Bohaterski czyn ucznia i dyrektora. Uratowali dziecko z płonącego budynku. "Złapałem zwykły koc"

Licealista z Dąbrowy Górniczej wykazał się niesamowitą przytomnością i odwagą. Gdy zobaczył pożar, zawołał dyrektora i razem rzucili się na ratunek. W płonącym budynku było dziecko.

Filip Faltus z Zespołu Szkół Sportowych im. Polskich Olimpijczyków w Dąbrowie Górniczej bez wątpienia zasłużył na miano bohatera. W poniedziałek po skończonych lekcjach zobaczył, że w bloku znajdującym się nieopodal szkoły stoi tłum gapiów. Okazało się, że na pierwszym piętrze pali się mieszkanie. Wielu gapiów nagrywało zdarzenie swoimi telefonami, zamiast pomóc.

Zobacz wideo Agnieszka Kobus-Zawojska o depresji i korzystaniu z pomocy specjalistów. "W ciąży nadal chodzę do mojej pani psycholog"

Mody chłopak nie wahał się, zauważył na parkingu dyrektora swojej szkoły i powiedział, co się dzieje. Sprawa była poważna, ponieważ wśród gapiów jedna z kobiet mówiła, że w płonącym mieszkaniu znajduje się dziecko.

Uczeń z dyrektorem ruszyli na pomoc

Dyrektor zawołany przez ucznia natychmiast pobiegł pomóc.

Filip wbiegł mi przed maskę i mnie zatrzymał. Gdyby nie on, nie zauważyłbym, że się coś dzieje. W miejscu, gdzie zrobiło się zbiegowisko, jest sklep Żabka i bar z kebabem. Często zbierają się tam grupki uczniów i innych osób

- powiedział dyrektor Latosik w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". Mężczyzna zabrał z samochodu koc i razem z Filipem pobiegli do mieszkania, z którego wydobywał się dym. Dzwonili, szarpali za klamkę, ale nikt im nie otwierał. Już mieli wybijać okno, na szczęście zamek puścił i udało im się wejść. Wszystko było mocno zadymione, dlatego dyrektor kazał uczniowi zostać na klatce, do środka weszła z nim kobieta, która ewakuowała dziecka.

Nie wiem, czy to była matka dziecka, która ewakuowała się wcześniej, czy też w mieszkaniu była matka, a ta kobieta była sąsiadką. W gęstym dymie niewiele widziałem. Cały dzień miałem później także problemy z oddychaniem. Póki co sprawdziłem, czy w drugim pokoju nie ma nikogo innego, kto potrzebuje pomocy

- opowiadał "Gaziecie Wyborczej" dyrektor Latosik.

Wozy strażackie - zdj. ilustr.Wozy strażackie - zdj. ilustr. Fot. Roman Bosiacki / Agencja Wyborcza.pl

Zapalił się olej

Jak się później okazało, zapalił się olej na kuchence. Strażacy informowali, że przebywająca wówczas w domu kobieta chciała sama ugasić ogień, niestety się poparzyła. Dyrektor Latosik zarzucił na garnek koc i zaczął gasić też szafki nad kuchenką, które zajęły się ogniem.
Do akcji włączył się także wychowawca internatu ZSS Waldemar Kozioł, który zjawił się w mieszkaniu z gaśnicą, jednak ta już się nie przydała. Wszystko działo się bardzo szybko i chociaż strażacy po wezwaniu niezwłocznie zjawili się na miejscu, to gdy przyjechali - sytuacja była już opanowana.

Całą sprawę nagłośniła na Facebooku Marta Witecka, matka uczniów, którzy chodzą do Zespołu Szkół Sportowych im. Polskich Olimpijczyków w Dąbrowie Górniczej

Ze środka słychać było krzyki i wołania o pomoc. Drzwi były zatrzaśnięte, nie dało się ich otworzyć, ale Filip i Pan Andrzej nie dawali za wygraną i w końcu pod naporem siły je otworzyli. W środku był dym i ogień. Okazało się, że to płonie olej w kuchni, pozostawiony na gazie. W środku była matka z dzieckiem i zwierzęta domowe. Kiedy Pan Andrzej gasił kocem ogień, matka w tym czasie ratowała z pożaru dziecko i zwierzęta. Służby ratownicze przybyły na miejsce bardzo szybko i przejęły akcję. Tym razem skończyło się wszystko szczęśliwie, nikt nie zginął i nie poniósł obrażeń. Wszyscy nałykali się sporo dymu, ale to nic, w porównaniu z tym, jak mogło się to skończyć

- napisała kobieta, dodając, że "teraz często spotykamy się ze znieczulicą w społeczeństwie. Czy to w momencie kiedy coś się pali, czy ktoś jest świadkiem pobicia, kradzieży, wypadku czy nawet gwałtu (jak te ostatnie tragiczne wydarzenia w Warszawie). Ludzie wolą stać i się przyglądać, kręcić filmiki albo nawet się odwracać, zamiast ruszyć z pomocą".

Pani Marta w swoim poście dodała także, że jest dumna, że jej dzieci chodzą do szkoły, w której mogą brać dobry przykład i czerpać właściwe wzorce.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.