Weszłam do tramwaju i zamarłam. "Jak z rynsztoka. Przecież oni mają 11 lat"

Nastolatkowie często manifestują swoją niezależność, szczególnie w miejscach publicznych. Mają swój świat, styl, ale także niewyparzony język. Pełno w nim słów, od których niejednemu więdną uszy. Niedawno byłam świadkiem pewnego incydentu z udziałem nastolatków w komunikacji miejskiej. Nikomu nie życzę takiej sytuacji. Dziś pewnie zachowałabym się inaczej.

Rzadko jeżdżę komunikacją miejską, bo zwyczajnie nie lubię. Pech jednak chciał, że niedawno popsuł mi się samochód. Zmuszona byłam skorzystać z kilku kursów do Warszawy oferowanych przez lokalną, prywatną firmę zajmującą się przewozem osób. Przejazdy były komfortowe i przebiegały w spokojnej atmosferze. Natomiast po samej stolicy poruszałam się już komunikacją miejską, najczęściej tramwajem, i tu już nie było tak przyjemnie. Wszystko przez pewien incydent. Ta sytuacja sprawiła, że już długo nie wsiądę do autobusu, tramwaju czy metra. 

Zobacz wideo Dlaczego nastolatkowie zamiast rozmawiać z rodzicami, wolą szukać odpowiedzi na pytania w internecie? "Może stracili do nas zaufanie"

Jedziesz sobie spokojnie tramwajem, a nagle słyszysz to. Co robisz?

Ostatnio, gdy jechałam do pracy na godzinę 10, na jednym z przystanków do tramwaju weszło trzech chłopców. Ciężko mi określić, ile mieli lat, ale wydaje mi się, że chodzili do trzeciej czy czwartej klasy szkoły podstawowej. Tacy typowi nastolatkowie. Już od samego początku głośno debatowali. Choć starałam się ich nie słuchać, ciężko było lekceważyć ich mrożące krew w żyłach historie i domniemane szkolne perypetie. Oczywiście traktowałam to z przymrużeniem oka, ale to nie wszystko. Ich słownictwo wołało o pomstę do nieba. Wulgaryzmy, brzydkie słowa i moc przekleństw. Jak z rynsztoka. Pomyślałam, że przecież te dzieci mają jakieś 11 lat. Nie wiem, czy dałabym im więcej. Przeklinali jak szewc i nie przejmowali się, że obok nich są dorośli, którzy z pewnością nie chcą tego słuchać. Lepiej, bo przy każdym brzydkim słowie jeszcze bardziej je akcentowali. Było mi słabo, a kiedy wyszłam z tramwaju, to modliłam się w myślach, aby nigdy więcej nie być świadkiem takiej sytuacji. Żałowałam, że nie zwróciłam im uwagi, ale bałam się, że odpowiedzą mi jeszcze gorszą wiązanką. Na to z pewnością nie byłam gotowa. 

Ignorancja jest gorsza od krytyki. Dziś bym się nie zawahała

Kiedy wieczorem dojechałam do domu, zaczęłam rozmyślać o tym absurdalnym incydencie i pytać się sama siebie, gdzie rodzice tych dzieci mogli popełnić błąd. Sama nie mam potomstwa, ale uważam, że ignorancja nie jest tutaj drogą do sukcesu wychowawczego. Pomyślałam, że przecież sama w przyszłości chce zostać matką i mieć dzieci, czy więc chciałabym, aby tak wyglądało dorastanie moich pociech? 

Zastanawiałam się tylko, czy do takich sytuacji prowadzi brak zainteresowania ze strony rodziców, czy zwyczajna chęć zaimponowania kolegom. A może coś jeszcze? Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Cieszę się jednak, że je sobie zadałam. Wiem, że następnym razem nie potraktuję podobnej sytuacji jako czegoś normalnego. Odezwę się i zwrócę uwagę. Żałuję, że refleksja nie przyszła wcześniej. Dlatego teraz robię pierwszy krok i piszę te słowa do siebie i tych, co je czytają. To dobry moment na oburzenie. Zauważmy w końcu, co się dzieje, bo nie dzieje się dobrze. 

Przeklinanie to etap rozwoju? Nie zgadzam się, że każde dziecko powinno przez to przejść

I choć wielu rodziców z dystansem podchodzi do sytuacji, w których ich pociecha przeklina, to są też tacy, którzy martwią się i wstydzą, gdy ich dzieci używają "brzydkich słów" lub gorzej - wulgaryzmów. Dla wielu przeklinanie to zwyczajny brak kultury, a idąc dalej brak znajomości zasad społecznego współżycia. Jeżeli dziecko przeklina, może warto podpowiedzieć mu, jak inaczej może wyładować swoją złość?

Przeklinanie wśród dzieci często tłumaczy się pewnym etapem, który wpisany jest w rozwój dziecka, kiedy testuje ono granice, szuka własnej tożsamości, patrzy, na co może sobie pozwolić. Czy jednak wulgarny język możemy traktować jako sposób wyrażania siebie, czy raczej jednoznacznie jako brak znajomości zasad dobrego wychowania? O tym moim zdaniem powinno się mówić zawsze i wszędzie, bo to od nas zależy, jak będzie wyglądać przyszłe pokolenie. 

Statystyki nie kłamią. Wulgaryzmy to rosnący trend wśród dzieci i młodzieży

W ich świecie przekleństwa obecne są wszędzie: w domu, szkole, telewizji oraz w Internecie, do którego mają praktycznie nieograniczony dostęp. Szybko stają się wygodnym narzędziem komunikacji, wyrażania opinii i rozładowywania napięcia. Niestety także wśród dzieci i młodzieży. 

Jak podaje portal epedagogika.pl, nastolatkowie używają przekleństw bardziej świadomie niż dzieci i szybko odkrywają ich moc przyciągania uwagi, wywierania wrażenia oraz zdobywania pozycji lidera w grupie rówieśniczej. To trend, który bardzo ciężko zatrzymać. I choć wielu nie wie, skąd w słowniku dzieci i młodzieży tak wiele niecenzuralnych wyrazów i jak wytłumaczyć dziecku, że nie każde usłyszane słowo warto powtarzać, to z sondażu CBOS wynika, że 94% uczniów i studentów używa wulgaryzmów.

Czy przeklinanie w miejscu publicznym powinno się ignorować z nadzieją, że fascynacja wulgaryzmami minie tak szybko jak przyszła?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.