Pracuje w przedszkolu. "Mama Jasia dzwoni częściej niż mój mąż. Zaczynam tracić cierpliwość"

Weronika pracuje w przedszkolu. Regularne telefony od jednego rodzica zaczęły ją niepokoić. "Zdarzało nam się wrzucać zdjęcia dzieci na przedszkolną grupę dla rodziców. Oczywiście, za ich zgodą. Mama Jasia potrafiła zadzwonić do mnie o 19, oznajmić, że przyjrzała się synowi i ma taką 'smutną minkę' albo 'załzawione oczka'. Wówczas musiałam tłumaczyć, że to nadinterpretacja i chłopiec dobrze się bawił" - twierdzi.

Wielu rodziców ciężko znosi adaptację dziecka w przedszkolu i żłobku. Bywa, że pojawiają się łzy, bunt oraz prośby o wspólny powrót do domu. Rozłąka bywa bardzo trudna, także dla rodziców, którzy bardzo martwią się o swoje pociechy, a ich komfort jest dla nich najważniejszy. Zaleca się, by przed zapisaniem malca do przedszkola, dużo z nim rozmawiać, zapewnić, że bardzo go kochamy i opowiedzieć, co będzie czekało go w nowym miejscu. Zdarza się jednak, że mimo upływu czasu rodzice wciąż nie mogą zaakceptować faktu, iż ich dzieckiem zajmuje się ktoś inny.

Zobacz wideo Wybitna polska sportsmenka już wkrótce zostanie mamą. "Nie jest to łatwy stan, boję się porodu"

Czytelniczka o pracy w przedszkolu

Należy zaznaczyć, że praca nauczycieli wychowania wczesnoszkolnego wcale nie jest łatwa. To właśnie na nich spoczywa odpowiedzialność opieki nad dziećmi. Pani Weronika pracuje w przedszkolu, a w liście do redakcji opisała, z czym zmaga się na co dzień. "Przyznam szczerze, że bardzo lubię dzieci, a moja praca przynosi mi dużo satysfakcji. Oczywiście dużym minusem są ciągłe choroby. Zdarza się, że rodzice przyprowadzają do placówki przeziębione maluchy. Potem one zarażają nas oraz siebie nawzajem. Z rodzicami bywa równie. Czasem trafią się roszczeniowi albo tacy zwlekający z odebraniem dziecka do ostatniej chwili. Nie wszyscy są jednak tacy. Bywają mili i sympatyczni, którzy nam ufają i wiedzą, że ich pociechy dobrze czują się w naszym przedszkolu. Ewenementem jest dla mnie jednak incydent, który trwa od września" - przyznaje.

"Mama Jasia dzwoni częściej niż mój mąż"

Jak podkreśla pani Weronika, to normalne, że we wrześniu wielu rodziców regularnie dzwoni i pyta, jak radzą sobie ich dzieci. "Zaskoczeniem jest jednak mama Jasia. Miesiące mijały, ale telefony wciąż się nie kończyły. O co pyta? O wszystko! Czy Jaś zjadł zupkę, czy zasnął podczas leżakowania, czym bawi się z kolegami, czy po umyciu rąk, nie ma mokrych rękawów" - wymienia kobieta.

Początkowo mama Jasia dzwoniła tylko, gdy chłopiec był w przedszkolu. Czasem telefony zaczęły się również po godzinach. "Zdarzało nam się wrzucać zdjęcia dzieci na przedszkolną grupę dla rodziców. Oczywiście, za ich zgodą. Mama Jasia potrafiła zadzwonić do mnie o 19, oznajmić, że przyjrzała się synowi i ma taką 'smutną minkę' albo 'załzawione oczka'. Wówczas musiałam tłumaczyć, że to nadinterpretacja i chłopiec dobrze się bawił. Jaś to naprawdę spokojne, wesołe dziecko, ale ta kobieta szuka dziury w całym. Moja cierpliwość się kończy. Ostatnio zerknęłam na listę połączeń i uświadomiłam sobie, że mama Jasia dzwoni do mnie częściej niż mąż. Rodzice, błagam, nie róbcie tak! Nam też należy się prywatność" - zaznaczyła Weronika.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.