałabym smoczka podniesionego z ziemi, ani sama, ani nie dałabym dziecku. Na wyjścia z domu przypinałam smoczek na tasiemce". Ktoś jeszcze inny napisał: "Zawsze miałam i mam przy sobie butelkę wody mineralnej! I chusteczki nawilżające! Zatem NIE dla oblizywania smoczka! Ble…"

Uratujmy szkołę Kiry w Polsce. Tej w Ukrainie już nie ma.
Gazeta.pl i Ukrayina.pl są partnerami medialnymi zbiórki Fundacji PCPM na przetrwanie Centrum Edukacji dla kilkuset dzieci uciekających przed wojną. Wesprzyj na pcpm.org.pl/szkola

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.