Poród. Jak głęboko anestezjolog wbija igłę w kręgosłup? Wideo medyka mrozi krew. "Straszne, co kobiety muszą znieść"

Poród jest czymś, co kobieta, która decyduje się na dziecko, musi przejść. Innej opcji nie ma. Oczywiście jest to związane z dużym wysiłkiem, zmęczeniem, ale także i bólem, toteż dla wielu rodzących, sprawą pierwszorzędną jest np. możliwość skorzystania ze znieczulenia zewnątrzoponowego. Jednak nie jest to przysłowiowa bułka z masłem, bo wykonać je może tylko anestezjolog, ale w określonym czasie. Czego używa? Igły, którą wbija w kręgosłup.

Jedną z metod łagodzenia bólu porodowego jest zastosowanie znieczulenia zewnątrzoponowego. To oczywiście rodzaj znieczulenia miejscowego, po którego zastosowaniu rodząca jest w pełni przytomna, może się poruszać, chodzić, a ból związany z wydaniem na świat dziecka, jest znacznie mniej odczuwalny. Jednak jak wygląda podanie leku znieczulającego? Okazuje się, że nie jest to wcale tak prosta i łatwa sprawa, jak by mogło się wydawać. Jeden z lekarzy, który nagrywa filmy na Tik Toku, postanowił pokazać i dokładnie wytłumaczyć zastosowanie oraz działanie znieczulenia podawanego w jednej z faz porodu. "To straszne, co kobiety muszą znieść" – piszą w komentarzach internauci. Czy faktycznie to tak strasznie wygląda? Oceńcie sami.

Zobacz wideo Jak wygląda poród przez cesarskie cięcie? Dr Wojciech Falęcki wyjaśnia

Poród i igła w kręgosłup, by mniej bolało

Bólu porodowy jest zjawiskiem normalnym, bo wydanie na świat dziecka jest bardzo trudnym zadaniem, przed którym stoi każda rodząca. Nie da się go całkowicie wyeliminować, ale co istotne - poprzez działanie pewnych leków, możemy go zmniejszyć do minimum. I nie chodzi tu wcale o naturalne metody łagodzenia bólu porodowego, jak masaż krocza, polewanie wodą, bujanie się na piłce, czy nawet trzymanie w zaciśniętej ręce grzebienia.

Znieczulenie zewnątrzoponowe jest czymś, do czego ma prawo każda rodząca, ale nie zawsze prośba z jej strony spotyka się z akceptacją personelu medycznego. Dlaczego? Istnieją pewne przeciwskazania do jego zastosowania, dodatkowo musi ono być poddane przez anestezjologa w odpowiedniej fazie porodu. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że chociaż ja sama rodziłam w szpitalu wojewódzkim z trzecim stopniem referencyjności i prosiłam, a nawet błagałam o znieczulenie, to najpierw słyszałam, że jest jeszcze za wcześnie, a potem już za późno na jego podanie.

Jednak pozostawiając wszelkie 'za' i 'przeciw', jak działa samo znieczulenie zewnątrzoponowe i jak wygląda techniczna strona jego podania? O tym mówi się niestety za mało i nie każda z kobiet ma świadomość, że w jej ciało będzie wbita naprawdę sporych rozmiarów igła. Lek wprowadzany jest do kręgosłupa, do tzw. przestrzeni zewnątrzoponowej. Podanie leku oczywiście nie wpływa na siłę i częstotliwość skurczów macicy, to mit, który dość często można usłyszeć, jako jedno z przeciwwskazań do jego podania. Poród postępuje nadal, ale rodząca nie odczuwa już takiego bólu jak chwilę przedtem. Jest oczywiście w pełni przytomna, może się poruszać i rozmawiać.

Jednak, jak głęboko sięga igła do znieczulenia zewnątrzoponowego podczas wykonywania zastrzyku? Pokazuje to na filmie ten tiktokowy lekarz, który postanowił zademonstrować moment podawania leku.

Internauci w szoku. "Jak dobrze, że mi ten zastrzyk zrobili, ale nie pokazali igły"

Na znieczulenie zewnątrzoponowe nie decyduje się każda rodząca i co ważna, nie każda, która chce je zastosować, może to zrobić. Istnieje kilka przeciwwskazań. Nie wykonuje się go, gdy u przyszłej matki występują: zaburzenia krzepnięcia krwi (np. małopłytkowość, hemofilia), albo np. zakażenie w miejscu wprowadzenia cewnika, np. zmiany ropne na skórze w miejscu wkłucia. Oczywiście jednym z najważniejszych zadań anestezjologa w tym momencie jest tu przede wszystkim dobranie odpowiedniej dawki leku i dostarczenie go we właściwe miejsce. Internauci, którzy obejrzeli film, są w szoku, jak to wygląda z tej 'technicznej' strony.

Wielu z nich nie miało pojęcia o tym, że igła, którą należy wprowadzić, jest tak duża. "Właśnie dostałam zastrzyk zewnątrzoponowy i nie chcieli mi pokazać igły, zanim w ogóle to zrobili, teraz się cieszę!"; "To straszne, co muszą przejść kobiety"; "Jestem po kilku porodach i nigdy nie czułam robienia zastrzyku. Skurcze były tak bolesne, że czułam tylko lekkie szczypanie, a potem ulgę od skurczów. W 100 procentach zrobiłabym to ponownie" - czytamy w komentarzach.

Jedno jest pewne, rodząca powinna mieć wybór, czy chce skorzystać ze znieczulenia, czy nie. Ma ono wiele zalet, a ryzyko powikłań oczywiście istnieje, ale jest znikome.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.