Pedofilski skandal w Walii. Wymieniane jest nazwisko księdza Tadeusza z Polski. "Nie było gdzie uciec"

Do sieci wypłynęły skandaliczne kulisy prawy wykorzystywania seksualnego dzieci na walijskiej wyspie. W pedofilię zamieszany jest także polski ksiądz, który w latach 1977-1982 prześladował nawet kilkadziesiąt dzieci. "Nie było gdzie uciec ani się schować" - relacjonuje jedna z ofiar w rozmowie z Daily Mail.

Skandaliczną sytuację sprzed prawie 50 lat jako pierwszy opisał w sieci portal "Daily Mail". Wówczas wykorzystywane dzieci miały zaledwie po kilka lat, a ich prześladowcami były osoby ściśle związane z Kościołem. Sprawa długo nie wychodziła na jaw. Dopiero kiedy domniemane ofiary nawiązały kontakt i zawarły sojusz, kulisy dramatu ujrzały światło dzienne. 

Zobacz wideo Dlaczego księża milczą w sprawach patologii w Kościele?

Prawda o molestowaniu przez księży wychodzi na jaw. "Nie było gdzie uciec ani się schować"

Opactwo na wyspie Caldey ogłosiło rozpoczęcie niezależnego śledztwa pod kątem wykorzystania seksualnego dzieci. W przeszłości właśnie to miejsce było popularnym letnim kurortem dla rodzin. Najwięcej incydentów odnotowano w latach 1977-1982. Jak podaje portal "Daily Mail", zastępca komisarza ds. policji i przestępczości w południowej Walii, Jan Pickles przeprowadzi "dokładny przegląd" historycznych roszczeń dotyczących wykorzystywania dzieci.

Zdaniem lokalnych mediów jednym z prześladowców miał być zakonnik polskiego pochodzenia, który należał do Polskich Sił Zbrojnych podczas II wojny światowej, ojciec Tadeusz Kotik. Zakonnik uważany był za jednego z najbardziej brutalnych prześladowców na wyspie Caldey. Miał molestować dzieci w latach 70. i 80. ubiegłego wieku. Zagraniczny portal podaje, że duchowny najpierw zaprzyjaźniał się z maluchami, dając im różne słodycze, a później miał dopuszczać się nadużyć.

Relacja ofiary jest druzgocąca. "Czułem się uwięziony"

Dowodem tego jest relacja Kevina, jednego z molestowanych dzieci, do którego dotarł portal Daily Mail. Chłopiec miał sześć lat, kiedy zatrzymał się na wyspie wraz z rodzicami i rodzeństwem. Kolejny raz wrócił, gdy miał dziewięć lat i został wybrany na ministranta. Tym razem był sam, a to miało wzbudzić zainteresowanie księdza.  

Nie było gdzie uciec ani się schować, czułem się uwięziony i często myślałem, że spróbuję popłynąć z powrotem do Tenby, ale nie przeżyłbym przeprawy. Moja siostra Rebecca również została zgwałcona przez ojca Tadeusza. Byłem świadkiem przemysłowego wykorzystywania dzieci, zaciąganych do ciemnych, wilgotnych jaskiń, gdzie były gwałcone, nie tylko przez mnichów i księży, ale także przez mężczyzn przybywających na wyspę. Niektóre ofiary miały tylko 3 lata.

W 2018 roku Kevin założył stowarzyszenie i zebrał 5 tys. podpisów pod petycją, która miała wzywać do publicznego śledztwa. W ciągu kilku dni zgłosiło się aż 50 osób, które chciały ujawnić prawdę. Po tym jak sąd cywilny uznał, że zakonnik jest przestępcą, w związku z oskarżeniami sześciu ofiarom wypłacono odszkodowanie. "Wzięłam pieniądze, ponieważ czułam, że chcę zamknąć sprawę. Ale mnisi nigdy nie przeprosili, zawsze byli aroganccy wobec tego, co stało się z dziećmi na wyspie" - powiedziała jedna z ofiar.

Ksiądz Tadeusz za życia nie usłyszał zarzutów za molestowanie

Duchowny zmarł w 1992 roku. Do momentu śmierci nie postawiono mu żadnych zarzutów związanych z prześladowaniem dzieci. Nie wiadomo, jaka jest dokładna liczba ofiar.

Zobacz wideo Margaret o maturze. "Polski zdałam na 36 procent!"
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.