Dziewczynka w czerwonej sukience przeraża. Każdy, kto kupił ten obraz, wracał do sklepu z krzykiem

O dziewczynce w czerwonej sukience mówią wszyscy lokalni mieszkańcy. Nie wiadomo, na ile prawdą jest, że portret jest naprawdę nawiedzony, a na ile to chwyt marketingowy. Pewne jest jednak, że na jego widok kilka osób czuło przerażenie, a do sklepu przybywają chętni zobaczenia go na własne oczy.
Zobacz wideo Sylwia Nowak została mamą. Opowiedziała nam o ciemnych i jasnych stronach macierzyństwa

Paranormalne zjawiska, nawiedzone domy, tajemnicze postaci na zdjęciach - to tylko niektóre z różnych historii, nagrań lub wiadomości, którymi w sieci dzielą się ludzie. Niektórzy lubią podsycać panikę i sprawdzają reakcję ludzi, inni świetnie poruszają się po programach graficznych i wiedzą, jak dodawać różne efekty, by wszystko wyglądało prawdziwie, a jeszcze inni szczerze w to wszystko wierzą. Jeśli w dodatku bohaterami takich historii stają się dzieci, tym bardziej włos się jeży na głowie, a po ciele przechodzą dreszcze. 

Nikt nie zna historii powstania portretu, ale każdemu towarzyszyły podobne uczucia, gdy przebywał blisko niego

Historia powstania tego obrazu nie jest znana. Wiadomo tylko, że pojawił się w tym miejscu za sprawą anonimowego darczyńcy. Znane są jednak reakcje ludzi, którzy postanowili go kupić. To był jeden z angielskich sklepów z używaną odzieżą. W takich sklepach można również znaleźć akcesoria do domów, pokoi dziecięcych, elementy wyposażenia kuchennego czy dekoracje do domów, w tym obrazy. Wielki portret kilkuletniej, uroczej dziewczynki w sukience przyciągał uwagę wielu ludzi. Było w nim jednak coś dziwnego. Właściciel sklepu przyznał, że towarzyszyły mu nieprzyjemne uczucia, gdy przebywał w tym samym pomieszczeniu. Dodatkowo wciąż miał wrażenie, że dziewczynka z portretu wodzi za nim wzrokiem. 

Na razie nie znalazł się śmiałek, który zostawiłby u siebie obraz na stałe

Pewna kobieta postanowiła kupić obraz. Zaintrygował ją. Dwa dni później wróciła do sklepu, była zdenerwowana. Zwróciła obraz i nawet nie chciała za niego zwrotu gotówki. Z przerażeniem w głosie tłumaczyła, że nie może znieść obecności dziewczynki w swoim domu. Chciała, by je życie znowu wróciło do normy, a obraz pozostał jak najdalej. Właściciel przyjął zwrot i oprócz karteczki z ceną, dokleił drugą - z informacją, że obraz jest prawdopodobnie przeklęty. Wkrótce potem zjawiła się kolejna kobieta, która niezrażona informacją, postanowiła go kupić. Już następnego dnia pojawiła się w sklepie, pilnie chciała oddać obraz z powrotem i z krzykiem informowała, że nigdy więcej nie chce widzieć już tej przeklętej dziewczynki. Tym razem sklepikarz przyjął obraz z powrotem i napisał na nim kolejną karteczkę: "Ona wróciła. Dwa razy sprzedana i dwa razy zwrócona. Czy jesteś wystarczająco odważny?". Na razie nie znalazł się śmiałek, który zatrzymałby obraz na stałe. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.