"Nauczycielka mówiła, że będę kopać rowy. Po latach wróciłem, a ona zaniemówiła"

Nauczyciele są różni, jedni mobilizują i wspierają swoich uczniów, inni wręcz przeciwnie - zniechęcają ich do działania i podcinają skrzydła. - Moja wychowawczyni mówiła, że będę kopać rowy, wszystko dlatego, że nie byłem jej pupilkiem. Po latach była w szoku, gdy mnie spotkała - opowiada Robert. Osób takich jak on jest całe mnóstwo.

Dobry nauczyciel to taki, który zachęca ucznia do rozwijania swoich pasji i umiejętności, który mobilizuje i pokazuje, że warto próbować. Niestety nie wszyscy tacy są. Niektórzy robią wręcz odwrotnie - krytykują swoich wychowanków, podcinają im skrzydła i ich skreślają.

Zobacz wideo Matura z matematyki. Czy powinna być obowiązkowa? Matematyczka: Tak, jest jedno "ale". "Nauczyciele powinni przechodzić testy psychologiczne"

To, co słyszy dziecko w szkole od nauczyciela i w domu od rodzica, może mieć ogromny wpływ na jego przyszłość. Zdarza się, że z powodu ciągłej krytyki traci wiarę w siebie i swoje możliwości.

"Nauczycielka wiecznie mnie krytykowała"

Dzisiaj nauczyciele mają, przynajmniej w większości, zupełnie inne podejście do uczniów. Są bardziej świadomi tego, jak słowa, które mówią, mogą wpłynąć na dzieci i ich przyszłość. Dawniej było jednak nieco inaczej.

Już 20 lat minęło od czasu, kiedy skończyłem podstawówkę. Ja jednak wciąż pamiętam, jak wychowawczyni wiecznie na mnie krzyczała i krytykowała wszystko, co robiłem. Byłem ganiony bez względu na to, czy się starałem, czy nie. Po prostu nie należałem do jej pupilków, nie miałem pięknie podkreślonych tematów w zeszytach. Za to byłem, jak to dzieciak, przepełniony energią

- opowiada nam Robert. Mężczyzna przyznaje, że źle wspomina czasy szkolne. - Wiecznie byłem karany, nawet jak nie było powodów. Do dziś pamiętam, jak oberwałem linijką od wychowawczyni, bo pomyliłem się przy tablicy. Dziś to nie do pomyślenia. To było takie poniżające, pamiętam, że tak wstydziłem się przed kolegami i koleżankami z klasy - wspomina nasz czytelnik.

NauczycielkaNauczycielka shutterstock.com/Andrei Dedovich

Najgorsze jest jednak to, że nauczycielka nie była obiektywna. "Faworyzowała dziewczynki i krytykowała chłopców, z kilkoma wyjątkami". Kilkuletni chłopiec już na początku edukacji słyszał, że nic w życiu nie osiągnie.

Kiedyś powiedziała mi, że będę rowy kopać. To było jej słynne powiedzenie, które w sumie mówiła wszystkim chłopcom. Pamiętam, że długo myślałem, że naprawdę taki będzie mój zawód - no skoro pani tak mówi, to chyba wie, prawda? Jako dzieciak nie byłem świadomy, jak do końca wygląda to wybieranie zawodów

- relacjonuje Robert. Wspomina nawet, że zapytał kiedyś mamę, dlaczego on w życiu będzie musiał kopać rowy. Była zaskoczona i zapytała, dlaczego "będzie musiał", słysząc jednak, że to słowa nauczycielki, powiedziała, że chodziło jej na pewno o to, że jeśli nie weźmie się za naukę, to może tak być.

To były inne czasy, mama broniła wychowawczyni, bo nie wypadało przecież iść do niej na skargę, kiedyś nikt tego nie robił. Dzisiaj pewnie rodzic, gdyby dowiedział się, że dziecko słyszy od wychowawczyni takie słowa, zrobiłby awanturę na całą szkołę. Wtedy było inaczej, ale niech nikt mi nie mówi, że lepiej

- mówi nasz czytelnik.

Nauczycielka zaniemówiła po latach

Kilka tygodni temu w szkole, do której chodził Robert, zorganizowano zjazd absolwentów. Postanowił się wybrać, by móc zobaczyć swoich dawnych kolegów i niektórych nauczycieli. "Nie wszyscy byli tacy źli, do dzisiaj wspominam cudowną panią z przyrody czy zawsze uśmiechniętego pana Marka z wf-u".

W spotkaniu wzięła udział też dawna wychowawczyni naszego czytelnika. Ta sama, która niegdyś podcinała mu skrzydła i stale go krytykowała.

Muszę przyznać, że się zdenerwowałem na jej widok. Poczułem niepokój, tak jak przed laty, gdy krzyczała na mnie pod tablicą. Mimo to podszedłem do niej i się przedstawiłem. O dziwo pamiętała mnie, albo przynajmniej dobrze udawała. Zapytała, co u mnie, a ja jej powiedziałem coś, co zawsze sobie obiecywałem, że jej powiem, gdy ją kiedyś zobaczę: "mówiła mi pani, że będę kopać rowy i nic nie osiągnę. Mam wspaniałą rodzinę i dużą firmę, jak widać nie miała pani racji". Żałujcie, że nie widzieliście jej miny

- opowiada nasz czytelnik. Dodaje, że wychowawczyni starała się tłumaczyć, że w ten sposób właśnie mobilizowała go do działania, "bo widziała jego potencjał". Była skrępowaną całą sytuacją. Jej tłumaczenia jednak nie przekonały byłego ucznia. Powiedział jej, że "słabo jej to wyszło, ale sam sobie poradził" i nie kontynuował rozmowy.

Nauczycielka podobno nadal uczy w szkole, niebawem ma przejść na emeryturę. Czy nadal stosuje metody wychowawcze jak te sprzed lat?

Mam nadzieję, że nie gnębi już dzieci tak, jak mnie kiedyś. Ale czy tak jest, nie wiem. Jej miny po rozmowie ze mną nie zapomnę jednak nigdy i skłamałbym, mówiąc, że nie dało mi to jakiejś satysfakcji

- mówi Robert. Mężczyzna dziś sam jest ojcem i z powodu swoich "szkolnych przeżyć" jest bardzo wyczulony na wszystko, co dzieje się w szkole jego pociech. Wierzy jednak, że dziś żaden nauczyciel nie postępuje jednak tak, jak niegdyś jego wychowawczyni.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.