Nauczyciel miał dość zachowania "Zetek". Dał im nauczkę. "Ze mną się nie igra"

Slang młodzieżowy potrafi nieźle zdenerwować. Przekonał się o tym pewien nauczyciel, który postanowił pokazać uczniom, kto rządzi w szkole. "To działa, teraz się nauczą, że ze mną się nie igra" - żartował Sam Salem w nagraniu zamieszczonym na TikToku.

Krąży przekonanie, że właściwa komunikacja jest kluczem do sukcesu, a dogadać się można niemal z każdym, o ile znajdzie się w sobie chęci do działania. Słuchając jednak dzisiejszej młodzieży, chciałoby się śmiało rzecz, że aby komunikować się, trzeba mieć wspólny język i choć trochę się rozumieć. Jak się okazuje, nie jest to proste. Boleśnie przekonał się o tym Sam Salem, nauczyciel z Los Angeles, który na co dzień występuje także w stand-upach.

Zobacz wideo Dlaczego nastolatkowie zamiast rozmawiać z rodzicami, wolą szukać odpowiedzi na pytania w Internecie? "Może stracili do nas zaufanie"

Nowoczesny nauczyciel igra z uczniami. Uczniowie nie łapią jego ironii

Sam Salem jest nowoczesnym pedagogiem, który prowadzi różne konta w mediach społecznościowych. Ostatnio w nagraniu na TikToku opowiedział, jak reaguje na nastoletni slang, który nie do końca rozumie. Jak się okazuje, podchodzi do tego w humorystyczny sposób, a w jego metodzie nie brakuje ironii. Nauczyciel co raz wymyśla nowe słowa i mówi swoim uczniom, że są to nowoczesne i zarazem bardzo powszechne terminy, które znać powinien niemal każdy. 

Podpowiedzcie mi jakieś nowe słówka, które będę mógł używać w rozmowie z uczniami

- napisał pod wideo w sieci, prosząc internautów o pomoc. Sam zaznacza, że jest dość przekonywującym nauczycielem ze względu na swój wiek, a jego uczniowie szybko łapią nowe, zmyślone słowa. Sytuacja na tyle się rozwinęła, że pedagog nie może z tym skończyć i tylko myśli, jak znów załatwić swoich uczniów. "Za każdym razem, kiedy uczeń pyta, co mówię, to odpowiadam mu, że jak może tego nie znać skoro cały TikTok o tym mówi! To działa, teraz się nauczą, że ze mną się nie igra" - żartuje Sam. 

Nauczyciel używa słowa "feta", ale w jego mniemaniu ma to inne znaczenie

Nauczyciel podzielił się pierwszym słowem, którego uczył w stworzeniu własnego slangu. Był to termin "clip", rozumiany jako coś jedynego i ważnego. Rozmawiać z uczniami użył tego słowa w następujący sposób: 

Na przykład: Ojej, w stołówce jest dzień nuggetsów z kurczaka. To jest klip!

Natomiast jeśli Sam chce powiedzieć, że coś jest na niskim poziomie, to mówi, że warto to wyciszyć. Uczniowie to łapią i później powtarzają w swoim gronie. Tak było też chociażby, kiedy nauczyciel powiedział, że słowa "feta", to coś, co jest negatywne i nie ma sensu się tym chwalić.

Wymyślonych słów jest jeszcze więcej, a Sam o wszystkim opowiada w sieci. Choć nagrania nauczyciela ogląda wielu internautów, to nigdy nie trafił na nie żaden z uczniów. Jeśli tak by się stało, z pewnością nie byłoby uczniom do śmiechu.

Młodzieżowy slang rozwija się bardzo dynamicznie

Warto jednak pamiętać, że brak dbałości o zachowanie podstaw języka ojczystego może być bardzo niebezpieczny. Młodzież, która dziś sama tworzy i używa tego slangu, już za kilka, kilkanaście lat będzie mieć swoje dzieci i będzie wychowywać je według własnych poglądów. Pojawia się zatem pytanie, co zrobić, by uchronić język polski przed zagładą?

Czy dojdzie kiedyś do sytuacji, że slang, który posługuje się młodzież będzie dla nas kompletnie niezrozumiały?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.