Krytykowała rodziców, którzy prowadzili dzieci na smyczy. Zmieniła zdanie. "Jak zwierzęta"

Dziecko na smyczy to dla wielu wprost szokujący widok. Jak się okazuje, podejście do tej metody wciąż się zmienia i normalizuje. Jedna z użytnikowczek TikTok jeszcze niedawno bardzo krytykowała takich rodziców. Dziś zwraca im honor. "Zrobię wszystko, aby zapewnić dzieciom bezpieczeństwo" - pisze matka, która zmieniła zdanie.

Wychowanie dzieci jest ogromnym wyzwaniem dla rodziców. Niezależnie od sytuacji najważniejsze jest jednak bezpieczeństwo. Nie ma więc co się dziwić, że rodzice często wymyślają różne sposoby, aby te słuchały się ich i były grzeczne. Gdy malec nauczy się chodzić, jest ciekawski i ruchliwy, a co idzie za tym - ciężko za nim nadążyć. Nie wszystkie pociechy chcą grzecznie siedzieć w wózku albo trzymać rękę dorosłego. Z tego powodu wiele osób decyduje się na zakup pewnego gadżetu. Tacy rodzice często są krytykowani za stosowanie tak kontrowersyjnych metod wychowawczych. 

Zobacz wideo Joanna Krupa prowadzi córkę na smyczy

Kiedyś hejtowała rodziców chodzących z dziećmi na smyczy. Dziś zwraca im honor

Zgubić dziecko z oczu w dużym skupisku ludzi, to chyba jedna z czarniejszych wizji prześladujących rodziców i opiekunów zwłaszcza małych dzieci. To dlatego rodzice decydują się na zakup smyczy dla dziecka i prowadzą pociechę jak zwierzę. Ci, którzy widzą takie sytuacje, nie do końca ufają, że to dobre dla dzieci. 

Do cholery, to ludzie, a nie psy

- napisała Chloe jakiś czas temu pod swoim nagraniem na TikToku. Kilka miesięcy temu, kiedy została mamą, jej poglądy na ten temat się zmieniły. Kobieta zrozumiała rodziców i przyznała im rację. "Tak szczerze, to teraz nie obchodzi mnie to, jak śmiesznie mogę wyglądać, prowadząc dziecko na smyczy. Zrobię wszystko, aby zapewnić dzieciom bezpieczeństwo. Moim obowiązkiem jest zadbanie o dziecko więc to oczywiste, że to zrobię" - czytamy. 

Smycz dla dziecka. Kontrowersyjny czy pomocny gadżet dla opiekunów dzieci?

Szelki lub smycz dziecięca to gadżet, który został stworzony już przed XX wiekiem po to, aby zapewnić dziecku w wieku od jednego do czterech lat bezpieczeństwo podczas spacerów, czy utrzymać je w wózku lub krzesełku do karmienia. Zdania na temat tego sposobu są jednak podzielone. Psycholożka Dorota Zawadzka twierdzi, że takie praktyki stosowane przez rodziców mogą negatywnie i trwale wpłynąć na psychikę dziecka.

"Smycz i szelki to raczej dla psa, a nie dla dziecka. Dziecku trzeba tłumaczyć i uczyć prawidłowych zachowań, dać mu szanse do ćwiczenia czy treningu. (...) Trzeba pamiętać o zagrożeniach psychospołecznych. Tych tu i teraz i tych długoterminowych. Warto zwrócić uwagę na: upokorzenie dziecka, ograniczenie możliwości zaspokajania naturalnej ciekawości" - napisała, dodając, że często dzieci nie mają możliwości kontrolowania własnego ciała, co bardzo negatywnie na nich wpływa.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.