Teletubisie istniały naprawdę? Przerażająca historia, która dała początek bajce dla małych dzieci

Nie ma wśród nas osoby, która by nie kojarzyła bajki o przygodach słodkich i uśmiechniętych Teletubisiów. Ot jedna z wielu bajek dla małych dzieci, których przygody śledziły miliony maluchów na całym świecie. Jednak w ubiegłym roku na światło dzienne wyjrzała pewna teoria, jakoby Tinky-Winky, Dipsy, Laa-Laa i Po, to tak naprawdę historia małych dzieci zamkniętych w bułgarskim szpitalu psychiatrycznym. Ich historia mrozi krew w żyłach.

Czy popularne Teletubisie istniały naprawdę? Ta historia to jedna z tzw. miejskich legend, do których pewności istnienia nie mamy, ale w każdej opowieści jest jakieś ziarnko prawdy, które może być kluczowe dla poznania prawdy. W tym przypadku jest nim bułgarski szpital psychiatryczny dla dzieci, który nazywany był "LaLa Land". To tam właśnie miały mieszkać dzieci, których historia miała stać się kanwą w opowieściach o słodkich, wiecznie uśmiechniętych i chętnych do zabawy Teletubisiach.

Zobacz wideo Karolina Gruszka, Andrzej Grabowski, Dorota Kolak i dzieciaki. Zobacz zwiastun filmu "Za duży na bajki"

Teletubisie i śledztwo tiktokowych influencerów

W 2023 roku na platformie Tik Tok zaczęły pojawiać się filmy dotyczące jednej z teorii spiskowych, czy może nawet miejskiej legendy dotyczącej bułgarskiego ośrodka dla psychicznie chorych dzieci. Okazuje się, że to właśnie pacjenci z tego "azylu" mieliby stać się źródłem inspiracji dla bajki o Teletubisiach, bo jak się okazuje, Tinky-Winky, Dipsy, Laa-Laa i Po - istnieli naprawdę. Jednak zacznijmy opowieść od początku.

W latach 90. ubiegłego wieku Bułgaria była krajem, który niechlubnie mógł się pochwalić jednym z najwyższym odsetkiem dzieci zamkniętych w państwowych ośrodkach. Bułgarskie szpitale psychiatryczne nie cieszyły się zbyt dobrą opinią. Dzieci, które tam przebywały, nie mogły liczyć na dobrą opiekę, rehabilitację, czy chociażby pomoc przy najprostszych czynnościach. Często bite i maltretowane, spędzały w zamknięciu długie godziny. Zapomniane przez bliskich spędzały tam praktycznie całe swoje życie, a tylko śmierć była dla nich drogą ku wolności… Jednak jaki związek ma to z popularną bajką dla dzieci? Otóż Teletubisie, które znamy z ekranów naszych telewizorów, to dzieci zamknięte w jednym z takich ośrodków. Instytucja, o której mowa, była potocznie znana jako "LaLa Land", a przyjazne stworki miały być inspirowane dziećmi, które zmarły tego samego dnia.

Najstarszy i największy był Tinky-Winky, a jego bułgarskim pierwowzorem miała być dziewczynka o imieniu Lala. Zamknięta w pokoju, odizolowana od ludzi - oszalała, chociaż z jej twarzy uśmiech nigdy nie schodził, nawet wtedy, kiedy personel szpitala przywiązywał ją pasami do łóżka i w ramach "leczenia" bił. Dipsy to ponoć chłopiec o zdeformowanej twarzy, której mimika pozwalała jedynie na ciągły uśmiech. Sprawiał duże problemy "wychowawcze", więc pielęgniarze, aby nieco go uspokoić, często przywiązywali chłopca do ogrodzenia przed budynkiem. Pętany był tak mocno, że jego kończyny przybrały sinofioletowy kolor. Trzecim chłopcem był Donka, który nie potrafił mówić, a komunikował się jedynie w postaci krótkich sylab. Był wychudzony i zaniedbany, bo praktycznie ciągle wymiotował. Ostatnim maluchem, który był inspiracją dla najmłodszego bohatera bajki, czyli Po, była dziewczynka. To trzyletnia Polina o zdeformowanej twarzy, która trafiła do ośrodka, bo rodzice nie chcieli mieć "takiego dziecka". Pewnego dnia, kiedy zasnęła, ktoś wrzucił ją do kominka. Jej ciało stanęło w płomieniach, jednak udało się uratować je życie. Poparzenia jednak były na tyle rozległe, że praktycznie całe jej ciało wyglądało, jak jedna wielka rana.

Telewizor w brzuszku. Śmierć przyszła nagle

Teletubisie miały w swoich brzuszkach małe telewizorki. To na nich wyświetlały się różne ciekawostki, za ich pomocą również się komunikowały. I tu też jest pewien związek z bułgarskimi dziećmi. Jaki? Otóż maluchy, które miały być inspiracją dla Tinky-Winky, Dipsy, Laa-Laa i Po - zjadły fragmenty telewizora i chwilę później wszystkie zmarły.

Jak do tego doszło? Wyjaśnia również i to miejska legenda. Pewnego dnia w ośrodku "Lala Land" władze postanowiły nieco zaoszczędzić pieniędzy i zmniejszyć opłaty za rachunki, więc wydano polecenie, aby wyłączyć wszystkie telewizory i te, które nadają się jeszcze do użytku, sprzedać. Dzieci, dla których telewizor był jedyną rozrywką w ich marnym życiu, postanowiły, że "schowają" je w swoich brzuszkach. Czwórka maluchów miała zjeść fragmenty telewizora, a chwilę później, w konwulsjach i poranionym przełykiem - odejść z tego świata.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.