Likwidacja zerówek. Rodzice są wściekli. "I gdzie ja mam teraz szukać miejsca dla dziecka?"

Zmiany, na jakie decydują się niektóre szkoły w całej Polsce, są podyktowane brakiem chętnych do prowadzonych przez nie oddziałów przedszkolnych, czyli zerówek. Dla niektórych rodziców jest to olbrzymi problem.

Do tej pory wielu rodziców miało dylemat, czy posłać swoje dziecko do zerówki działającej przy szkole, czy zostawić je w tej w przedszkolu? Dla jednych ważne było to, żeby maluch jeszcze przez rok mógł być w znajomym otoczeniu z paniami, do których już się przyzwyczaił. Inni uważali, że lepiej zapisać go do zerówki w szkole, bo tam pozna dzieci, z którymi później będzie w klasie i zacznie przyzwyczajać się do nowego miejsca. Teraz część rodziców zostaje pozbawiona możliwości wyboru.

Zobacz wideo "12 lat temu nie miałam nawet pokoju, gdzie mogłabym nakarmić dziecko". Posłanka o nowym pomyśle Hołowni w sejmie

Dlaczego likwiduje się zerówki?

Podczas gdy w wielu szkołach podstawowych jest tyle młodszych klas, że dzieci chodzą do placówek na dwie zmiany, zerówki potrafią świecić pustkami. To efekt tego, że rodzi się coraz mniej dzieci. Wiele szkół decyduje się więc na likwidację zerówek, żeby zyskać więcej przestrzeni dla starszych dzieci. Rodziców obecnych przedszkolaków stawia to czasami w trudnej sytuacji. Do tej pory myśleli, że mają już wszystko zaplanowane, nagle muszą szukać nowych placówek dla swoich pociech. 

Likwidacja zerówek. Dla wielu rodziców to jest problem

- Właśnie się dowiedzieliśmy, że w szkole podstawowej, do której chodzi nasze starsze dziecko, od kolejnego roku szkolnego znika zerówka. Miało tam za dwa lata pójść nasze młodsze dziecko. W jego przedszkolu nie ma zerówki. Będziemy musieli szukać mu jakiejś placówki na rok - mówi w rozmowie z redakcją eDziecka Martyna z Warszawy. - To będzie koszmar, bo mały ma problemy adaptacyjne i do przedszkola przekonywał się całymi miesiącami. Teraz pójdzie na rok do nowego miejsca, a potem od kolejnego roku do trzeciego. To, jak nam to komplikuje życie, tylko my wiemy - dodaje. Z kolei Patrycja, mama dwóch przedszkolaków,z Warszawy mówi, że szkołę ma dwa kroki od domu, a do zerówki będzie musiała wozić dzieci dużo dalej. - Kretyński pomysł. Codziennie rano pół godziny w korkach - żali się.  

Likwidacja zerówek - problemy adaptacyjne

- Od przyszłego roku miałam mieć dwoje dzieci w jednej placówce, co znacznie ułatwiłoby mi życie. Teraz okazuje się, że jeszcze nie. Kolejny rok będziemy z mężem rano na złamanie karku rozwozić je w dwa różne miejsca - mówi Patrycja (nazwisko do wiadomości redakcji). - I komu przeszkadzało to, jak było do tej pory? Już wszyscy przywykli i teraz kolejne zmiany. Nikt w tym wszystkim nie myśli o dzieciach i ich rodzicach. Może ich należałoby spytać o zdanie? - dodaje. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.