"Nienawidzę zostawać z chorym dzieckiem w domu. Zamykam się w łazience i wyję"

Choroby wieku dziecięcego, od katarów, kaszelków, po jelitówki, grypy, bostonki, czy szkarlatyny - trzeba po prostu przejść. Nie ma na to specjalnego antidotum, a dziecko, które chodzi do żłobka czy przedszkola często łapie różnego rodzaju infekcje i musi zostać w domu. Wtedy zaczyna się osobisty dramat jednego z rodziców, najczęściej matki, bo to ona z reguły bierze wolne w pracy i zostaje ze smarkającym i kaszlącym maluchem. "Kocham swoje dziecko, ale po tych kilku dniach byłam skłonna spakować walizkę i wyjechać" - napisała jedna z mam w anonimowym liście do naszej redakcji.

"Zapewne poleje się na mnie fala hejtu i komentarzy od tych idealnych mamusiek, że przesadzam, że po co robiłam sobie dziecko, skoro zostanie z nim w domu to dla mnie wielki problem. Trudno. Czasem widząc te wszystkie piękne zdjęcia, czy filmiki o idealnym macierzyństwie, mam ochotę krzyczeć, że to kłamstwo, bo to tak nie wygląda. Ja nienawidzę zostawać z chorym dzieckiem w domu" - napisała matka dwuletniego chłopca, która przez ostatnie dwa tygodnie walczyła z infekcjami, wirusami i innymi bakteriami. Czy było faktycznie tak źle? Więcej informacji znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Zobacz wideo Sylwia Nowak została mamą. Opowiedziała nam o ciemnych i jasnych stronach macierzyństwa [MAMY CZAS]

Szczerze i bez owijania w bawełnę. "Przestańcie kłamać"

Macierzyństwo jest ogromnym wyzwaniem dla każdej z kobiet, które zostając matkami, są już na zawsze odpowiedzialne za życie małej istotki, którą sprowadziły na świat. To bardzo piękny, ale też trudny czas. Są wzloty i upadki i - jak zaznacza jedna z naszych czytelniczek - "poczucie winy, które przychodzi w najmniej odpowiednim momencie".

Jedna z mam w anonimowym liście do redakcji, postanowiła rozprawić się z wszechobecnym i ciągle powtarzanym mitem "idealnego macierzyństwa i osoby matki Polki cierpiącej". "Wszędzie widzimy te reklamy uśmiechniętych matek z roześmianymi dziećmi. W mediach społecznościowych coraz częściej wyskakują mi nagrania, zdjęcia i posty specjalistów, którzy mówią o tej pięknej stronie bycia mamą. Szkoda tylko, że jak przychodzi zderzyć się z pierwszym poważniejszym problemem, to już nie jest tak kolorowo, a winą za wszystko obarcza się matkę. Przestańcie kłamać" - pisze kobieta. Czy ma rację?

"Nienawidzę zostawać z chorym dzieckiem w domu. Podziwiam wszystkie mamy, które zajmują się od świtu do nocy swoimi bąbelkami, bo ja zwyczajnie nie dałabym rady. Po całym dniu krzyków, marudzeń, płaczu i wymuszania kolejnego odcinka bajki - zamykam się w łazience i wyję z bezsilności i ogromnego poczucia winy, bo krzyknęłam na dziecko, a przecież nie powinnam, a cała swoją frustrację i gniew, wyładowałam na mężu, który musiał dłużej zostać w pracy i tym samym do domu wrócił późno" - wyznaje kobieta. "Nie jestem typem ofiarnej matki Polki cierpiącej i umartwiającej się wiecznie. Dla mnie posiadanie dziecka nie oznacza, że mam mu wszystko poświęcić. Ja też chce pracować, rozwijać się, spotykać ze znajomymi. Ja, mąż i dziecko - tworzymy fajne trio, mamy wypracowane rytuały, jest czas na zabawę, pracę i przytulasy. Jednak kiedy do tego naszego idealnego świata wkracza żłobkowa infekcja, czy choroba - skręca mnie na samą myśl, że będę musiała zostać z dzieckiem w domu" – wyznaje mama dwuletniego chłopca, która również dość trafnie zauważa, że w przypadku choroby malucha najczęściej to mamy biorą wolne. Dlaczego? Czasem jest to kwestia finansowa, czasem poczucie, że praca kobiet jest mniej ważna, aniżeli mężczyzn, albo po prostu przekonanie, że mama lepiej zajmie się dzieckiem w chorobie, niż tata. Czy faktycznie tak jest? 

"Szczęśliwe dziecko, to szczęśliwa mama"

"Czy jestem złą matką? Nie. Kocham swoje dziecko, jednak oprócz tego, że mam syna, jestem też żoną i kobietą. Nie wyobrażam sobie zamknięcia w domu, dlatego w pełni podziwiam te wszystkie mamy, które na ten krok się zdecydowały. Ja do pracy wróciłam bardzo szybko, bo po zaledwie trzech miesiącach od urodzenia synka. To była moja decyzja przy pełnym wsparciu męża, chociaż nie bardzo zrozumiana przez bliskich i znajomych. Bo ich zdaniem miejsce matki jest przy dziecku, a ja postanowiłam wyłamać się z tych ram. Wyznaję zasadę, że szczęśliwe dziecko, to przede wszystkim szczęśliwa mama, a ja potrzebowałam oddechu od kołysanek, pampersów i mleka. Ratunkiem od depresji była dla mnie praca" - dodaje na koniec nasza czytelniczka.

Co siądziecie o tym wyznaniu? Czy faktycznie pora rozprawić się z obrazem szczęśliwego macierzyństwa i nieco głośniej zacząć mówić nie tylko o wzlotach, ale też upadkach? Czekamy na wasze komentarze.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.