"Synowa krytykuje, jak opiekuję się wnukiem. Jak ma problem, niech pilnuje ich sama"

Wiele osób nie chce wysyłać swoich pociech do żłobków, obawiając się, że dziecko będzie ciągle chorować. Wówczas najczęściej muszą zatrudnić nianię. Najlepiej mają ci rodzice, którzy mogą korzystać z pomocy babci lub dziadka. Niestety często tego nie doceniają.

Powrót mamy po porodzie jest często trudnym momentem, nie tylko dla niej, ale i dla dziecka. Do tego pojawia się problem, kto ma się zająć maluchem. Niektórzy decydują się na żłobki, jeszcze inni na nianię. Są tacy, którzy mówi się, że mają to szczęście, że mogą skorzystać z pomocy dziadków.

Zobacz wideo Pytamy przedszkolaków, czego nauczyli ich dziadkowie. "Szyć" "Jeździć traktorem"

Dużo łatwiej jest bez wątpienia zostawić dziecko z babcią, czy dziadkiem, niż obcą osobą. Jest to też spora oszczędność, ponieważ zatrudnienie niani jest sporym wydatkiem. Niestety nie wszyscy potrafią docenić ich pomoc, a oni sami czują się czasem wykorzystywani. Niewielu z nich ma jednak odwagę odmówić opieki nad wnukami.

Teściowa pilnuje wnuki, a synowa tylko wymaga

Napisała do nas pani Urszula z Wrocławia. Kobieta od dwóch lat jest na emeryturze. Ma dwóch synów, jeden już założył rodzinę, 1,5 roku temu urodził mu się syn Jaś.

Gdy Sylwia (synowa - przyp. red.) po roku macierzyńskiego chciała wrócić do pracy, to dzieci poprosiły mnie, czy mogłabym zająć się Jasiem. Oczywiście, że się zgodziłam, w końcu to mój wnuczek. Co prawda, myślałam, że nie będę tego robić całymi dniami, bo z założenia syn i synowa mieli się trochę wymieniać, żeby mnie odciążyć. Dziś, gdybym wiedziała, jak to będzie wyglądać, to od razu bym powiedziała, że mogę im pomóc okazyjnie, ale nie całymi dniami od rana do wieczora

Nasza czytelniczka przyznaje, że nie podobało jej się podejście syna i synowej, którzy zaczęli ją traktować "jak darmową siłę roboczą".

Najpierw miał przygotowany posiłek, a ja miałam mu tylko go podać, potem już słyszałam hasła typu: mamo ugotuj mu coś. Co oznaczało "zrób obiad dla wszystkich". Potem włączali pralkę tuż przed wyjściem i prosili, żebym rozwiesiła pranie, a czasem i je zebrała i poprasowała. Argumentowali to tym, że mały jak ma drzemkę, to pewnie się nudzę! Zagryzałam zęby, ale coraz mniej mi się to podobało

- opowiada pani Ula. Przyznaje, że sama nie wie, jak to się stało, ale w pewnym momencie już nie tylko zajmowała się dzieckiem, ale i całym domem. A synowa i syn wcale się nie zmieniali i nie starali się jej odciążyć, a wręcz przeciwnie.

Kobieta przyznaje, że bardzo często dzwonili po pracy, że muszą jeszcze załatwić kilka spraw, albo chcą wyskoczyć na zakupy. Przez to kobieta siedziała z ich dzieckiem od godz. 7.00 do nawet 20.00.

Synowa krytykowała teściową

Nasza czytelniczka czuje się rozżalona. Przez wiele miesięcy żyła życiem rodziny swojego syna i nikt jej za to nawet nie podziękował, a wręcz przeciwnie.

Synowa ciągle rzucała w moją stronę jakieś uszczypliwości, a to źle Jasia ubrałam, a to nie powinnam do niego mówić tak, czy tak, to za mało niby z nim pracuję i nie uczę wierszyków. Ciężko uczyć, jak on prawie jeszcze nic nie mówi. Miarka się przebrała, gdy powiedziała, że mogłabym poczytać kilka poradników, że ona mi podrzuci, jak się zajmować dziećmi. Wtedy coś we mnie pękło. Wykrzyczałam jej, że skoro wie, jak wychowywać dziecko, to niech je wychowuje, bo od rana do wieczora to jej w domu nie ma, bo po pracy lata po kosmetyczkach.

- relacjonuje pani Ula. Kobieta powiedziała synowej, że skoro jest niezadowolona z jej pomocy, to może sobie kogoś zatrudnić, ale od razu dwie osoby, jedną do opieki nad dzieckiem, a drugą nad domem.

Wybuchła wielka awantura, Sylwia wykrzyczała mi, że jak nie chcę pomóc przy wnuku, to nie trzeba. A jej powiedziałam, że to nie pomoc przy Jasiu, ale prowadzanie im domu, że mnie wykorzystują i ona jeszcze ma czelność mnie krytykować, że nie godzę się na to i niech teraz radzą sobie sami, a ona mi krzyczała, że nie mogę tego zrobić, bo to mój obowiązek!

- opowiada nasza czytelniczka.

teściowa (zdj. ilustracyjne)teściowa (zdj. ilustracyjne) Anna Shvets/pexels

Nasza czytelniczka przyznaje, że następnego dnia, nie pojechała pilnować wnuka. I stało się coś, czego się spodziewała, tuż przed godz. 8.00 dostała telefon od syna i synowej, którzy dopytywali się, gdzie jest i zarzucali, że przez nią się spóźnią do pracy. Jakież było ich zaskoczenie, gdy usłyszeli, że przecież kobieta powiedziała, że nie będzie już dalej dawać się wykorzystywać.

Sylwia krzyczała, że nie mogę tego zrobić, że ona ma pracę, swoje plany itp. Ja jej powiedziałam, że ja też mam swoje plany i że nigdy o nie nie zapytała. Od dawna mówiłam, że boli mnie kolano i muszę iść do lekarza, to udawali z synem, że tego nie słyszą. To teraz nie muszą, w końcu zajmę się sobą, bo przez ostatnie pół roku od rana do późnego wieczora siedziałam u nich, ogarniając tak naprawdę ich życie. Są dorośli, pora nauczyć się samodzielności

- dodaje pani Ula. I podkreśla, że powiedziała synowi, że co jakiś czas może popilnować wnuka, ale jak będzie miała taką możliwość. Mężczyzna starał się ją przekonać do zmiany zdania, przepraszał za żonę i przyznał, że faktycznie nie pomyśleli, że może czuć się wykorzystywana.

Od zdarzenia minęło kilka dni, synowa obecnie jest na urlopie, by opiekować się dzieckiem. Para szukała niani, ale zmroziły ich ceny. Dlatego syn codziennie dzwoni i prosi matkę, by zmieniła zdanie. Nasza czytelniczka przyznaje, że zaczyna się wahać. Czy powinna ulec i zgodzić się znów opiekować wnukiem?

Copyright © Agora SA