Pracuje w przedszkolu. Obserwuje dzieci i ostrzega rodziców. "Proszę Pani, a co to jest wydzieranka?"

"Daj, ja przykleję", "Zostaw te farby, bo wszystko pobrudzisz", "Nie dam Ci plasteliny, zaraz będzie w całym mieszkaniu" - niestety mnóstwo dzieci słyszy takie zwroty od swoich rodziców. A przecież taka zabawa, nawet jeśli brudna, jest bardzo potrzebna. "Rodzice błagam, zlitujcie się nad swoimi dziećmi, dajcie im się uczyć i rozwijać" - prosi nauczycielka przedszkola.

Okazuje się, że dzisiejsi rodzice często wyręczają swoje pociechy w najprostszych czynnościach. Z założenia chcą dobrze, jednak tak naprawdę, wyrządzają swojemu dziecku krzywdę. Napisała do nas nauczycielka przedszkola, która przyznaje, że z roku na rok widzi, jak wiele dzieci przychodzi do placówki i nigdy wcześniej nie widziało nawet plasteliny.

Zobacz wideo Jakie obowiązki mają przedszkolaki w domu? "Umyć ręce, zrobić siku"

A wszelkiego rodzaju malowanie, ugniatanie, wycinanie itp. mimo że jest zazwyczaj brudzące i rodzice często muszą nadzorować te zabawy, to są kluczowe dla prawidłowego rozwoju dziecka.

Nauczycielka w przedszkolu: Dajcie dzieciom się rozwijać

Z powodu nadopiekuńczości rodziców okazuje się, że dzieci, które przychodzą do przedszkola, nigdy nie malowały farbami, nie lepiły ludzików z plasteliny, a o wycinaniu czegokolwiek mogły zapomnieć.

Niedawno czterolatka zapytała m nie "proszę pani, a co to jest wydzieranka". Jeszcze parę lat temu byłabym w szoku, ale teraz nie jestem. Naprawdę. Zaskakujące jest to, że w sklepach półki uginają się od zestawów plastycznych różnego typu, a większość dzieci ich nie zna. Jak pytam o to rodziców, to zawsze słyszę to samo - a bo się pobrudzi, skaleczy, potem jest tyle sprzątania itp.

- opowiada Iza, nauczycielka w jednym z warszawskich przedszkoli. Niestety z roku na rok przybywa jej zdaniem dzieci, które mają problem z utrzymaniem kredki, a nawet zgniataniem papieru.

Większość naszych wychowanków pierwszy raz trzyma nożyczki właśnie w przedszkolu. "Paniii a jak się trzyma nożyczki", "A jak zrobić, żeby było ciach, ciach" i najczęstsze "A ja mogę wycinać, bo mama mówi, że jestem za mały/za mała". Współcześnie są braki w motoryce małej, a rodzice później są zdziwieni, że jak to możliwe

- relacjonuje Iza.

Przedszkole (zdjęcie ilustracyjne)Przedszkole (zdjęcie ilustracyjne) Fot. Arkadiusz Stankiewicz / Agencja Wyborcza.pl

Nauczycielka z przedszkola zwraca też uwagę na inny, jej zdaniem dość poważny, problem. Otóż rodzice często robią niemalże wszystko za swoje dzieci. Przez to trzylatki wielokrotnie są bardzo niesamodzielne.

We wrześniu w młodszych grupach jest prawdziwy kosmos. Dzieci nie potrafią nie tylko trzymać kredek, czy składać kartek, ale nie wiedzą, jak zdjąć bluzeczkę, a o założeniu piżamki do leżakowania można zapomnieć. Nie wspomnę o posiłkach, bo widok dzieci, które siedzą i po prostu czekają, jest wręcz smutny. Na co czekają? Na to, że ktoś je pokarmi, bo przecież nie potrafią trzymać łyżki i widelca

- opowiada nauczycielka przedszkola. Jej zdaniem jest to poważny problem współczesnych czasów i świadomość rodziców w tej kwestii musi się zmienić. Przyznaje, że nauczenie kilkudziesięciu maluchów takich podstawowych czynności, szczególnie w pierwszych tygodniach przedszkola, "to prawdziwa jazda bez trzymanki".

Rozmowy z rodzicami nie pomagają

Okazuje się, że nauczycielka kilkukrotnie starała się rozmawiać z rodzicami, że muszą zadbać o rozwój motoryki małej swoich pociech. To ważne, ponieważ wówczas rozwijają się podstawowe umiejętności dziecka, jak np. kontrolowania ruchów rąk oraz palców, poruszanie przedmiotem, chwytanie go itp.

Na spotkaniach z rodzicami poruszałam temat rozwoju motoryki małej. Niektórzy kiwali głowami, inni mówili otwarcie, że nie mają czasu potem wyciągać plasteliny z dywanu, a jeszcze inni, że oni to ćwiczą, ale może za mało. Potem widać po dziecku od razu, kto wziął sobie do serca moje słowa, a kto nie. I niestety w pierwszym przypadku, to zazwyczaj tylko kilka osób. To przykre, bo tu chodzi o prawidłowy rozwój dzieci, my się staramy, jak możemy, ale nie zrobimy wszystkiego za rodziców

- mówi Iza. Nie ukrywa, że raz nawet otrzymała uwagę od jednej z matek, że "dziecko ciągle wraca ubrudzone z przedszkola". Wyjaśniła, że dziecko ucząc się i poznając świat, musi się często pobrudzić, więc coś za coś. Widziała jednak niezadowoloną minę mamy, nie zdziwi się, jak ta pójdzie na skargę do dyrekcji. Na szczęście wie, że dyrektorka z pewnością stanie w jej obronie.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.