"Córka chodzi do świetnej podstawówki". Panujące zasady sprawiły, że mama nie wie co robić

"Pierwszy raz spotkałam się też z takim ustaleniem. Znajomi i członkowie naszej rodziny mają dzieci w zwykłych, publicznych placówkach, ale tak nie było czegoś takiego. Każdy na dowolność... Wręcz byli bardzo zaskoczeni, gdy powiedziałam, jak to u nas wygląda" - zwierza się mama Amelki.

Mama Amelki od dawna miała jasno sprecyzowany cel, dotyczący tego w jakiej szkole ma się dziewczynka uczyć i jakimi dziećmi ma się otaczać. Podstawówka, do której uczęszcza dziewczynka jest wysoko w ogólnopolskich rankingach i choć miesięczne czesne to nie jest mała kwota i da się odczuć jej brak w budżecie rodzinnym, to jednak jej rodzice są skłonni płacić taką cenę. 

"Trudniej być prymuską w miejscu, gdzie nikomu na tym nie zależy"

"Nauczyciele przykładają się i naprawdę nie ma do czego się przyczepić, jeśli chodzi o naukę, a przy okazji nacisk na osiągnięcia. Ale na to się godziliśmy" - wyjaśnia mama Amelki. Dodatkowo rodzice nie ukrywają, że zależało im na tym, by ich córka unikała "kontaktów z patologią", używkami i dziećmi, którym nie zależy na nauce. Trudniej mieć coraz wyższe ambicje, gdy przebywa się w takim środowisku. Niestety szybko okazało się, że poziom szkoły oraz wysokość pensji rodziców, będą miały także istotny wpływ na zasady panujące w tej klasie. Już na początku roku okazało się, że nauka będzie słono niektórych kosztować i nie będzie to miało nic wspólnego z czesnym czy składkami klasowymi. 

Zobacz wideo Margaret o maturze. "Polski zdałam na 36 procent!"

"Za tę kwotę moja córka może jechać na 10-dniowy obóz albo mieć cały rok angielskiego opłacony"

Już na pierwszym zebraniu podjęto temat urodzin dzieci. Większość rodziców uważała, że każde dziecko należy traktować równo i sprawiedliwie. Dlatego szybko poddano głosowaniu czy wszyscy są za tym, żeby minimalny budżet za organizację urodzin wynosił minimum 3 tys., a prezent miał kosztować 70 zł od osoby. Nie można było się sprzeciwić, obowiązywała demokracja. Za tym pomysłem zagłosowało 80% rodziców. Pozostała musiała się dostosować. Tymczasem zbliżają się urodziny Amelki, a jej mama wciąż nie ma pojęcia co robić. Amelka wykręcała się z większości urodzin, nie z każdym ma w klasie dobry kontakt. Kwota jest dla niej ogromna, nie ukrywa, że jej nie stać. 

Nie wiem, co zrobić. Mam ochotę olać te zasady i zorganizować córce piknik w plenerze, sama ogarnąć kiełbaski na grilla i przekąski, i rzeczywiście zaprosić całą klasę, ale na własnych zasadach. Z drugiej strony, nie chcę zostać czarną owcą w klasie ani tym bardziej nie chcę, żeby córka była z tego powodu gorzej traktowana.

- pisze mama w liście opublikowanym przez serwis styl.fm.

O pomoc poprosiła internautów, naprawdę nie ma pojęcia co powinna zrobić w tej sytuacji.

Czy twoje dziecko zaprasza całą klasę na swoje urodziny?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.