Jest kierowcą autobusu. Za wszelką cenę próbował odnaleźć chłopca w szkole. Miał prezent

Farrish pracuje jako kierowca już 7 lat. Jest znany z tego, że szybko nawiązuje kontakt z uczniami, których dowozi do szkoły, a do tego opowiada doskonałe dowcipy. Wśród uczniów miał swojego ulubieńca z pierwszej klasy. Pewnego dnia zrobił coś nieoczekiwanego. Wszystko dlatego, że nie mógł znieść cierpienia wymalowanego na twarzy chłopca.

W obecnych czasach borykamy się z wielką społeczną znieczulicą. Eksperymenty społeczne przeprowadzane na całym świecie, w których główną rolę odgrywają kilkuletnie dzieci, w większości niosą za sobą niezwykle przykre wnioski. Ludzie niezbyt przejmują się spacerującymi gdzieś samotnie lub siedzącymi gdzieś na ławkach zziębniętymi dziećmi. A jednak sytuacja tego kierowcy szkolnego autobusu daje wiarę w to, że nie wszyscy patrzą obojętnie na dziecięce cierpienie i potrafią wyciągnąć do małego człowieka pomocną dłoń. 

Jeden chłopiec zawsze zwracał na siebie uwagę - był pogodny i radosny. Tego dnia było jednak inaczej, a kierowca postanowił poznać powód

Levi to pierwszoklasista, który codziennie wchodził do autobusu i z miejsca poprawiał wszystkim humor. Zawsze wesoły, uśmiechnięty i pełen energii. Jednak 9 lutego było zupełnie inaczej. Chłopiec nie był sobą i nie dało się tego nie zauważyć. Podczas gdy wszyscy inni chłopcy jadący tego dnia do szkoły  podstawowej Engelhard wchodzili do autobusu ubrani w piżamy, Levi siedział smutny w zwykłym ubraniu. Farrish, kierowca, zapytał chłopca co się dzieje, ten odpowiedział, że po prostu nie miał się w co ubrać na szkolny dzień piżamowy. "Bardzo mnie to bolało. To po prostu nie był mój Levi i chciałem, żeby miał dobry dzień. Żadne dziecko nie powinno przegapić czegoś tak drobnego jak dzień piżamy". - słowa kierowcy zacytowane były w komunikacie prasowym szkół publicznych hrabstwa Jefferson z 13 lutego. 

Kierowca autobusu wrócił do szkoły, by odszukać pierwszoklasistę. Chciał wręczyć mu prezent

Farrish pracuje jako kierowca autobusu szkolnego od 7 lat. Nie mógł przejść obojętnie obok cierpienia kilkuletniego chłopca. Zaraz po rozwiezieniu wszystkich dzieci, mężczyzna udał się do lokalnego sklepu "Family Dollar", chciał koniecznie kupić chłopcu piżamę. Następnie wrócił do szkoły, ale nie miał pojęcie gdzie szukać chłopca, dlatego poprosił o pomoc jednego z pracowników na recepcji. "Widziałem Levia schodzącego korytarzem i jego twarz była tak szczęśliwa, jak tylko mogła być. To naprawdę zmieniło cały piątek, dla niego i dla mnie" - powiedział kierowca. To był niewielki gest, ale dla chłopca był ogromnie ważny. Gdy zobaczył prezent, popłakał się ze szczęścia. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.