Matka niemal straciła rękę. Zaatakowała ją "bakteria ludojadka". Zdała ogromne i traumatyzujące rany

Zwykłe skaleczenie przerodziło się w koszmarną walkę o życie. Pewnej mamie groziła utrata ręki, a w najgorszym scenariuszu nawet życia.

Niespodziewany przebieg wydarzeń

Zardzewiały element tabliczki spowodował niewielkie skaleczenie, w wyniku którego u 35-latki wdała się gangrena. Kobiecie groziła utrata ręki, a nawet życia. Kobieta bała się, że „mięsożerna bakteria" odbierze jej życie. Całe zdarzenie miało miejsce na dzień przed 36. urodzinami. Jessica Lailson z San Antonio w Teksasie skaleczyła się o zardzewiałą metalową tabliczkę.

Zobacz wideo Aleksandra Żuraw w szczerym wyznaniu o stracie ciąży. "Nie dopuszczałam tego do siebie" [MAMY CZAS]

Martwicze zapalenie powięzi – taką diagnozę usłyszała kobieta. Nie spodziewała się, że po chwili wda się gangrena (ciężka choroba związana z zakażeniem tkanek, najczęściej bakterią Clostridium perfrigens – przyp. red.). "Prognozy były straszne. Lekarze nie spodziewali się, że przeżyję pierwsze 48 godzin, a kiedy to nastąpiło, spodziewali się, że w wyniku drobnego skaleczenia stracę rękę", opowiada kobieta na łamach mirror.co.uk.

Operacje i leczenie

Szpital Uniwersytecki, do którego trafiła Jessica przeprowadził wiele operacji. Lailson miała szczęście, że zachowała prawą rękę. Samotna matka w dalszym ciągu bardzo źle się czuła, a jej dzieci były przerażone tym, co może się stać z ich mamą. Powrót do zdrowia podczas wychowywania dwójki dzieci był trudny, a ona odczuwała "najgorszy ból, jakiego kiedykolwiek doświadczyłam". "Kolejny tydzień w szpitalu nie był dokładnie tym, o czym marzyłam, ale mimo to udało mi się przetrwać", napisała na swojej stronie Go Fund Me, gdzie zbiera pieniądze na leczenie.

"Ktoś na pewno nade mną czuwa. Chciałbym myśleć, że to moja mama i siostra. Nie jestem najbardziej religijną osobą na świecie, ale po tej całej ciężkiej próbie chciałbym myśleć, że jestem trochę bardziej otwarta na innych. A przynajmniej chcę być. Chcę wierzyć, że przeszliśmy przez to wszystko w wyższym celu", opowiada.

Niestety, tuż przed tym koszmarnym w skutkach zadrapaniem, pracodawca Jessiki, z którym pracowała przez 13 lat, zwolnił ją. Rodzinę znalazła się w trudnej sytuacji finansowej. Ponieważ ubezpieczenie wygasło, kobieta musiała wykorzystać pieniądze odłożone na emeryturę i oszczędności, aby opłacić opiekę i spróbować przetrwać kryzys. Powrót do zdrowia nie był łatwy, ale Lailson teraz znów zdolna do pracy, nie może się doczekać, aby rozpocząć pracę. Ma nadzieję, że ta zbiórka pomoże jej zapewnić dach nad głową jej rodzinie. „Teraz próbuję oswoić się z bliznami po bitwie, głównie dlatego, że na zawsze pozostaną częścią mnie. Na szczęście personel szpitala zrobił zdjęcia i teraz czuję się na tyle dobrze, że mogę im się przyjrzeć. Mam nadzieję, że to pomoże moim dzieciom zrozumieć, że nigdy nie powinniśmy porzucić nadzieję. Musimy przetrwać trudne czasy, nawet jeśli wydaje się to niemożliwe", pisze Lailson.

Więcej o:
Copyright © Agora SA