Rekordowo niska liczba urodzeń. Polki mają dość. "Kobieta po macierzyńskim to niechciana istota"

Doktor Wojciech Falęcki przytoczył niepokojące dane. W 2023 roku przyszło na świat rekordowo mało dzieci. "Nie dziwię się, że kobiety nie chcą rodzić dzieci. Żeby kupić dwupokojowe mieszkanie trzeba mieć lekko 600 tys. zł" - komentuje internautka.

Kryzys demograficzny w Polsce trwa. Doktor Wojciech Falęcki w nowym wpisie na Instagramie przytoczył niepokojące dane. "Jeszcze wczoraj mówiłem swoim pacjentkom, że dane będą wskazywać na zmniejszenie liczby porodów. Sam wielokrotnie mówiłem o 290-300 tys. Jednak dane za rok 2023 są bardzo złe. Jest to niewiele ponad 270 tys. W roku, w którym ja przyszedłem na świat było to 680 tys. Zostawiam do rozmyślań" - napisał lekarz. Okazuje się, że tak źle nie było od 1945 roku.

Rekordowo niska liczba urodzeń

Pod wpisem lekarza nawiązała się żywa dyskusja między internautkami. Kobiety podzieliły się swoimi doświadczeniami i obserwacjami. Wśród czynników zniechęcających do macierzyństwa wymieniono m.in. kwestie finansowe i trudna sytuacja młodych matek na rynku pracy. "Mam 2 córki. Jedna ma 4 lata, druga 11 miesięcy. To już jest szczyt tego, co mogę posiadać w dzisiejszych czasach albo nawet za dużo. Kobieta po macierzyńskim to niechciana istota, na którą patrzą jak na najgorsze zło, jeśli chodzi o wydajność i gotowość w pracy. Nie dość, że głowa już nie tak sprawna, jak przed ciążami to przecież zaraz posypią się zwolnienia chorobowe albo inne zbyt wygórowane potrzeby (przerwy na karmienie itp.) związane z dzieckiem. Aktualnie jestem na etapie powrotu w niedługim czasie do pracy i to, co usłyszałam to jedynie zniechęcenie mnie do powrotu i uświadamianie, jak będzie ciężko i mi i innym przeze mnie. Wracam za najniższą krają, bo firma po noworocznych narzuconych podwyżkach nie daje już premii, którą miałam prawie zawsze", "Nie dziwię się, że kobiety nie chcą rodzić dzieci. Żeby kupić mieszkanie trzeba mieć lekko 600 tys. w górę (i tu mowa o mieszkanku dwupokojowym). Jak chcesz wrócić do pracy, to praktycznie dużą część wynagrodzenia kobiety pochłaniają żłobek i niania", "Mam jedno dziecko urodzone w 2021 roku i nie zapowiada się na więcej. Kogo stać w dzisiejszych czasach na gromadkę dzieci? Trzeba też godnie żyć. Te dzieci potem pójdą do szkoły, chcą jeździć na wycieczki, dodatkowe zajęcia, angielski, programowanie. To teraz standard. Jeszcze przydałoby się jechać na jakieś ferie i wakacje. Już nie wspomnę o kosztach jedzenia, żłobka i przedszkola. Żłobek kosztuje tyle, co pół mojej pensji" - twierdziły.

Zobacz wideo Wybitna polska sportsmenka już wkrótce zostanie mamą. "Nie jest to łatwy stan, boję się porodu"

"Polki boją się rodzić"

Wiele osób wskazało również, że na decyzję Polek wpłynęło zaostrzenie prawa aborcyjnego oraz warunki panujące na porodówkach. "Nie wiem, czy zdecydowałabym się na drugie dziecko. Bałabym się, że jak dojdzie do tego, że dziecko będzie śmiertelnie chore to i tak będę musiała donosić ciążę kosztem mojego zdrowia i życia. Miałabym zostawić moją córkę beż mamy dla jakieś chorej ideologi", "Przy tym, że nie możemy decydować o tym, czy chcemy urodzić dziecko z poważnymi wadami, czy nie. Przy tym, że strachem jest zajść w ciąże, by nie umrzeć. Przy tej inflacji, cenach mieszkań. Przy tym, że pacjentki z tokofobią są wyśmiewane, na porodówkach dzieją się cyrki (typu brak znieczuleń na życzenie, niedotlenienia przez niekompetencje lekarzy i położnych i etc.) to i tak bardzo dobry rezultat", "Polki boją się rodzić", "Po pierwsze boimy się, że dziecko urodzi się chore. Boimy się rodzić, bo nie wiemy, co nas czeka podczas porodu czy nie będą jakieś komplikacje. Po drugie jesteśmy wygodne. Mamy czasy, gdzie chcąc nie chcąc wzorujemy się na innych, wolim. My wiemy, że to nie musi aż tak boleć, a nasze matki były przekonane, że tak musi być. Po czwarte chcemy być niezależne finansowo i realizować się, a często macierzyństwo albo nam to ogranicza, albo niestety wypadamy z rynku pracy" - czytamy w komentarzach.

 
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.