Jak kania dżdżu potrzebujemy tabletki dzień po bez recepty. "Nie chcę upokorzeń dla córki"

Szanse, że niebawem tabletkę "dzień po" będzie można kupić bez recepty, są coraz większe. Sejm przyjął nowelizację ustawy dotyczącej antykoncepcji awaryjnej. "Może w końcu skończy się era przywożenia ich zza granicy albo kupowania z niepewnych źródeł".

Podczas czwartkowego posiedzenia Sejm uchwalił nowelizację Prawa farmaceutycznego, przewidującą dostępność bez recepty jednego z hormonalnych środków antykoncepcyjnych, czyli tzw. pigułki "dzień po" - octanu uliprystalu - dla osób powyżej 15 lat. Ustawą zajmie się teraz Senat, a potem prezydent.

Zobacz wideo Skąd się bierze niechęć do prezerwatyw? "Wokół antykoncepcji narosło wiele tabu, nie umiemy jej stosować"

Wiele osób wierzy, że dzięki temu kobiety w końcu będą miały łatwy dostęp do awaryjnej antykoncepcji, bo wszyscy zgodnie potwierdzają, że jest ona "awaryjna" i nie powinna być stosowana regularnie. Do tej pory wielu lekarzy niechętnie przepisywało jednak tabletkę "dzień po", dlatego wiele kobiet przywoziło ją np. z zagranicznych wakacji, gdzie można je bez problemu dostać, lub kupowało z niepewnych źródeł.

Tabletka "dzień po". Młode dziewczyny od lat "kombinowały", by ją zdobyć

W życiu zdarzają się różne sytuacje. Czasem zdarzają się sytuacje "kryzysowe". Trudno oczekiwać od kobiet, by musiały później pokutować przez całe życie. Pamiętajmy też, że wiele nastolatek nie jest psychicznie gotowych, by zostać matkami. Mnóstwo jest historii o tragediach, do których doszło właśnie dlatego, że młode dziewczyny nie udźwignęły odpowiedzialności, jaka na nie spadła.

Byłam kiedyś na imprezie, pierwszy raz spróbowałam alkoholu, tak, upiłam się, wstyd mi się do tego przyznać. Dałam się też ponieść emocjom i tak przeżyłam "swój pierwszy raz". Nie pamiętałam, czy się zabezpieczyliśmy, szukałam pomocy. Cały dzień biegałam po lekarzach, prosząc, by któryś przepisał mi receptę na tabletkę "dzień po". I ku mojemu zaskoczeniu w końcu zdecydował się chyba piąty, który był starszym panem. Powiedział "dziecko, pomogę ci, bo nie jesteś gotowa, by zostać matką"

- opowiada Ewelina. Do dziś przyznaje, że jest mu bardzo wdzięczna za to, że jej pomógł. Wie, że nie poradziłaby sobie z wychowaniem dziecka, a niestety, na wsparcie bliskich nie miałaby co liczyć. "Mieszkam na wsi, rodzice by mnie wygonili z brzuchem, wiem to na pewno. Skończyłabym w domu samotnej matki, albo życie zmusiłoby mnie do oddania dziecka. Nie wyobrażam sobie, bym mogła się po czymś takim pozbierać. Ciąża w tamtym momencie zniszczyłaby życie moje i tego dziecka" - opowiada.

Recepta podczas darmowej wizyty nie, ale na prywatnej już tak

Okazuje się też, że niekiedy lekarze wykorzystywali zdesperowane młode dziewczyny, które potrzebowały recepty. Bo jak wytłumaczyć fakt, że nie mieli problemu, by je wypisywać podczas prywatnej wizyty, a nie chcieli tego zrobić w trakcie tej darmowej?

Byłam na studiach. Miałam 24 lata i potrzebowałam tabletki dzień po. To było 10 lat temu. Nie było jeszcze takich cyrków, ale trzeba było mieć receptę. Bałam się. Nie chciałam ciąży, a wiedziałam, że prezerwatywa zawiodła. Co dziś pamiętam? Stres i upokorzenie. Byłam u dwóch lekarzy. W akademickim ośrodku zdrowia lekarka powiedziała, że nie przepisze. "Że trzeba było myśleć wcześniej". Wymierzyła mi więc karę - ciążę. Poszłam do kolejnej przychodni, mając w głowie, że czas nie działa na moją korzyść. Ginekolożka powiedziała, że na NFZ to nie może wypisać, co innego na wizycie prywatnej. Może mnie przyjąć jeszcze tego samego dnia - zapewniała z uśmiechem. Za 200 zł oczywiście. Zapłaciłam. Mamie powiedziałam, że potrzebuję na nowy podręcznik. Wstydziłam się

- mówi mi Karolina. Nie ma jeszcze własnych dzieci, nie wie, czy będzie je mieć. Zapowiada jednak, że jeśli zdecyduje się na ten krok, to na pewno nie pozwoli na to "aby ktoś tak przeczołgał jej dziecko z takiego powodu".

Nie zapominajmy, że tabletki "dzień po" potrzebują nie tylko młode dziewczyny, ale też dojrzałe kobiety, mężatki, matki, które wiedzą, że nie mogą sobie pozwolić na kolejnego potomka lub po prostu nie chcą mieć więcej dzieci, a żadna standardowa antykoncepcja niestety nie jest w stu procentach niezawodna.

Mam męża, stosujemy antykoncepcję, ale tak boję się ciąży. Nie chcę więcej dzieci, a różnie może być. Nawet nie liczę na polską ochronę zdrowia. To kpina. Na każdych zagranicznych wakacjach mam rytuał. Odwiedzam aptekę i kupuję zapas tabletek "dzień po" dla siebie. Mamy z koleżankami umowę, która jedzie za granicę, kupuje innym. Chore, ale taki mamy klimat

- opowiada Olga. Trzeba przyznać, że historia o kupowaniu tabletek za granicą jest dość powszechna. Okazuje się, że wiele kobiet tak robi, bo "nigdy nie wiadomo, co się w życiu zdarzy, a dziecko nie powinno być karą za chwilę zapomnienia, a nagrodą i wyczekiwanym szczęściem".

Czym jest tabletka "dzień po"

Przeciwnicy tabletek "dzień po" mówią, że jest to tabletka wczesnoporonna.

To tabletka, która zapobiega zapłodnieniu. Nie dopuszcza do połączenia gamety męskiej i żeńskiej, dlatego nie powinno jej się nazywać tabletką wczesnoporonną. Będzie dostępna od 15. roku życia. Ważne jest to, żeby kobieta przyjęła ją jak najszybciej. Konieczność pójścia do lekarza wydłuża tę procedurę, a tutaj czas jest bardzo ważny

- mówiła kilka tygodni temu minister zdrowia Izabela Leszczyna.

Antykoncepcję awaryjną, którą potocznie nazywa się tabletką "dzień po" stosuje się po stosunku seksualnym, gdy inne metody antykoncepcji zawiodły lub ich nie zastosowano. Zapobiega zapłodnieniu, dlatego, że blokuje lub opóźnia owulację. Nie powoduje ona przerwania istniejącej ciąży, jak twierdzą niektórzy.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.